Tomasz Andrzejewski – 2008 – Not Made in China

1. Złamane serce
2. Dangerous Speed Shuffle
3. Na zawsze
4. Tomasso Concerto
5. Not Made in China
6. Zielona Wyspa
7. Cry
8. Racer
9. Neoklasyk
10. Heavy Czardas

Rok Wydania: 2008
Wydawca: Magazyn Gitarzysta



Postanowiłem czym prędzej przedstawić wam tę recenzję. Na półkach sklepowych bowiem znajdziecie jeszcze czerwcowy numer magazynu Gitarzysta, do którego dodano album Tomasza Andrzejewskiego „Not Made in China”.
Jest to wydawnictwo o tyle ciekawe, że na naszym rodzimym rynku instrumentalnych albumów gitarowych wydaje się jak na lekarstwo. Jeśli ktoś poszukuje takich dźwięów, fiński Lion Music, owszem – specjalizuje się w wydawaniu wirtuozów. Tym milej słuchać płyty polskiego gitarzysty, która nie odbiega w najmniejszym stopniu od produkcji zachodnich.

Album „Not Made in China” zawiera 10 różnorodnych utworów. Jest w nim nieco stylistycznej niespójności, ale być może jest to element zastosowany z premedytacją i ma pokazać, że Tomasz Andrzejewski dobrze czuje się w różnym repertuarze i klimatech.
Album obraca się wokół grania zorientowanego na rockowe podejście do gitary typowe dla Satrianiego, Vaia czy Kotzena… sam Tomasz Andrzejewski przyznaje się również do sympatyzowania z grą Malmsteena. Mamy zatem oprócz ciekawego riffowania i soczystych solówek, wiele nawiązań do klasyki.
Na płycie mamy do czynienia z utworami zorientowanymi na melodie, jak i stricte popisowymi dłuższymi solówkami. Co ważne artysta pokazał, że potrafi komponować przyjemne dla ucha dynamiczne utwory, jak i kojące melodie balladowe („Na zawsze”).
Najsłabszym moim zdaniem elementem na płycie jest moim zdaniem „Tomasso Concerto”, który jest raczej zarysem neoklasycznego kawałka w którym oszczędzono na brzmieniu. Być może utwór zagrany z sekcją rytmiczną i z innym brzmieniem gitary podobałby się bardziej… mógłby w zasadzie kojarzyć się nieco i konkurować z solowymi zakusami Rolanda Grapowa, czy Axla Rudiego Pella.
Dla słuchaczy nieobcujących na co dzień z albumami instrumentalnymi album zachowuje proporcje dobrego smaku. Ścieżki znajdujące się na albumie posiadają strukturę nie tylko podkładów pod popisy gitarowe, ale są utworami z krwi i kości. Przy dokładnym wgryzaniu się w album mógłbym popastwić się nad kilkoma brzmieniami klawiszy, które kojarzyć mogą się z tanim syntezatorem, lub po prostu brzmieniem lat 80-tych. Na szczęście to zaledwie smaczki w tle i nie wpływają negatywnie na całokształt. Na pochwałę z kolei zasługuje brzmienie basu.

Albumu kapitalnie słucha się „w trasie”, ani przez chwilę nie nuży słuchacza… jak na album instrumentalny zachowano chyba idealne proporcje czau trwania. Po wysłuchaniu niemal 40 minutowej płyty słuchacz ma nawet mały niedosyt. Przyznaję, że jest to jeden z lepszych albumów instrumentalnych jakie słyszałem ostatnimi czasy… mam nadzieję, że kolejna płyta pana Tomasz nie będzie jedynie prezentacją jego umiejętności jako instrumentalisty i kompozytora, ale pełnym i spójnym stylistycznie albumem… choć w przypadku muzyki instrumentalnej trudno wówczas nie popaść w banał i zjadanie własnego ogona. W każdym razie życzę powodzenia i trzymam kciuki.
Polecam wam zakup czerwcowego wydania magazynu gitarzysta, oprócz czasopisma dostaniecie kapitalną płytę a wszystko to za niewielkie pieniądze.

8,75/10

Piotr Spyra

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *