1. In a Dream
2. Clouds
3. Smell of Incense
4. A Caress of Stars
5. The Sleeping Beauty
6. Forever Burning Flames
7. The Scapegoat
8. Undressed
Rok wydania: 1992
Wydawca: Century Media
https://www.facebook.com/tiamat/
Dobrze, że moim pierwszym kontaktem z formacją Johana Edlunda był album
„The Astral Sleep”, a nie debiutancki „Summerian Cry”. Gdybym bowiem
najpierw sięgnął po dramatycznie słabą muzycznie rzeźnię z rzeczonego
debiutu Szwedów zafascynowanych mitologią sumeryjską, pewnie na tym
zakończyłbym rozdział pod nazwą Tiamat i ominęłyby mnie dzieła pokroju
„Chmur”…
„The Astral Sleep” był zwiastunem, że Edlund nie zamierza zamykać się w
ciasnych ramach brutalnego naparzania. Akustyczne i klawiszowe
ozdobniki, rozbudowane kompozycje – to z jednej strony mogło odrzucać co
bardziej „wrażliwych” ortodoksów, ale z drugiej – zainteresować młodą
kapelą tych, którzy szukają w ostrym graniu czegoś więcej niż trzymania
się przez artystów zasady „trzy akordy – darcie mordy”.
„Clouds” to logiczna kontynuacja kursu obranego przez lidera na
„dwójce”. Edlund jeszcze śmielej sięgnął po melodyjne motywy i coraz
chętniej wplatał w kompozycje klimatyczne fragmenty („A Caress of Stars”
– to już zapowiedź tego, co wydarzy się dwa lata później na genialnym
„Wildhoney”). O deathmetalowych fascynacjach lidera przypomina wokal –
chyba najsłabszy punkt tego albumu. Edlund żyłuje struny głosowe na
maksa, niestety nie ma wygaru na miarę Dave’a Vincenta chociażby. Sto
razy bardziej wolę go w gotyckiej manierze, którą zaczął stosować na
późniejszych albumach.
Jest na „Clouds” jeden kawałek, bez którego do dziś nie można wyobrazić
sobie koncertowej setlisty Tiamatu. Delikatny dźwięki akustycznych
gitar, przerywane uderzeniami bębnów. Wkracza mocarny riff i… „Alone
I sit, I wonder why You dream of love and so do I/ But in your sleep
you cannot see/ This pain which is always haunting me/ What I need I’ll
never feel/ This world is for me unreal/So I drink to darkness with a
candle lit/ And through the whole night alone I sit” – snuje ponurą opowieść narrator, by po chwili wykrzyczeć w refrenie: „The sleeping beauty/She stops the bleeding/ She stops the bleeding in my soul/ She is fresh air in this stinking world” . Muzycznie – kawałek w sumie niezbyt skomplikowany, ale przeszedł do kanonu mrocznego grania…
Tiamat, Samael, Moonspell, Paradise Lost – pierwsza połowa lat
dziewięćdziesiątych to był znakomity okres dla ciężkiej, ale zarazem
klimatycznej muzy. Świetne płyty sypały się jedna po drugiej, niczym z
rogu obfitości. Ale też formuła takiego grania dość szybko się
wyczerpała, w późniejszych latach wszystkie wspomniane wyżej kapele albo
radykalnie zmieniły styl, albo zaczęły zjadać własny ogon…
Ale do „Clouds” nadal chętnie wracam… „Because in my dreams I rule my life/ And the sleeping beauty is my wife” 😉
9/10
Robert Dłucik

















































