THE RIVEROSE – 2026 – The Riverose

01.No Surrender
02.Fade Away
03.Eyes Of Hope
04.Don’t Let Me Fall
05.I Want To Stay
06.Give Peace A Chance Again
07.It’s Not A Fairy Tale
08.Winding Road
09.Breakdown
10.Neon Echoes
11.No Surrender (Remix by Envee)

Rok wydania:2026
Wydawca: Polskie Radio RDC


Bez owijania w bawełnę przejdę od razu do sedna. Ten album zaskarbił sobie moją przychylność już od pierwszego kontaktu. Z każdym kolejnym odsłuchaniem jego notowania rosły. I nadal jestem pod ogromnym wrażeniem zawartości. A trochę tych przesłuchań debiutanckiego krążka formacji The Riverose zaliczyłem. Przewrotność losu sprawiła bowiem, iż przyszło mi recenzować go aż dwukrotnie – najpierw z przeznaczeniem dla kwartalnika „Twój Blues” a teraz powtórnie dla serwisu „Rock Area” (jako że redakcja portalu również otrzymała recenzencki egzemplarz i naturalną koleją rzeczy było powierzenie go komuś, kto już wgryzł się w temat). Niby nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki, ale w przypadku zespołu The Riverose warto było się pofatygować. Doprawdy zacny to materiał.

Podziw  dla dźwięków wypełniających płytę spotęgowała świadomość, iż mam do czynienia z debiutem zespołu. Każdemu wykonawcy życzyłbym zatem tak udanego startu. Niewiele wiadomo mi na temat biografii samej formacji jak też metryk tworzących ją członków. Trudno oszacować, czy są to tak zwani „starzy wyjadacze” czy też obdarzona iskrą bożą genialna młodzież. Nie znam ich osobiście. Nie widziałem żadnego koncertu The Riverose. W każdym razie talent posiedli niebywały. Zaproponowany przez nich zestaw piosenek to rzadkie połączenie dobrego smaku i przebojowej nośności. Z jednej strony jest ambitnie, szlachetnie i w dobrym guście. Z drugiej natomiast chwytliwie i ultra-melodyjnie. Jak się okazuje, nie muszą to być kwestie wzajemnie się wykluczające.

Kompozytorska dojrzałość i aranżacyjny kunszt idzie tu w parze z wysokimi umiejętnościami instrumentalno-wokalnymi. Trafionym pomysłem są przenikające się partie śpiewu. Czasem na pierwszy plan wybija się Szymon Fabisiak, znacznie częściej przy mikrofonie rządzi Nika Grann. A już najlepiej, gdy śpiewają razem. W chórkach wspomaga ich skrzypaczka Irena Filuś i gitarzysta Krzysztof Ugorowski. Do tego dodajmy świetną pracę pozostałych muzyków. Na klawiszach zagrał Damian Pietrasik, na basie Bartosz Mielczarek a za perkusją zasiadł Tomasz Modzelewski. Jako kolektyw wydają się być nie do zatrzymania. Mam nieodparte wrażenie, że jeszcze o tej ekipie usłyszymy. I bardzo im tego życzę.

Dziesięć anglojęzycznych piosenek to mikstura różnych wpływów i stylów. Góruje melodyjny rock z elementami folku, chociaż wprawne ucho wychwyci też naleciałości rodem z brytyjskiej alternatywy lat 90-tych i hippisowskiego soulu z drugiej strony oceanu. Całość spaja staranna produkcja i odpowiednia dynamika zapisu nagrań. Od powitalnego numeru „No Surrender”  poprzez podniosły „Fade Away” i balladowy „Don’t Let Me Fall” aż po zamykający płytę musicalowy „Neon Echoes” obcujemy z rewelacyjnymi kompozycjami na światowym poziomie. Może nawet zbyt dobrymi by zostały dostrzeżone przez niewymagającą współczesną publiczność. Nie są to wdzięczne czasy dla tak uskrzydlającej muzyki.

Na koniec jedno małe „ale„. Nie bez przyczyny powiada się, że „lepsze jest wrogiem dobrego„. Otóż trochę szkoda, że zespół dał się namówić na eksperyment w postaci tanecznego remiksu „No Surrender”. Wybrzmiewa on na finał jako bonus. Nie pasuje to do reszty i raczej chluby grupie nie przynosi. Można było sobie darować. Gdyby nie ten wyskok – wystawiłbym ocenę maksymalną.

9/10

Michał Kass

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *