WORSELDER – 2017 – Paradigms Lost

01. Infighting
02. Paradigms Lost
03. Seeds Of Rebellion
04. Idols
05. The Sickening
06. Severed
07. My Consuming Grief
08. Home Of The Grave
09. The Haven
10. Land Of Plenty

Rok wydania: 2017
Wydawca: Sliptrick Records
Profil Facebook


Dziś odcinek poświęcony scenie francuskiej, a „na tapecie” ląduje praktycznie nieznany u nas Worselder w składzie: Guillaume Granier – wokal, Yoric Oliveras – gitara, Jérémie Delattre – gitara, Michel Marcq – perkusja i Yannick Fernandez – bas plus wspomaganie wokalisty. Opisywany „Paradigms Lost” to drugi album zakorzenionej w Pirenejach ekipy. Zgodnie z oficjalnym info tytuł i okładka nawiązują do historii Katarów i związanej z nimi herezji, a także zawieruchy z tego powstałej. Wielu z nich dostąpiło zbawczego opuszczenia plugawego ciała przez boską duszę, ale nie tak, jak chcieli, bo pod przymusem i za pomocą ognia. Fakt ten uwieczniła na froncie prostej okładki Emma Morison.

Po takiej reklamie, na płycie powinna dominować okrutna aura śmierci, zniszczenia i pożogi oraz boskie chorały kontra piekielna materia. Jednak wbrew okładce, tytułowi i informacjom o zespole, na „Paradigms Lost” takich rzeczy po prostu nie ma. Może w tekstach, aczkolwiek skąpe promocyjne wydanie, które do mnie trafiło, nie zawiera nic prócz okładki i okrągłego nośnika. Jego przesłuchanie utrwala w przekonaniu, że zdecydowanie lepiej poddać się dźwiękom, niż zagłębiać w historyczno moralne dylematy. Szczerze powiedziawszy, pirenejskie korzenie zespołu też się nie narzucają. Nawet nie wiem z czy je na tym albumie kojarzyć. Tak więc, co innego opakowanie, a co innego treść muzyczna. Bowiem odarta z medialnej otoczki prezentuje się zdecydowanie lepiej i zgoła odmiennie, niźli można by się spodziewać. Kto oczekuje materiału adekwatnego do okrucieństw i mroków średniowiecza, będzie najzwyczajniej rozczarowany. Żadnego wściekłego black metalu czy death metalowego gruzu. Worselder prezentuje niby nowoczesne spojrzenie na ciężką muzykę, z ciągotami do metalu lat dziewięćdziesiątych, podając za inspirację takie tuzy jak Coroner, Testament czy Pantera, co słychać wyraźnie. Grubo i ostro, ale jednak nie do końca. Ogólnie klimat, jak i sam album, mimo, że mocny i zadziorny, to w porównaniu z dokonaniami wcześniej wymienionych grup nazwałbym bardzo zachowawczym. Za sprawą „Paradigm Lost” mamy do czynienia głównie z tym, co działo się jakiś czas temu na amerykańskiej scenie, z ukierunkowaniem na thrash/groove metal. Jednakże stylistyczna rozpiętość jest spora. Podsycono to wszelkiej maści elementami rocka, heavy czy nawet stonera, jak twierdzą sami autorzy, najwyraźniej nie chcący przekraczać żadnych granic przyzwoitości. W efekcie powstał muzyczny miszmasz, pełen zakrętów jak górska kolejka, która z łatwością i bez ekscesów dociera do kresu wycieczki. Dopracowany, bogaty w dźwięki i zmiany tempa. Pozbawiony śladu surowizny ociekającej posoką, smrodu siarki i ponurej ascezy, a przy tym doskonale brzmiący.

Trudno powiedzieć do kogo konkretnie jest skierowany ten album. Rzekłbym, że to taki przyjemny dla ucha metal wszystkich. Dużo się dzieje i na różne sposoby, lecz z zachowaniem umiaru. Muzycznie przypomina mi to grupy pokroju Hellyeah, zwłaszcza „Infighting” czy „Paradigms Lost”, ale pytanie „Gdzie ja to słyszałem?” rodzi się w głowie niemal przy każdym z utworów, przywodząc na myśl mnóstwo innych zespołów. Nawet Pink Floyd za sprawą charakterystycznych kilku sekund w lekko „godsmackowym” „Seeds Of Rebellion”.

6,5/10

Robert Cisło

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *