VADER – 2000/2025 – Litany

Vader-Litany

1. Wings
2. The One Made Of Dreams
3. Xeper
4. Litany
5. Cold Demons
6. The Calling
7. North
8. Forwards To Die!!!
9. A World Of Hurt
10. The World Made Flesh
11. The Final Massacre
Bonus:
12. Red Dunes
13. Lord Of Desert

Rok wydania: 2005/2025
Wydawca: Mystic
https://www.facebook.com/vader


Czy zespół VADER może być dla kogokolwiek (mam tu na myśli szczególnie zwolenników gitarowych brzmień) nieznany? Szczerze wątpię, ale kto wie, może znajdą się „anomalie” wśród społeczeństwa, którym ta nazwa kojarzy się głównie z czarnym charakterem spod znaku „Star Wars”. Jak by nie było, wierzę, że sympatycy metalowego żywiołu, w pierwszej kolejności pomyślą o naszym rodzimym produkcie eksportowym, któremu od lat przewodzi niezastąpiony Piotr ‘Peter’ Wiwczarek. To głównie dzięki niemu fani metalowej ekstremy zyskali wiele powodów do zadowolenia. Za jeden z nich bez wątpienia trzeba uznać kultowe wydawnictwo z 2000 roku.

Tak dokładnie, mowa o pamiętnym i soczyście agresywnym „Litany”! To właśnie ta płyta doczekała się reedycji z okazji 25 urodzin. Czy to dobrze czy też źle? Generalnie nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Z jednej strony taki zabieg można uznać za pozytywny ruch, szczególnie z uwagi na fakt, że pewnie wielu młodszych fanów borykało się z problemem nabycia tego wydawnictwa, zwłaszcza w „normalnej” cenie (ceny płyt to w ogóle temat na dłuższe rozważanie). Z drugiej strony, grzebanie przy klasykach jest niczym praca na żywym organizmie, operacja może nie przynieść spodziewanych rezultatów, a w niektórych przypadkach, cała akcja kończy się totalnym niepowodzeniem. Z jakim przypadkiem mamy do czynienia? Jeżeli chodzi o jakość, a dokładniej brzmienie, pod tym względem eksperyment nie powiódł się do końca, przynajmniej w moim odczuciu. Mianowicie, specyficzna choć nieidealna barwa pierwotnego wydawnictwa została w pewien sposób ugrzeczniona, spłaszczona, skompresowana. Osobiście bardziej cenię sobie nieokiełznaną niedoskonałość pierwowzoru. Przy tak intensywnych dźwiękach jakie niesie ze sobą „Litany”, brzmieniowa niesubordynacja pasowała idealnie i to nie wymagało zmiany. Wersja z 2000 roku to bezsprzecznie metalowy, bezkompromisowy cios prosto w twarz! Za plus można uznać fakt, że reedycja została wzbogacona o dwa kawałki, które pierwotnie ukazały się na japońskiej wersji. Pierwszy z nich, „Red Dunes” to co prawda jedynie kawałek instrumentalny, atmosferyczny przerywnik, ale za to drugi, „Lord of Desert”, to soczysty utwór z krwi i kości. Co by nie mówić, takie bonusy zawsze są mile widziane.

Jakieś inne różnice? Nowa wersja „Litany” została wydana w formie digipacka, a sama szata graficzna uległa kosmetycznej metamorfozie. Użyto też mniej połyskującego papieru do bookletu, więc w dotyku też można wyczuć zmianę. Jeżeli chodzi o zawartość stricte muzyczną, w tej kwestii 25 lat temu napisano już pewnie wszystko co najbardziej istotne – z perspektywy czasu, ten materiał wciąż kopie jak trzeba i nie wydaje mi się by w przyszłości coś miało ulec zmianie w tej kwestii. Bez wątpienia jest to album ponadczasowy, pełen niespożytkowanej energii.

Podsumowując, ogólne zamierzenie na pewno ma sens. Co prawda reedycje wzbudzają ambiwalentne odczucia i nie ma co się dziwić. Przy niektórych albumach, zwłaszcza przy brzmieniu, nie warto „mieszać”, bo pierwotne wersje mają swój urok, niepowtarzalny klimat, nawet pomimo niedoskonałości. Obecnie większość płyt brzmi do zrzygania tak samo, więc jakże miło włączyć coś sprzed lat i poczuć klimat czasów minionych, gdzie różnorodność, zwłaszcza brzmieniowa nie była jedynie okazjonalnym akcentem. Jeżeli w przyszłości będę włączał „Litany”, a na 666% będę, to w odtwarzaczu najczęściej zagości wersja właśnie sprzed 25 lat.

S!X


Postaw mi kawę na buycoffee.to

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *