TWINSPIRITS – 2011 – Legacy

1. Senseless 8:10
2. Pay For Their Art 4:19
3. Blind Soul 4:45
4. Slave To This World 4:41
5. Don’t Kill Your Dreams 4:06
6. Over And Over Again 5:34
7. The Endless Sleep / The Endless Sleep 1:53
8. The Endless Sleep / What Am I Supposed To Do 7:32
9. The Endless Sleep / Legacy 6:20
10. The Endless Sleep / I’m Leaving This World 6:09
11. The Endless Sleep / Tell Me The Truth

Rok wydania: 2011
Wydawca: Lion Music
http://www.myspace.com/twinspiritsband


Nie ukrywałem, że bliższe mi było pierwsze oblicze grupy TWINSPIRITS. Liverani z nowym zespołem zrobił wówczas na mnie naprawdę spore wrażenie. Bardzo przypadł mi do gustu głos pierwszego wokalisty. Druga płyta prawdopodobnie z powodu zmiany wokalisty nabrała drapieżności i pewnego heavymetalowego szlifu… i chyba właśnie trzecim albumem zespół wychodzi na prostą, łącząc to co najlepsze na albumie debiutanckim, jednocześnie nie pozbawiając się pazurów.

Swoimi partiami na płycie Legacy przekonał mnie do siebie Goran Nystrom. Melodie, które tu prezentuje zapadają w pamięć, a jeśli chodzi o charyzmę, przyznać trzeba że tu jest również jakościowa poprawa. Wokalizy są pełne pasji i energii, nawet kiedy wokalista rezygnuje z chrypki na rzecz wysokich czystych fraz.

Album podzielony jest w zasadzie na dwie części. Pierwszą z nich stanowią typowe rockowe numery, drugą – pięcioczęściowa suita The Endless Sleep. Dość wyraźnie w drugiej części albumu pałeczkę przejmują klawisze. Więcej tu orkiestracji, utwory są bardziej pompatyczne i melodramatyczne.
W momencie kiedy pierwsza połowa albumu to chwytliwe wręcz melodyjne utwory, tak The Endless Sleep sprawia wrażenie tworu bardziej ambitnego, bardziej poważnego może momentami nawet melancholijnego.
Zaskakuje natomiast fakt, że jako całość album brzmi klarownie i spójnie. Słuchając drugiej części płyty nie odnosimy wrażenia obcowania z muzyka oderwaną od konwencji poprzednich utworów. Za to zespołowi należy się pochwała.

Nawet utwory określane przeze mnie jako ostrzejsze wydają się epickie – przywodzą na myśl rozbudowane kawałki Iron Maiden jak choćby Rhyme of the Ancient Mariner czy Alexander the Great… i taki właśnie duch unosi się nad tym albumem. Chodzi tu raczej o klimat niż czas trwania, bowiem krótsze, kipiące energią utwory wydają się być również nieco pompatyczne. Dla mnie to idealny miks progresywnych korzeni Daniele Liveraniego i mojego ulubionego albumu Alien Inside z bardziej heavy metalowym obliczem, które zespół zyskał przez zatrudnienie drugiego wokalisty.

8,75/10

Piotr Spyra

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *