TRAVELLERS – 2011 – A Journey Into The Sun Within

1. Magic
2. Letters To God
3. Dreaming
4. Dream Softly
5. See The Light
6. The Sun

Rok wydania: 2011
Wydawca: Metal Mind
http://www.myspace.com/metalmindproductions


Wojtka Szadkowskiego chyba nie trzeba nikomu przedstawiać. Przez wszystkie lata swojej bytności na polskiej scenie progresywnej stał się jej ikoną. Przypomnę tylko: Collage, Satellite, Peter Pan, Strawberry Fields. Za tymi wszystkimi grupami kryję się właśnie on. Teraz dochodzi do tego kolejny projekt muzyczny – Travellers i debiutancka płyta „A Journey Into The Sun Within”. Najbardziej ortodoksyjnych fanów Wojtka i jego progresywnej twórczości muszę przestrzec. Ta płyta może być dla Was niemałym zaskoczeniem. Jest to mieszanka prog, etno, przestrzeni i klimatów lat 80-tych. Myślę że Ci z Was , którzy znają Strawberry Fields gdzie Robin można było usłyszeć za mikrofonem domyślają się o co chodzi.

Ciekawa jest już sama geneza powstania tej płyty. Szadkowski wpadł na pomysł stworzenia Travellers podczas przesłuchiwania różnych pomysłów, które powstały w ciągu ostatnich miesięcy. Jak się okazało – kilka z nich tworzy pewną logiczną, klimatyczną ulotną i etniczną całość.
Gitarami zajął się stary znajomy Wojtka – Grzegorz Leczkowski, który idealnie wpasował się brzmieniem w oczekiwania. Nad tymi partiami panowie pracowali via internet i lwia część partii była zadowalająca na tyle, że nie wymagała edycji.
Zaś kwestia basu została rozwiązana nieco nietypowo, bowiem za jego partie odpowiedzialny był Krzysztof Palczewski, który zaproponował, że dogra linie basu na syntezatorze.
Tym razem kwestia tekstów została scedowana na wokalistkę. Sama Robin twierdzi, że największą przyjemność sprawiały jej partie, do których tekst powstał w studio – taki spontaniczny tryb pracy wydaje się jej zatem odpowiadać.

I tak oto powstała ta płyta. A w zasadzie cudowna baśń zaklęta na małym srebrnym krążku. Trzeba jeszcze tylko znać zaklęcie żeby zabrać się w tą fantastyczną podróż. To zaklęcie brzmi Play lub Start w zależności od odtwarzacza jaki posiadacie. Gdybym miał znaleźć jedno słowo które najlepiej ją opiszę to przychodzi mi do głowy tylko jedno: zaczarowana. Mało jest płyt, które urzekają swoim brzmieniem od pierwszego odsłuchu. I ta na pewno do nich należy. To tak jak byście wzięli to co najlepsze z muzyki lat 80, połączyli wokale Enyi, Maggie Really, do tego muzykę Oldfielda z czasów gdy poważniej zajął się muzyką etno, doprawili to wszystko szczyptą klawiszy rodem z grupy Yes i solówkami z klasyków rocka progresywnego. Wojtek jest perfekcjonistą i muzycznym pedantem w absolutnie pozytywnym tego słowa znaczeniu. Po pierwszym odsłuchu zdecydowałem się na eksperyment i przerzuciłem się z głośników na słuchawki. Obfitość szczegółów i niuansów muzycznych zawarta w utworach jest porażająca. Szadkowski powiedział, że na tej płycie jest dużo magii i przestrzeni. Bardzo skromnie to określił. Przy magii tej płyty Coperfield jest podwórkowym kuglarzem a przy przestrzeni jej utworów Alaska to plac zabaw przed moim blokiem. W trakcie słuchania tej płyty przeniosłem się z powrotem w najszczęśliwsze chwile mojego dzieciństwa. Nie wiem dlaczego ale przypomniały mi się wszystkie te cudowne baśnie które słuchałem i oglądałem będąc dzieckiem. Ta płyta cudownie uspokaja, odpręża i napełnia ciepłem i optymizmem. Bardzo mocno działa na wyobraźnie. Dawno nie doświadczyłem czegoś takiego słuchając muzyki. Aż chciałoby się oderwać od fotela i wzlecieć gdzieś daleko poza horyzont. Myślę że poza fantastyczną muzyką bardzo dużą zasługę w takim właśnie odbiorze tej płyty ma brzmienie wokalu samej Robin. Jeżeli miłość do zespołu jest zboczeniem to jestem winny. Przyznaje się. Jestem Travellersofilem

9/10

Irek Dudziński

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *