VIRYA – 2025 – Echoes of the Modern Mind

virya-echoes-of-the-modern-mind

1. Wave Of Uncertainty
2. Unmasked
3. The Calling
4. Seed Of Doubt
5. Hybrid
6. From The Ashes
7. Technophobia
8. Invaluable
9. Rise
10. Party Time
11. Waves

Rok wydania: 2025
https://virya.bandcamp.com/


Trochę przetrzymałem tą płytę na kupce przy moim odtwarzaczu. I w sumie to dobrze o niej świadczy, bo dość często do niej wracałem. Nie chciałem jednak potraktować tych nagrań zbyt ogólnie w recenzji. Niby najnormalniej w świecie mi się podobało, ale wracałem do „Echoes of the modern mind” co jakiś czas próbując znaleźć punkt zaczepienia do tego tekstu.

Bo prawda jest taka, że ekipa porusza się w rejonach nowoczesnego metalu, eksplorując jego wszelakie dobrodziejstwa, mimo to nie serwuje nam czegoś na wskroś typowego. Te trzy kwadranse świetnie wyprodukowanej muzyki, to zarówno okazałe pokłady energii jak i melodii. Mamy kawał solidnego pierdolnięcia (za przeproszeniem) ale w kwestiach melodii zespół nie poszedł w schematy. Pochwalić muszę instrumentalistów, bo gitary zarówno w tłach ładnie szyją, jak i krzeszą z siebie sporo fajnych solówek. Klawiszowo natomiast jest również w sam raz. Elektronika mieści się w akceptowalnych dla nowoczesnego metalu ramach i dodaje utworom dodatkowego szlifu. Mimo tego, że wokalnie zespół posługuje się growlami (w różnych rejestrach) i melodyjnym śpiewem, tutaj również nie wyszło miałko. A to samo w sobie stanowi zaletę.

No i proszę, niby nie chciałem, ale poleciałem ogólnikami. Zatem przytoczę kilka konkretnych przykładów, dla których lubię włączyć sobie ten album dla czystej przyjemności.
Już drugi w kolejności (po wstępniaku) „Unmasked” zaskakuje kapitalnym zwolnieniem i melodią na tle pianina. Niby na koniec, ale czeka nas jeszcze zryw w tym utworze. Melodyjne frazy w „Hybrid” zapadają w pamięć na tyle, że przy kolejnym odsłuchu swobodnie można je sobie podśpiewywać. Z kolei „From the Ashes” ma generalnie jakąś taką postrockową podbudowę. I to zarówno jeśli chodzi o połamany riff jak i tło. Trzeba mieć też nosa, żeby klawisz z orkiestracją wpleść tak zgrabnie jak udało im się to zrobić w utworze „Technophobia”. Nie mam zastrzeżeń. W „Party Time” fajnie szyją gitarki i bas, mimo że tutaj sam refren mnie nie ujął. Za to mam przeświadczenie że na koncercie się sprawdzi. Zresztą jeśli o basie mowa – to tutaj w kilku momentach wybija się najbardziej do przodu, a jest na czym zawiesić ucho.

Ocena końcowa płyty będzie bardzo dobra. Bez zbędnego wychwalania pod niebiosa. Bez plusów, gwiazdek itp. Przyznam, że album jest porządny, przyjemny i na pewno nie zaginie na półce. Nawet powracając do niego w celach kronikarskich robiłem to z przyjemnością.
Zespół widziałbym na dużej scenie jako suport jakiejś mainstreamowej marki. Myślę, że na to zasługują.

8/10

Piotr Spyra

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *