TOMEK DYNIAK – 2026 – Out Of Sight

01.‘Till We Met
02.Out Of Sight
03.Water Over The Dam
04.All Your Friends Are Gone
05.Blood On The Tracks
06.Ex
07.Come Down
08.Have You Seen My Friend?
09.Fade Out
10.Don’t Look Back
11.Miss Tragedy

Rok wydania: 2026
Wydawca: Flower Records


Twórczość Tomka Dyniaka wrzucana bywa do szufladki z napisem „singer-songwriter”. Nie przepadam za anglojęzycznymi wtrętami kaleczącymi naszą piękną mowę ojczystą, aczkolwiek w tym przypadku skłonny jestem odpuścić uprzedzenia. Ma to uzasadnienie, gdyż sam zainteresowany para się twórczością, której niewątpliwą siłą jest właśnie anglojęzyczny przekaz. A przy okazji sam tworzy, sam sobie pisze i sam to potem wykonuje. Czyli wszystko pasuje.

Łódzki gitarzysta i wokalista współpracował wcześniej z formacjami Statyści i Sheik Spear. Pod własnym nazwiskiem działa od 2024 roku a wydany właśnie „Out Of Sight” to jego pierwszy w pełni solowy album. Zawiera jedenaście sentymentalnych piosenek opartych na brzmieniu akustycznym. Rolę pierwszoplanową gra w nich oczywiście głos i gitara Tomka, ale w tle pojawiają się też goście. To gitarzysta i klawiszowiec Marcin Kotfis, śpiewający w chórkach Marcin Helter oraz wprowadzający posmak egzotyki Lucjan Wesołowski obsługujący sitar.

Punktem wyjścia jest tu blues, ale Dyniak filtruje go przez własne doświadczenia artystyczne. Każdy utwór na „Out of Sight” jest przemyślany i ma własną strukturę, choć całość pozostaje spójna. Nie brakuje kontrastów – rytmiczne, niemal taneczne fragmenty płynnie przechodzą w minimalistyczne, eteryczne przestrzenie. Chwytliwe motywy instrumentalne są subtelnie wplecione w bardziej eksperymentalne tło, dzięki czemu album nie nuży, a słuchacz cały czas odkrywa nowe szczegóły.

Debiut Dyniaka to płyta wymagająca, ale satysfakcjonująca. Wciąga odbiorcę w pełną niuansów podróż, gdzie każda nuta i każdy detal mają znaczenie. Za każdym razem odsłania nowe emocje i dźwiękowe smaczki. To materiał do uważnego odsłuchu i do wielokrotnego odkrywania. I raczej do wieczornej kontemplacji niż porannego rozbudzenia.

7/10

Michał Kass

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *