1. The Dream
2. Dreamstealer
3. Streets of Rage
4. Fourteen Twenty Eight
5. All That I Want
6. Miles Ahead
7. Soul Monster
8. Rising
9. Indestructible
Rok wydania: 2012
Wydawca: Metal Mind
http://www.wallnervain.com/
Muszę powiedzieć, że miałem nieco obaw związanych z tym albumem. Will
Wallner i Vivien Vain zaprosili do współpracy na swoim albumie plejadę
gwiazd hardrockowego panteonu. Niepokoiłem się więc, czy nie będzie to
kolejny all-star projekt, w którym to nazwiska są największymi zaletami
produktu. Na szczęście tak nie jest.
Zastanawiałem się również nad głosem wokalistki. Czy sprawdzi się w
takim materiale i czy jej barwa / maniera głosu nazbyt nie będzie
przypominać hard rockowych dam jak choćby Doro. Tę obawę rozwiał już
utwór promocyjny opublikowany przez wydawcę przed premierą.
Głos Vivien Vain jest może i zadziorny, ale w pewnym sensie matowy… a
maniera nawet niechlujna. Ale chyba pasuje do naszych wyobrażeń
frontmenki hardrockowego bandu. W moim odczuciu spełnia zatem
oczekiwania, ale nie skłania do zachwytów, jest przyzwoicie.
Muzycznie „Rising” to skondensowana dawka fajnych pomysłów i nośnych
melodii. Całość oczywiście podana w postaci tradycyjnego hard rockowego
grania w sabbathowym, purpurowym tudzież tęczowym sosie. Oprócz
składnika oczywistego jakim są solówki poupychane w każdy wolny zakątek
utworu, porządne wrażenie robi tez rytmika. Niebanalne bębnienie czy też
pomysłowe prowadzenie basu, to coś co zaskoczyło mnie bardzo w tym
przypadku. Spodziewałem się po prostu „odbębnienia” roboty, za którą
gościnnym muzykom zapłacono. A wbrew podejrzewań otrzymujemy ciekawe
utwory okraszone, a to okazjonalnie wokalami Wallnera, a to kanonadą
klawiszy.
Z premedytacją nie odnoszę się do personaliów, po zaznajomieniu się z
tym materiałem chciałem udowodnić, że album broni się sam. Niecałe trzy
kwadranse energetycznego hard rocka, robi naprawdę piorunujące wrażenie.
Do tego stroni od nowożytnego zbluesowanego brzmienia (vide BCC
choćby). Materiał prezentuje wyrównany poziom, ale myślę, że każdy
znajdzie na nim swoich faworytów. Dla mnie takimi kawałkami są „All that
I want” (mimo, że właśnie w nim wokalizy mnie trochę drażnią) i
rewelacyjny „Indestructible”. Paradoksalnie pomiędzy nie trafił kawałek
najmniej trafiający w moje gusta „Miles Ahead”, za sprawą… jego
niewyrafinowania i gorszej linii melodycznej (solówki w dalszym ciągu
wyjmują z butów), ale i ciekawszy „Soul Mover” wybijający się ponad
całość także produkcją.
Pewnie wielu słuchaczy sięgnie po płytę zachęconych nazwiskami Brian
Tichy, Rudy Sarzo, Tony Franklin, Jimmy Bain, Derek Sherinian, Tony
Carem, Vinny Appice, Carmine Appice – jednak to niekonieczny bodziec.
Obok tej produkcji fani klasycznych hard rockowych dźwięków nie mogą
przejść obojętnie. Ta płyta po prostu daje czadu.
7,5/10
Piotr Spyra

















































