1. The Machine
2. Shadows
3. You’re Mine
4. Catatonic
5. Like a Machine
6. Into a Dream
7. The Human Emotion
8. Different Kind of Love
9. Sex Like War
10. Burn the City
11. Surrender
12. Tourniquet
13. The Question
Rok wydania: 2011
Wydawca: Victim Entertaiment
http://www.myspace.com/tragedymachine
Tragedy Machine to w zasadzie nie zespół. Jest to projekt muzyczny
stworzony przez dwóch braci Kyle’a i Ian’a Wintenstein będących
frontmanami w zespole Digital Summer pochodzącym z Phoenix w Arizonie.
Opisując najprościej postanowili oni kultywować dalej tradycję
heavy/melodyjnego grania rockowego swojego poprzedniego zespołu ale
dołożyli do tego swój koncept, którego nie dane było im wykorzystać w
Digital Summer. Odsłuchując po raz kolejny „Pacify” stwierdzam, że
wypadło to dużo lepiej i oryginalniej niż zrobiła to macierzysta
formacja. Ten album mocno oddalił się od klasycznych, amerykańskich
zespołów których pełno możemy odsłuchać w każdym internetowym radiu.
Utwory na „Pacify” są już dużo bardziej rozbudowane i nie są już tak
przebojowe. Ale na pewno to nie wada. To duża zaleta tej płyty. Przy jej
nagraniu użyto wielu ciężkich i mrocznych sampli, gitara nabiera
momentami bardzo „brudnego” brzmienia, użycie w tle sekcji smyczkowej
ten mroczny klimat momentami pogłębia. Wszystkie instrumenty są tu
bardzo mocno wyważone i świetnie współbrzmią ze sobą. Nie popełniono tu
błędu z płyty „Counting The Hours” Digital Summer gdzie pierwsze
skrzypce odgrywała perkusja. Świetnie wkomponowane są w to wszystko
industrialnie i kosmicznie momentami wręcz brzmiące klawisze dodając
całości lekko psychodelicznego posmaku. Dobrze brzmią na takim tle
wokale obu braci zarówno w chórkach jak i solo czasem stonowane wręcz
art rockowo a czasem przyprawiające o gęsią skórkę. Bardzo udany album.
Godny polecenia. Spodoba się sympatykom Linkin Park, POD czy też Theory
Of A Dead Man. Ale i słuchacze którzy nie spotkali się dotychczas z tego
typu zespołami powinni być usatysfakcjonowani. Dodatkowym atutem jest
rewelacyjne brzmienie płyty. Jej produkcją i masteringiem zajął się Mike
Watt w Vudu Studios w Nowym Jorku. W tym przypadku „amerykańska jakość”
nie jest zwrotem przesadzonym
8/10
Irek Dudziński


















































