THALAMUS – 2017 – Hiding From Dylight

1. Time [5:23]
2. The painter [4:31]
3. Don’t leave me behind [4:53]
4. Someday [8:27]
5. Hiding from daylight [4:18]
6. Absolution [4:19]
7. Down in a hole [4:48]
8. Vertigo [4:51]

Rok wydania: 2017
Wydawca: SOUND POLLUTION/VICISOLUM PRODUCTION
https://www.facebook.com/thalamusband/


Ascetyczny, zimny pejzaż okładki „Hiding From Dylight”, nie wróży optymistycznej, wesołej muzyki, podobnie jak wczesne okładki Opeth („Morningrise”, „My Arms, Your Hearse”) „In The Woods” („Heart of the Ages”), Messiah („Extreme Cold Weather”) . Jeżeli chodzi o horyzont widniejący na okładce, prowadzi on do nieco innych horyzontów muzycznych. Metal jaki proponuje Thalamus, nie należy do tak ekstremalnych jak wyżej wymienione. Więcej tutaj hard rocka, z pewną domieszką stoonera i odrobiną gęściejszych, mozolnych, doom metalowych, walcowych brzmień.

Pięciu chłopaków z Borlänge w Szwecji, do smutasów jednak nie należą. Jak podają na facebookowym profilu: „lubią grać na żywo, spędzać czas z fanami, pić piwo i cieszyć się życiem”. Wśród swoich muzycznych inspiracji wymieniają takie zacne wzorce jak: Led Zeppelin, Black Sabbath, Spiritual Beggars, Captain Beyond, Kings X, Clutch, Down, Soundgarden, Trouble, C.O.C, Słuchając muzyki Szwedów, można by do tego koszyka jeszcze co nieco powrzucać. Ja dołożył bym jeszcze (trochę rozbieżne stylistycznie, ale jednak) ARK, Candlemass, Manilla Road…

Kjell, bez wątpienia posiada nie mniej ciekawą barwę głosu niż Mark Shelton. Dobrze to wypada, gdy śpiewa bardziej ascetycznie, jednak kiedy sili się na wyżyny, nie wychodzi to perfekcyjnie. Jorna Lande, z Kjella niestety nie będzie. Jeżeli chodzi o brzmienie (produkcja i mix to również dzieło Bergendahla), gdyby materiał ten powierzyć jakiemuś producentowi z „górnej półki”, pewnie można by z niego wykrzesać dużo więcej. Nie znaczy to jednak, że jest źle. Płyty słucha się z dużą przyjemnością i dzieje się tutaj wiele ciekawego. Zaczyna się dosyć majestatyczną kompozycją „Time”, z ciężkimi sabbatowymi gitarami. Oprócz ciężkich gitar, słychać również wdzięczne Hammondy, do których palce przyłożył Joakhim Åslund. Szkoda jednak, że ich brzmienie nie zostało bardziej wyeksponowane, chociażby tak, jak we fragmencie „Don’t leave me behind”. Zwolennikom wolnych, ale ciężkich brzmień, pewnie przypadnie do gustu bluesujące „Someday”. Dobrym kontrastem, będzie tutaj bardziej ekspresyjna kompozycja tytułowa „Hiding from daylight”. Osobiście wyróżniłbym jednak słaniające się w purplowym klimacie „Absolution”, z fajnymi gitarowymi solówkami.

„Hiding From Dylight”, nie jest albumem perfekcyjnym, ale świadczy o dużym potencjale muzyków z Borlänge. Muzyka którą wykonują, pewnie zyskuje w odbiorze na żywo.

6,5/10

Marek Toma

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *