TRIBE OF GYPSIES – 1999 – Tribe of Gypsies III

1. The Flower
2. Rays Of The Sun
3. Admit It
4. It Don’t Bother Me
5. Puro Party
6. What Cha Want
7. Angel
8. Up
9. Better Days
10. Dreams
11. Puro Party (Reprise)

Rok wydania: 1999
Wydawca: Sanctuary


Swego czasu o tajemniczym zespole Tribe of Gypsies mówiło się dużo. Powodem było to, że część składu grupy nagrał wraz z Dickinsonem pierwszy po odejściu z Maiden solowy album (a drugi w karierze) – Balls to Picasso. Dużo się mówiło, jednak większość tego to były czyste spekulacje, ponieważ nagrania Tribe of Gypsies były w Polsce niedostępne. Jakiś czas temu znienacka pojawił się album Tribe of Gypsies III. Bez wahania zamówiłem płytę, a nawet rozpropagowałem wśród znajomych. Muzyka zawarta na płycie jest bowiem z jednej strony inna od tego czego słucham na co dzień, a jednocześnie posiada wiele cech wspólnych – nie mówiąc już o podobieństwie brzmieniowym do niektórych motywów z Balls to Picasso.

Ekipa Roya Z, uprawia rocka latynoskiego. Owszem posiada wszystkie typowe elementy charakterystyczne dla muzyki latynoskiej, które możecie sobie wyobrazić, ale ponadto zawiera pewien rockowy trudno uchwytny pierwiastek. To co trzeba od razu pochwalić na płycie to klarowne brzmienie. Ciepły bas, gitary klasyczne, motywy flamenco i niezłe wokalizy.
Najjaśniejszym punktem płyty jest rewelacyjna kompozycja Rays of the sun, udostępniona swego czasu do ściągnięcia na stronie zespołu (polecam!). Pełnego albumu natomiast słucha się bardzo dobrze i jest wspaniałą odskocznią od typowo rockowych czy metalowych klimatów. Genialnie sprawdza się jako element weekendowego relaksu czy muzyka do samochodu. Oprócz ciepłego brzmienia bowiem i obok utworów spokojniejszych sporo tu energii i dynamiki.
Gorszym z kolei elementem albumu i chyba jedynym słabszym utworem jest It don’t bother me, zaskakujące jest to kawałek najbardziej rockowy. Moim zdaniem nieco przekoloryzowany. W brzmieniu gitar użyto zbyt wiele kaczki, a sama melodia również nie powala.

W mojej kolekcji jest to album wyjątkowy, takim też rodzynkiem może stać się w waszych płytotekach. Serdecznie polecam – na pewno nie wstrząśnie waszym postrzeganiem rocka, może natomiast przynieść uszom wiele przyjemności i ukojenia. Dla sympatyków Balls to Picasso pozycja obowiązkowa.

7,5/10

Piotr Spyra

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *