Metallica może i nagrywa ostatnimi czasy płyty, które nie do końca do
siebie przekonują, ale jeżeli chodzi o koncerty, bez dwóch zdań – to
wciąż bestia!! Wczorajszy występ, który zgromadził na Stadionie Śląskim
około 60 tysięcy spragnionych muzyki fanów zespołu, jeszcze długo będzie
przez uczestników tego wydarzenia wspominany. Zespół zagrał prawdziwy
„best of”, set listę marzeń (no, gdyby jeszcze zagrali Battery, to ja
byłbym wniebowzięty…choć w sumie i tak byłem ;-)).
…ale od początku….
Nie słyszałem jak zagrały supporty – Mnemic i Machine Head niespecjalnie
mnie interesują, więc na płycie stadionu zameldowałem się w okolicy
20:30. Trzeba przyznać, że tłumy zgromadzone na chorzowskim obiekcie
robiły wrażenie, a fala, którą osoby siedzące na sektorach umilały sobie
czas wypadła zawodowo:-) Koncert miał się rozpocząć o 21:00 więc
nauczony doświadczeniem, iż punktualność nie leży w naturze muzyków
wszelakich, spokojnie czekałem na początek show. Jakież było moje
zdziwienie gdy około 21:05 zabrzmiały pierwsze dźwięki „The Ecstasy of
Gold” Ennio Morricone, czyli klasyczne już intro rozpoczynające występy
czterech jeźdźców. To co działo się potem można określić słowem, które
zawiera się w tytule kompozycji Morricone – ekstaza! Repertuar
marzenie!! Zabrzmiały: sztandarowe „Master of Puppets” (w chwili
wykrzykiwanego „master” ryk publiki było pewnie słychać w całej śląskiej
aglomeracji), połamane „Harvester of Sorrow” czy „…And justice for
all”, agresywne „Whiplash”. Przy „Welcome Home (Sanitarium)”, „The
Unforgiven” oraz (zwłaszcza przy tej kompozycji) „Nothing Else Matters”
pojawiły się płomyki zapalniczek i……świecące komórki…to chyba jakiś znak
obecnych czasów :-). „One” zostało wzbogacone ciekawym pokazem
pirotechnicznym. Wybuchy, ognie…iście „wojenna” atmosfera. Podobnie było
przy “Enter Sandman” oraz zamykającym występ szalonym, odśpiewanym
chóralnie “Seek and Destroy”.
Cały występ trwał około dwóch godzin, ale czas ten minął w iście
szalonym tempie. Wyśmienity dobór repertuaru, imponująca scena i
fantastyczna atmosfera tylko potwierdziły, że Metallice „na żywo” trzeba
zobaczyć. Może dźwięk nieco falował, nie zagrali mojego ulubionego
„Battery”, ale na pewno występ grupy był wyśmienity. Z twarzy muzyków
(na szczęście za zespołem umieszczony był ogromnych rozmiarów telebim)
można było wyczytać zadowolenie. Uśmiechnięty Hetfield, Hammett co jakiś
czas kiwający z uznaniem głową, zadowolony i ekspresyjny Ulrich oraz
(chyba nieco z innej bajki) Trujillo stworzyli show, które swoim
rozmachem mogło imponować. W historii koncertów organizowanych na
Stadionie Śląskiem występ Metallicy zapisze się złotymi zgłoskami i
odnoszę wrażenie, że jak do tej pory było to wydarzenie, które
zgromadziło najliczniejszą publikę.
PS. ….Ciekawe jak czują się mieszkańcy Chorzowa, gdy systematycznie na Stadionie Śląskim słyszą zdanie „Welcome Katowice”….;-)
Set-lista:
1. „Creeping Death”
2. „For Whom The Bell Tolls
3. „Ride The Lightning”
4. „Harvester Of Sorrow”
5. „The Unforgiven”
6. „And Justice For All”
7. „Devil’s Dance”
8. „Disposable Heroes”
9. „Welcome Home (Sanitarium)”
10. „Master Of Puppets”
11. „Whiplash”
12. „Nothing Else Matters”
13. „Sad But True”
14. „One”
15. „Enter Sandman”
bis:
16. „Last Caress” (cover Misfits)
17. „So What”
18. „Seek And Destroy”





Piotr Michalski
Zdjęcia: Piotr Michalski/Dżuman



















































