1. Lichwa
2. Dyktator
3. Zaiste
4. Demolka
5. Pocałunek Śmierci
6. Impreza U Ali(ce)
7. Krzyż
8. Czarny Płomień
9. Pożądanie
Rok wydania: 2019
Wydawca: Voodoo
https://voodoo.net.pl
Może wyjdę na ignoranta, ale umknęła mi legendarność i kultowość grupy
VOODOO. Owszem, odnotowałem fakt ich powrotu na scenę, ale podszedłem do
tematu bez oczekiwań. Może i dobrze, bo mojego odbioru nowego materiału
nic nie zakłóciło. Powiem więcej, dobrze się składa, bo moja ocena
będzie bardziej bezstronna.
Przyznam szczerze, że singiel „Lichwa” mnie nie zachwycił, ale z drugiej
strony zaprezentował jakość instrumentalną i klasę wokalisty. Świetny
riff, „panterowata” zadziorność, nadają się na singla, ale kwadratowy
refren i intonacja „money, money, money” jakoś mnie nie przekonały.
Singiel za to na pewno spowodował moje zainteresowanie materiałem. Kiedy
do odtwarzacza trafiła płyta opatrzona niezłą grafiką Szatańca, od
pierwszego odsłuchu moje podejście do materiału urosło do huraoptymizmu.
Mimo, że niemal na początku na płycie trafia się drugi utwór go którego
mogę mieć zastrzeżenia. W „Zaiste” jakoś wolałbym aby więcej było fraz
śpiewanych melodyjniej. Po upływie kilku utworów okazuje się jednak że
to maniera charakterystyczna dla wokalisty. Od strzału postanowiłem
wytoczyć największe działa przeciwko… bo okazuje się ze są to moje
jedyne zastrzeżenia i raczej subiektywne uwagi. Pod dyskusję poddałbym
ewentualnie kilka tekstów, bo chyba niezbyt przekonująco podmiot
liryczny wytłumaczył się z definicji „fajnej imprezy”. Ale to samo mogę
zarzucić singlowi – trzeba zestroić się z zespołem, by złapać w lot
przesłanie. A tak po prawdzie nie jest to zadanie karkołomne.
„MMXIX” wsiąka w słuchacza jak w gąbkę. Całość brzmi kapitalnie, a
soczyste instrumentarium poparte jest charyzmatycznymi wokalizami. Głos
wokalisty (o czym wspomniałem) sięga w rejony deklamacji, co daje efekt
jako żywo przypominający Jacka Blacka z Tenacious D. Teksty oscylują na
granicy dobrego smaku, frywolności, ale też nigdy nie przekraczają tych
granic w takim stopniu jak na przykład liryki Romana Kostrzewskiego
(choć bywało że skojarzenia mi się nasuwały). Ale wróćmy do największej
zalety tej płyty. VOODOO gra heavy metal z pewnym hard rockowym szlifem.
Pierwsze moje skojarzenie to gdyby zmiksować TURBO z HETMANEM (ze
„Skazańca”). Te dziewięć utworów zawartych na płycie to konkretne
szybkie strzały. Jeden następuje po drugim nie zostawiając wytchnienia.
Udziela się ta energia i charyzma. Teksty zaangażowane politycznie czy
społecznie, poparte są właściwym ciężarem i melodyką. Refren z
„Pocałunku Śmierci” wgryzł mi się już od pierwszego odsłuchu. Tak samo
sprawa się ma z „Imprezą u Ali(ce)” choć podświadomie buntuję się wobec
trywialnej historii ze zwrotek.
Może i „MMXIX” nie jest płytą idealną, ale jest to materiał który trafi
do każdego sympatyka hard 'n’ heavy. Świetnie się tego słucha i wiele
zostaje w pamięci. To nieprawdopodobne, że zespół z takim potencjałem
milczał tak długo. Z kolei nowy album wydaje się idealnym początkiem
nowego rozdziału. Teraz przydałoby się aby VOODOO pojawili się na scenie
z innymi dużymi markami naszej rodzimej sceny. Czekam na to z
niecierpliwością.
8,5/10
Piotr Spyra















































