1. Archangel
2. Generation Kill
3. I Executioner
4. Doorways Of The Mind (Transcendence Pt. 1)
5. Golden Boy
6. Red Skies
7. Plastic God
8. Bones To Dust
9. Lost Cause
10. All Fall Down
11. No Safe Hole
12. Window Of The Soul (Transcendence Pt. 2)
Rok wydania: 2007
Wydawca: Lion Music
Vendetta, to zespół dość młodziutki, założony całkiem niedawno, bo na
początku 2006 roku przez niejakiego Edwarda Boxa, który na tej płycie
pełni rolę, wokalisty i gitarzysty zarazem. Jak podają źródła, ten człek
w przeszłości zajmował się muzyką instrumentalną czego efektem było
wydanie dwóch albumów. Ponoć jego obsesją jest zamiłowanie do
tradycyjnego metalu z lat 80-tych i chęć tworzenia właśnie takiej muzyki
zaowocowała powstaniem formacji o nazwie Vendetta.
Skład zespołu uzupełniają jeszcze trzy osoby: Pete Thompson (gitara),
Gary Foalle (bas) i Chris Higgins (perkusja). Do tej pory grupa
stworzyła jeden album i jest nim właśnie „Tyranny of Minority”, którego
zawartość dobitnie odwzorowuje fascynacje Edwarda dźwiękami z lat
80-tych. Vendetta nie prezentuje tutaj ani niczego nowego, ani niczego
oryginalnego i wydaje mi się, że grupa celowo nie chciała tutaj na nowo
odkrywać Rzymu. „Tyranny of Minority” to album nagrany ewidentnie w
starym stylu, a muzyka na nim zawarta bezpośrednio nawiązuje do grania
a’la Saxon. Nawet barwa głosu wokalisty mocno przypomina głos Biff
Byfoda. Jeżeli więc chodzi o brzmienie – zespół jakby cofnął się w
czasie.
Album trwa nieco ponad 50 minut i przez ten czas zespół umiejętnie
przypomina nam jak się grało, gdy królował tradycyjny Heavy Metal. Na
początku rozbrzmiewa minutowe intro, które trochę przypomina mi Running
Wild (podobnie buja), a po nim dostajemy kawałek, który od razu daje do
zrozumienia jaki będzie klimat płyty. „Archangel” – kawałek dość szybki,
posiada melodyjny refren, tradycyjną strukturę i oczywiście solo w
starym stylu. Mnie osobiście drażni brzmienie bębnów (szczególnie
werbla) i to, że sekcja jest jakby zepchnięta na dalszy plan, co może
świadczyć tylko o jednym. Mianowicie o tym, że zespołem dowodzi
gitarzysta i jak to bywa w takich przypadkach, jego partie – może
nieświadomie – muszą być na pierwszym planie.
Po udanym „Archangel” następuje równie interesujący „Generation Kill”,
który ponownie przywołuje na myśl zasłużoną dla tej muzyki grupę Saxon.
Reef przewodni nieco przypomina o Ozzy Osbourne’a.
Na tym albumie królują raczej średnie i wolne tempa. Pierwszą grupę
doskonale prezentują kawałki w stylu „I Executioner”, a drugą choćby
kolejny „Doorways Of The Mind”. Dodatkowo, wstęp drugiego z wymienionych
utworów, przypomina mi ostatni hit Linkin Park i to chyba jedyny
wydźwięk nowoczesności, choć zapewne nieświadomy ;))
Znowu taki „Golden Boy” to mieszanka dwóch kapel, AC/DC i Saxon i przy
okazji całkiem przyzwoity kawałek. Smacznie wypada również „Plastik
God”, kawałek z tzw. jajem zbudowany na trioli. Można tutaj znaleźć
trochę elementów w stylu Iron Maiden. Następny „Bones to Dust”
prezentuje się równie ciekawie i szkoda, że Box nie potrafi śpiewać
wysoko, bo tutaj aż się prosi o śpiewanie w stylu Halforda. Ten numer to
taka petarda, która zaraz może eksplodować. Jest to jeden z ciekawszych
momentów na „Tyranny of Minority”. Po tym utworze następuje lekka
senność, którą przerywa „No Safe Hole” z ciekawą pracą perkusji. Po tym
numerze pozostaje już tylko „Window Of The Soul”, kawałek nieco
balladowy, który w doskonały sposób zamyka album. Oczywiście kawałki
utrzymane w takim stylu to standard, jeżeli chodzi o „zamykacze” dla
kapel z lat 80 – tych.
Jak widać, a raczej słychać „Tyranny of Minority” to nic innego, jak
próba przywołania czasów z przed ponad dwudziestu lat, gdy królowały
takie bandy jak Saxon, czy Iron Maiden, a Heavy Metal dominował na rynku
muzycznym. Czy to udana próba?? To zależy… Czuję lekki niedosyt
jeżeli chodzi o melodie, czy przebojowość. Poza tym za mało tu
urozmaiceń. Wokalnie też mogłoby być lepiej i może w przyszłości panowie
pomyślą o zatrudnieniu kogoś z większym wachlarzem możliwości.
Za to na pochwałę zasługują partie gitar – po prostu słychać, że pod tym
względem jest naprawdę solidnie. Tyle tylko, że zbyt mocno są one
wypchnięte do przodu, a w muzyce rockowej bas i bębny powinny być jednak
dużo bardziej eksponowane. Może w przyszłości będzie lepiej. Wydaje mi
się, iż Vendetta posiada potencjał, więc nie pozostaje nic innego jak
tylko czekać na następcę „Tyranny of Minority”…
PS. Nie muszę chyba dodawać, że ten krążek to rzecz raczej obowiązkowa dla fanów tradycyjnych brzmień…
7/10
Marcin Magiera



















































