1. Vstaňte, Pane Lincolne !
2. Děvka Č. 5 (Zavist)
3. Letokruhy
4. Romeo & Julie
5. Masky
6. Caligula
7. Uved’ nas v pokušeni (Sv. Cecilie)
8. Žena, růže, tíseň, zlost
9. Artefuckt
10. Bolest Hrdinů
11. No voices in the sky
Wydawca: Traktor, B.M.S.
Rok Wydania: 2016
http://www: traktor-rock.cz
Niemal każdy kraj ma własną markę samochodów. Niemcy mają BMW, Włosi
Fiata, Hiszpania Seata, a Czesi mają Skodę i Tatrę (nie chodzi tu o
złocisty trunek, choć i tego w Czechach pod dostatkiem). Czesi posiadają
jednak jeszcze jedną markę. Jest nią pochodząca z niewielkiej
miejscowości Hranice grupa Traktor.
Jakiś czas temu opowiadałem o wydanej w 2013 roku bardzo dobrej płycie „Alcatra’n’z” (nasza recenzja tutaj).
Czas jednak nie stoi w miejscu. Po trzech latach od ostatniego krążka
oraz wielu koncertach (między innymi z zespołem Komunal) zespół
postanowił wydać nowy materiał, okraszony wieloznacznym tytułem
„Artefuckt”. Czy nowy, nagrany w niecałe dwa miesiące album jest równie
ostry, jak kły babilońskiego lwa, który gości na okładce? Przekonajmy
się zatem, bowiem poprzednią płytą zespół zaintrygował niejednego fana
mocnego grania.
Album rozpoczyna ciekawa, trochę jakby dziecięca gra na flecie. Z
czasem słyszalny jest jakiś płacz dziecka i mocne uderzenie braci Balko
na perkusji i na gitarze. W tym momencie już wiadomo, że będzie to
album, który nie idzie na kompromis. Fletowe nuty ze zdwojoną mocą
wygrywa Standa na gitarze. Tak oto rozpoczyna się „Vstaňte, Pane
Lincolne!”. Równie złowrogo i jeszcze bardziej chropowato niż dotychczas
dołącza głos Martina Kapka. Jest bardzo ciężko, choć refren wypada
niezwykle sympatycznie. Również tekstowo jest bardzo ciekawie – gorzkie,
ale i niezwykle trafne spojrzenie na dzisiejszy świat złożony z ipodów i
tabletów. W świecie, w którym nie ma już ducha kasety magnetofonowej, a
wiedzę o życiu, choć oczywiście nie zawsze prawdziwą, dostarcza
Internet. Z czasem całość utworu jeszcze bardziej się rozpędza, co
powoduje, że główny riff można chóralnie nucić, a całość spina
początkowy flecik. Nieco ponad pięć minut traktorowej jazdy. Wyborny
początek.
Drugim w kolejności jest „Děvka Č. 5 (Zavist)”. Oto rozpoczyna się
klasyczny traktorowy czołg. Niezwykle ciężki riff wgniatający w ziemię, a
po chwili złowieszczym głosem Martina przedstawia się słuchaczowi
tytułowa „Dziwka nr 5” – Zazdrość. Połączenie ciężkiego big beatu z
jeszcze cięższym rock’n’rollem sprawia bardzo mroczne i pełne grozy
wrażenie. W tym utworze na ogromny plus zasługuje ciekawa solówka na
klawiszach, grana przez Petra Bartoška, oraz ciekawa „przemowa” samej
„bohaterki”.
Po dwóch niezwykle szybkich i równie ciężkich numerach przychodzą
„Letokruhy”, budując nastrój padającym gdzieś w tle deszczem. Delikatne
pianinko oznajmia, że będzie przeszywająco. Głos Martina, który jest
pełen zwątpienia i trwogi potrafi sprawić, że po plecach ciekną ciarki. Z
czasem dołącza ciekawie i głęboko brzmiąca perkusja, której wtóruje
reszta zespołu. Interesujący jest również refren, który brzmi jak pełna
goryczy prośba lub modlitwa o przeżycie jeszcze jednego dnia… I ta
przeszywająca prawda: „czego nauczysz się za młodu, starość ukradnie…”.
Genialnie brzmi również solówka w wykonaniu Standy, który po raz kolejny
udowadnia, że jest wyśmienitym gitarzystą. To jeden z najlepszych
utworów, jakie stworzył Traktor, dedykowany zresztą przyjacielowi
zespołu, Milanowi Bartošovi.
Po chwili zadumy nadchodzi słynna para kochanków z tragedii Szekspira.
„Romeo & Julie” rozpoczyna porządna próba perkusji Pavla Balko,
genialnie brzmiący bas oraz zmyślna arabeskowa zagrywka na klawiszach.
Całość to już kolejny traktorowy ciężar połączony z chwytliwym refrenem,
brzmi to trochę jak próba połączenia ciężkiego brzmienia z punkową
jazdą o rock’n’rollowym zabarwieniu z dodatkiem fajnej solówki. Krótko,
szybko i na temat.
Skoro była szekspirowska tragedia, to i był teatr. A jeśli teatr, to
czasem przydają się tam „Masky”. Delikatna harfa odsyła gdzieś do czasów
teatru greckiego. To jednak tylko chwilowe złudzenie, iluzja, niczym
teatralna sztuka. Delikatna gitarka oraz pełen mroku i nastroju głos
wokalisty, a w tle genialnie brzmiący bas delikatnie zdradzają, że
refren będzie pełen mocy. I właśnie tak jest – jednak tylko na chwilę,
bowiem wraz z pianinkiem powraca tajemniczość, jakby ktoś na chwilę
zrzucił maskę i za chwilę ponownie założył ją na twarz. Środek utworu to
natomiast jest już to, co w zespole Traktor najlepsze. Moc, świetny
głos Kapka, rytm i słowa „zrzuć tę maskę… popatrzmy prawdzie w oczy”. I
ta delikatna i króciutka solówka Standy. Kolejny świetny numer. Trzeba
przyznać, ze Martin Kapek to nie tylko świetny wokalista, ale i
utalentowany autor tekstów, świetnie poruszający się po różnych
tematach.
Dowodem na potwierdzenie tej tezy jest kolejny numer, opowiadający o
wielkim rzymskim wojowniku i cesarzu – „Caligula”. Pełna niepokoju
gitara zwiastuje, że coś się wydarzy. Po chwili otrzymujemy potężne
uderzenie ciężkiego riffu oraz gry reszty zespołu. Tym razem Martin
śpiewa głosem pełnym respektu, ale wymawiając imię Kaliguli potrafi
porządnie nadwyrężyć gardło. Warto zwrócić uwagę na świetną pracę Pavla
Standy za perkusją i inne smaczki w tle.
Następuje zwiększenie obrotów i można przejść do „Uved’ nas v pokušeni
(Sv. Cecilie)”. Utwór nagrany niby na żywo z perkusją trochę
przypominającą „United” Judas Priest lub „Radio Ga Ga” Queen. Świetnie
brzmi tu gitara, klawisze w tle i iście rockowy, zabawowy nastrój.
Również z przymrużeniem oka można traktować refren: „Święta Cecylio,
patronko muzykantów, zbaw nas od złego refrenu”. Niewiele się dzieje w
tym utworze, lecz stanowi dobry punkt wyjścia do zabaw z publiką na
koncertach.
„Žena, růže, tíseň, zlost” to kolejna już propozycja traktorowej jazdy
bez trzymanki. Szybko do przodu z fajnym efektem podczas solówki. Jednak
to, co najlepsze, nastąpi dopiero teraz.
Utwór tytułowy. „Artefuckt” rozpoczyna delikatna gitara i genialna
sekcja rytmiczna. Znów po raz kolejny świetnie brzmiący glos lidera. Z
czasem gitara zmienia brzmienie na nieco mocniejsze, by zagrać pełną
mocą w refrenie. Wydaje się, że poza tym klimatem nic już nie da się
wymyślić. A jednak w pewnym momencie zespół diametralnie zmienia
oblicze. Robi się niesamowicie ciężko, topornie i Traktor miażdży całym
swym ciężarem. Wraz z nim wokalista wykrzykuje słowa „czemu śmieć jest
wzorem? Sztuka, Diament. Dlaczego zawsze musi toczyć się walka?”. Aż
przypomina się fragment „Niepokonanych” Perfectu: „wśród tandety lśniąc
jak diament…”. Jak się okazuje, Czesi mają podobne spojrzenie na te same
sprawy…
Pora zajrzeć do ostatniego podstawowego utworu na płycie. „Bolest
Hrdinů” to delikatna balladka, głównie oparta na pianinie i głosie
Martina. Ciekawy utwór na zakończenie albumu, w warstwie tekstowej pełen
pytań bez odpowiedzi („dlaczego szacunek dla bohaterów rodzi
obojętność? Jaki jest ból bohatera…?” ).
Jako bonus zespół przygotował jeszcze jeden utwór. Postanowił bowiem
oddać hołd zmarłemu w grudniu zeszłego roku Lemmy’emu z Motörhead i
zaprezentował swoje wykonanie „No voices in the sky”. Jak ono wypada?
Powiem tak: Martin Kapek próbujący naśladować głos Lemmy’ego naprawdę
daje radę. Czapki z głów. Myślę, że gdyby Lemmy usłyszał to wykonanie,
to na pewno strzeliłby niejednego „brudzia” z Martinem i spółką.
Po poprzednim albumie Traktor wysoko ustawił sobie poprzeczkę. Na pewno
ten lew ma pazur i potrafi kąsać. Jest to jednak zupełnie inny album od
poprzedniego, znacznie cięższy, ale i niewątpliwie zawierający kilka
perełek.
Warto wspomnieć, że 21 maja w rodzinnej miejscowości grupy, Hranicach,
odbył się kilkugodzinny festiwal, podczas którego wystąpił również i
Traktor. Właśnie wtedy „Artefuckt” został porządnie ochrzczony
szampanem, a cały koncert zarejestrowano na potrzeby DVD. I ja też tam byłem, dlatego już nie mogę doczekać się jego wydania.
8/10
Mariusz Fabin




















































