TARDIGRADE INFERNO – 2025 – Hush

1.The Final Show
2.Hide’N’Seek
3.Deadly Fairytales
4.All In Your Head
5.Dead Fish Smile
6.Subatomic Heist
7.I.C.D
8.Goor
9.Hush
10.Hypograph
11.I Am Eternal

Rok Wydania:2026
Wydawca: Tardigrade Inferno


„One, two, Freddy’s coming for you.
Three, four, better lock your door.
Five, six, grab your crucifix.
Seven, eight, gonna stay up late.
Nine, ten, never sleep again.”

Nieprzypadkowo na wstępie niniejszej recenzji najnowszego albumu zespołu Tardigrade Inferno zatytułowanego „Hush” pojawił się cytat pochodzący z jednego z najlepszych horrorów w reżyserii Wesa Cravena pt: „Koszmar z ulicy Wiązów”. Zanim jednak wyjaśni się zasadność cytatu powyżej, warto przypomnieć, że na zespół Tardigrade Inferno trafiłem już jakiś czas temu. Jednak wydany w roku 2025 doskonały album koncertowy („Made in hell”, recenzja: https://www.rockarea.pl/recenzje/tardigrade-inferno-2025-made-in-hell/), przekonał mnie aby zwrócić na niego większą niż dotychczas uwagę. Album koncertowy dokumentował trasę promującą drugi album grupy („Burn the Circus”). Niespodziewanie zaczęły pojawiać się pierwsze informacje na temat trzeciego krążka, który przybrał imię „Hush”. Do czasu premiery powstały cztery single, promujące album powstałego w składzie: Darya Rorria (śpiew, klawisze), Alexander Pavlovich (gitara,klawisze), Maxim Belekhov (gitara basowa), Andrew Drew (perkusja).

Ostatecznie album przybrał formę jedenastu kompozycji, o których pokrótce opowiem.

Na początku pierwsze zaskoczenie, bowiem zespół postanowił powrócić do poprzedniego albumu i domknąć temat utworem „The Final Show”. Tak więc mamy tutaj znajome z „Burn the Circus” dźwięki palącego się namiotu cyrkowego. Gdzieś w kącie na dźwięk pozytywki tańczy samotna baletnica, która będąc w tanecznym amoku nie dostrzega końca cyrkowej błazenady i innych popisów. W pewnym momencie wszystko zmienia się w iście „burtonowski” klimat niemal żywcem wyjętego spod partytur kreślonych przez Dannego Elfmana. Pożar udaje się ugasić za pomocą ciężkiej gitary, pełnego trwogi głosu Daryi i mocnej perkusji. Jest to kompozycja dość szybka, w której wiele się dzieje, także i wokalnie, bowiem wokalistka w imponujący sposób potrafi zmienić swoją barwę. Nie jest dla niej problemem by wejść w rejestry grolwu.

Gdy jednak okazuje się, że z cyrku nie pozostało już nic, grupa nie siada na laurach, ponieważ jako numer dwa na płycie zamieszczono kompozycję, która równocześnie stanowi pierwszy singiel promujący cały krążek. „Hide’N’Seek” to propozycja w zabawę w chowanego, gdzie tak czy inaczej słuchacz zostanie znaleziony. Zanim jednak zabawa się rozpocznie należy odliczyć, co stanowi dość makabryczną zabawę. Ale czy śpiewając swoje dziecinne z pozoru, wyliczanki nie ociekały one krwią lub inną trucizną? Już na stracie robi cie topornie i złowieszczo. Grozy dopełnia perfekcyjny chórek, klawisze oraz gitara basowa. Jest to pierwszy raz kiedy Darya postanawia porzucić język angielski na rzecz swojego ojczystego rosyjskiego. Jest w tym utworze coś takiego, że grając w tą krwistą odmianę w chowanego, aż chce być znalezionym.

Kompozycja numer trzy to także singiel promujący album. „Deadly Fairytales” pojawił się jako trzeci w kolejności. Warto zwrócić uwagę na instrumenty, które się tu pojawiają. Numer rozkręca gra kazoo, w tle będą przygrywać organy Hammonda, a klimat będą budować świetny wokal oraz klawisze imitujące grę na kościach (czyżby odniesienie do pewnej piosnki z „Gnijącej Panny Młodej” Burtona?). Bez trudu można tę kompozycję wsadzić gdzieś w burtonowskie klimaty. Jest energicznie, melodyjnie i też makabreskowo. Nawet solówka grana przez Alexandra wydaje się w nienaturalny sposób powykrzywiana. Kolejna dobra kompozycja, która sprawia, że z wypiekami na twarzy oczekuje się kolejnego numeru.

A jest nim drugi w kolejności singiel oznaczony tytułem „All In Your Head”. Jest to drugi a zarazem ostatni numer, gdzie posłużono się językiem Bułhakowa. Tutaj wokalistka na szczęście dość nieudolnie próbuje nas uśpić wyjątkową kołysanką, która również przeradza się w dość szaleńcza wyliczankę. Ogromną robotę tutaj robią klawisze i gitara. Riff przypomina znane koło hipnotyczne, które obraca się wokół własnej osi. Tym samym słuchacz popada w stan podobny do hipnozy, snu. Ale mimo to wciąż jest świadomy tego co się dzieje wokół niego. W całym tym szaleństwie , które otacza słuchacza, w pewnym momencie ma wrażenie, że do mikrofonu dochodzi Dani Filth. Nic bardziej mylnego. Oto bowiem wokalistka znów pokazuje jak bardzo szeroki ma wachlarz swoich możliwości wokalnych. Znów jest to doskonała kompozycja, która bawi się klimatem groteski, makabreski, czarnego humoru.

Ostatnim wydanym singlem, który pojawił się tuż przed premierą albumu jest jeden z najlepszych numerów jakie w ostatnim czasie słyszałem. Wyobraźmy sobie sytuację w której niewiele pozostało po spalonym cyrku. Zaskakującym jest fakt, że arena ocalała, a przed płytą areny siedzi ubrany w kostium w czarno-białe romby błazen, który intonuje na melodyce swą dość gorzką pieśń o nazwie „Dead Fish Smile”. Gdzieś z nieba sypie śnieg, lecz smutny klaun , który ma za zadnie rozbawiać publiczność nie zwraca na niego uwagi. W takim klimacie jest ta przepiękna ballada, której pełna magia lśni podczas „mruczanki”, w której są tylko Darya i bas Maxima. Warto zwrócić uwagę na ciekawą , pełną płaczu gitarę, a także niezwykle emocjonalny śpiew wokalistki, szczególnie podczas końcówki kompozycji. Ciarki na plecach gwarantowane. Całość zamyka wrażenie, że ów błaznowi tylko się wydawało, że występuje znów w cyrku.

„Subatomic Heist” to jeden z dwóch, trzech kompozycji na płycie, który cierpi ze względu na ilość doskonałych kompozycji. Jest to dość dobra kompozycja. Bardzo teatralna, lecz ponieważ wcześniejsze były znacznie lepsze ta staje się ledwie tłem do reszty. Może się kojarzyć trochę z Therionem z czasów albumu „Sithra Ahra”. Znów swoją rozpiętość wokalną prezentuje Darya w pełnej okazałości. W jednym wersie melorecytuje dość teatralną barwą, by za chwilę „grać słodką idiotkę”. Trochę mi się to wszystko kojarzy z pokojem w którym pomieszkuje Wendesday Addams wraz ze swoją koleżanką Enid Sinclair w Nevermore. Z jednej strony panuje tu mrok, a z drugiej jest trochę słodkawo, pstrokato. Sama kompozycja dość szybka i byłaby to dość ciekawa kompozycja, gdy właśnie nie ilość innych doskonałych numerów.

Podobnie się rzecz ma z następnym numerem, który spróbuję opisać obrazami jakie się malują podczas słuchania tej kompozycji.
Wyobraźmy sobie lunaparkowy pałac strachu. Lecz aby do niego wejść, należy przejść przez beczkę śmiechu, która jest otwarta paszczą szkaradnie wymalowanego klauna. Następnie słuchacza czeka udział w pochodzie, żonglujących myszy. Sam pałac to z kolei labirynt krzywych luster, w którym widać nie tylko swoje zniekształcone odbicia, ale także odbicia różnego rodzaju potworów, szkarad, innych pająków, które mają na cel solidnie wystraszyć. Tam mniej więcej maluje się kompozycja „I.C.D.” Jest to niezwykle „odjechana” kompozycja, ale w sumie czy coś w tym albumie jest „normalne”? Wszak tylko wariaci są coś warci, co słychać zarówno w tym albumie, a szczególnie też w tej kompozycji. I co ważne w tym szaleństwie jest metoda.

„Goor” to kompozycja, która kojarzy mi się trochę z obecnym Rammsteinem, za sprawą werbla i gitary. Ciekawie jakby brzmiał duet Daryi z Tillem, bo nie od dziś wiadomo, że i on także lubi także dziwne teatralne klimaty. Odłóżmy jednak Tilla na bok, bo tutaj dzieje się smakowicie za sprawą znów kapitalnego śpiewu jak i doskonałej pracy gitary i reszty sekcji rytmicznej. Ależ kosmicznie dzieje się za sprawą klawiszy. Nie ma tu ani jednej zbędnej sekundy. Znów doskonała kompozycja.

Do końca tego fenomenalnego albumu zostały trzy kompozycje.

Pierwszą z nich jest kompozycja, której nadano imię całej płyty. A więc „Hush”. Tutaj klawisze przywodzą na myśl słoweńską Siddhartę. Niektóre klawiszowe efekty kojarzą się trochę z innym filmem Tima Burtona -„Marsjanie atakują”. Całość znów jest melodyjna, ciężko zagrana, z fajną pracą perkusji. I brawa należą się także za użycie Theremina ( lub klawiszy go imitującego).

Przedostatnią kompozycją jest miniaturka nazwana „Hypograph”. Jest to przepiękna gra na pianinie, która może się kojarzyć fortepianową wersją rammsteinowego „Mein Herzt Brennt” lub „Remembrance”, którą stworzył Sinergy. Chodzi mi tu przede wszystkim o ładunek emocjonalny wpakowany w klawisze. Jest króciutko, ale niezwykle przejmująco. Aż chciałoby się więcej. Z drugiej jednak strony na odsłuchanie czeka ostatni numer, który znów jest kolejną doskonałą kompozycją. „I Am Eternal” to przede wszystkim nieco therionowe granie, niesamowicie przeszywający chórek w refrenie i melodia, która na długo zostaje w pamięci. Właściwie znów nie ma w tym numerze nic zbędnego. Są niesamowicie brzmiące klawisze, połączone z doskonałą pracą perkusji. Sama końcówka to jednak istny rozpierdziel emocjonalny, zarówno od strony perkusji, ale rolę pierwszoplanową gra tutaj gitara, która fenomenalnie radzi sobie z kolejnymi granymi nutami.

Powoli można pokusić się o podsumowanie albumu. Jest to doskonale nagrany, wymyślony i zagrany album. Jedno jest pewne. W moim podsumowaniu roku 2026 na pewno się pojawi, ponieważ słuchanie go sprawia niesamowitą frajdę i przygodę. Zdecydowanie polecam by zapoznać się z tym albumem.

9/10

Mariusz Fabin

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *