TIAMAT – 1994 – Wildhoney

1. Wildhoney 00:53
2. Whatever That Hurts 05:49
3. The Ar 05:04
4. 25th Floor 01:50
5. Gaia 06:28
6. Visionaire 04:19
7. Kaleidoscope 01:20
8. Do You Dream of Me? 05:07
9. Planets 03:13
10. A Pocket Size Sun 08:05

Rok wydania: 1994
Wydawca: Century Media
https://www.facebook.com/tiamat/


Pamiętacie jeszcze Tiamat? Zespół od wielu lat milczy, ale jest jedną z tych grup, które mają w swojej dyskografii dzieło wybitne. Mowa oczywiście o „Wildhoney”. Ten krążek to majstersztyk, opus magnum zespołu, który po death metalowych początkach rozwinął skrzydła w kierunku unikalnego klimatu i atmosfery swych kompozycji. Gdy płyta się ukazywała, ktoś nazwał Tiamat metalowym Pink Floyd. Czy były ku temu podstawy pozostawiam to do rozważenia, nie mniej o czymś to świadczy.

Na „Wildhoney” nie ma ani jednej sekundy niepotrzebnych dźwięków, dłużyzn czy zapychaczy. Jest to ze wszech miar fantastyczna podróż po krainie dźwięków, które serwują nam Johan Edlund wraz z zespołem. Potężne dźwięki klawiszy oraz chór, wywołujący ciarki na plecach („The Ar”), mocne gitarowe riffy („Whatever that Hurts”), a tuż obok delikatne „Do You Dream of Me?” z genialną solówką zagraną na gitarze akustycznej. Klimat, klimat i jeszcze raz klimat. To jest to coś co powoduje, że od „Wildhoney” nie można się oderwać. Gdy z głośników sączy się „Gaia” po prostu nie ma innej możliwości jak rozsiąść się wygodnie w fotelu i chłonąć te dźwięki. To jeden z najlepszych utworów jaki kiedykolwiek nagrał Tiamat! Solówki nie powstydziłby się ani Rothery ani Gilmour, a i klawiszowy, przestrzenny motyw może kojarzyć się z kompozycjami tuzów prog rocka.

Szkoda, że zespół nie poszedł za ciosem. Na kolejny album musieliśmy czekać kilka ładnych lat, i o ile jeszcze „Deeper Kind of Slumber” było całkiem udaneą, o tyle kolejne wydawnictwa zespołu, a zwłaszcza kierunek, w którym podążyli, mnie osobiście zawiodły.

10/10

Piotr Michalski

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *