THE DOG – 2021 – Body Finder (EP)

THE DOG – Body Finder

1.Persppective Of The Body Finder
2. Slow Walk
3. Cultural Vacuum
4. Haunted Mind
5. Shake Dog Shake

Rok Wydania: 2021
Wydawca:  Arcadian Industry
https://www.facebook.com/thexdog


Niedawno czytałem bardzo dobry horror wrocławianina Konrada Możdżenia, „Chodź ze mną”. Powieść opowiada o pewnej wrocławskiej restauracji, w której właściciel odnajduje ukryte pomieszczenie. Sprawia ono, że pracownicy knajpy zaczynają się dość dziwnie zachowywać, wpływa na nich niczym swoista „czarna dziura”. Ta czarna dziura przyszła mi na myśl, kiedy postanowiłem posłuchać wrocławskiego bandu The Dog. Jak już kiedyś wspomniałem, jestem bardziej krytyczny i bardziej wymagający wobec polskich zespołów, niż wobec zagranicznych. Dlaczego? Ponieważ znam nasze podwórko i wiem, jak powinna brzmieć polska muzyka rockowa.

Niestety tym razem nie podam skróconej notki biograficznej zespołu, ponieważ grupa nie zdecydowała się takowej przedstawić. Niestety mam również bardzo duży problem z odczytaniem (czy wręcz z rozszyfrowaniem) książeczki dołączonej do płyty. Powód jest prozaiczny – zdecydowano się na czcionkę przypominającą czyjeś odręczne pismo. Nie wiem zatem kto tworzy nuty i dźwięki w tym zespole. Kolorystyka grafiki również w tym nie pomaga i niestety nijak nie idzie odczytać czy na gitarze basowej gra Maciek Balojamis czy Beaujulais…, i czy za perkusją mamy Łukasza Michutkę czy Michułkę… Niekomfortowo się to czyta i skutecznie odrzuca od próby zapoznania się z tekstami. Skoro więc część graficzna się nie obroniła, to może zrobi to zawartych na tej epce pięć utworów (z czego jeden cover)? Pora się przekonać.

Jako pierwszy rusza „Perspective of the body finder”. Głęboki wdech i wskakujemy do hardcore’owego pokoju. I o ile muzycy tworzą całkiem niezły brud i hałas, o tyle całość psuje niestety wokalista. Ma on manierę Ozzy’ego i jeden podstawowy mankament: on fałszuje. Stara się śpiewać czysto, ale nie za bardzo mu to wychodzi. Przy kolejnych frazach cierpną mi zęby i odchodzi cała ochota na zapoznanie się z twórczością The Dog. Utwór jest króciutki jak przechadzka po Moście Tumskim (choć pewnie zakochani „kłódkowicze” chętnie postaliby tam dłużej niż trwa ta kompozycja).

Dwójka to „Slow walk”. Wszystko jest tutaj dobrze do momentu, w którym wchodzi wokal. Fajnie, mięsiście i potężnie brzmią bębny. Niestety kompletnie nie słychać basu, gitara elektryczna gra fajnie, dość brudno (rammsteinowe efekty). Wokal krąży w okolicach grunge – gdyby miał większą chrypę, to mógłby popróbować kawałki Nirvany. Jeśli chodzi o czas trwania kompozycji, to tym razem spacer jest troszkę dłuższy gdzieś od Mostu Tumskiego po Most Młyński (jakieś cztery i pół minuty).

Idziemy więc dalej przez Wrocław. Przed nami bulwar „Cultural vacuum”. Oj, nieładny to zakątek miasta, który zresztą jest identyczny jak „Slow walk”. Nie ma tu wokalnego pogłosu, dzięki czemu mogę z pełną stanowczością stwierdzić: wokalista niestety nie umie śpiewać (ani czysto, ani brudno). Słychać to zwłaszcza wtedy, kiedy nie daje rady przy końcach fraz – i wyrywa mu się zwykły głos. I nie przekona mnie tłumaczenie, że to celowy zabieg. Jeśli chodzi o riffy, to brzmią one niemal identycznie jak w poprzednim numerze. Czyli może dwa, trzy akordy i może ze dwa razy zmiana palców na strunie. I o ile w pierwszym numerze słyszałem jeszcze basistę, o tyle teraz mam wrażenie, że albo odpiął mu się kabel od mikrofonu, albo (co bardziej prawdopodobne) wyszedł ze studia i siedzi gdzieś na ławeczce przy Miejskiej Fosie…

Przedostatni, „Haunted mind”, to krótki instrumentalny numer oparty na basowych strunach. Ależ jest potencjał w tym numerze… Aż się prosi o dołączenie basu i stworzenie klimatu jak w „My friend of misery” Metalliki. Nie mówiąc już o tym, że kawałek mógłby być świetnym podkładem do audiobooka „Chodź ze mną”. No i poza tym – brak wokalu i od razu lepiej i przyjemniej…

Na koniec The Dog serwuje cover grupy The Cure. „Shake dog shake” przede wszystkim został wydłużony i zagrany nieco inaczej. To akurat się chwali, bo lubię, kiedy dany zespół gra cover po swojemu, a nie kopiuje jeden do jednego. Wokal, jak zwykle, na minus.

Chyba pora kończyć. Z Wrocławia mam wiele dobrych wspomnień i bardzo lubię to miasto. Ale do wspaniałych wrocławskich przeżyć na pewno nie zaliczę tych kilkunastu minut z The Dog. No chyba, że… Albo nie. Chyba niestety zwyczajnie nie po drodze mi z tą grupą.

Mariusz Fabin

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *