TARDIGARDE INFERNO – 2025 – Made in hell

1.Einzug der Gladiatoren
2.All Tardigrades go to hell
3.Hypnosis
4.Ringmaster has to die
5.Tick-tock
6.The worst of me
7.Dreaful song
8.Fire, plague and locust
9.9 out of 10
10.Church asylum
11.Rats
12.Cholera
13.Clown therapy
14.Evoke
15.Write with blood
16.Mastermind
17.Lovely host
18.Little princess
19.Arrival of a train
20.Clockwork god
21.We are number one
22.Execution is fun!

Rok wydania: 2025
Wydawca: Tardigrade Inferno


Nie ukrywam, że długo się zastanawiałem, czy opisywać muzykę zespołów pochodzących z państw, które w dzisiejszych dość zwariowanych czasach mają zapędy do niszczenia, aniżeli do tworzenia świata lepszym. Po dłuższym zastanowieniu stwierdziłem, że to przecież nie muzyka ma zapędy do destrukcji wszystkiego, co nas otacza. Dlatego po wielu latach z przyjemnością sięgam po zespół pochodzący z Rosji. Zapewne wielu słuchaczy zna lub chociażby kojarzy takie zespoły jak Arija, Kipelov czy Korol i Szut. Tym razem chciałbym przedstawić zespół pochodzący z Sankt-Petersburga, który pojawił się na rosyjskiej scenie w 2006 roku. Tardigrade Inferno, bo o nich mowa ma na swoim koncie dwie płyty długogrające, kilka singli oraz epek. Zespół obecnie tworzy czterech muzyków. Za mikrofonami Darya Pavlovich, na gitarze Alexander Pavlovich, za gitarze basowej Max Belekhov oraz za perkusją Adrew Drew. Całkiem niedawno pojawiło się oficjalne wydawnictwo będące albumem koncertowym nagranym podczas trasy promującej drugi album grupy „Burn the Circus” na przełomie lat 2023/2024. Co sprawia, że warto sięgnąć zarówno po ten zespół i w szczególności po ten album?

Jest wiele rzeczy i pokrótce postaram się o nich opowiedzieć. Przede wszystkim grupa ta obraca się w szeroko pojętej tematyce makabresek, czarnego czasem bardzo ironicznego humoru. Na pewno pojawią się skojarzenia z bohaterami i tematyką filmów Tima Burtona. W szczególności, kiedy naszym oczom ukaże się Alexander w dość ciekawym stroju i fryzurą. Darya z kolei prezentuje się niczym dyrektor makabrycznego cyrku, ubraną w dostojny frak i kapelusz. Co do samej wokalistki chciałem się tutaj na chwilę zatrzymać. Posiada ona bardzo ciekawy głos, który momentami może brzmieć nieco zbyt dziewczęco, ale kiedy trzeba potrafi zaśpiewać porządnym growlem, a i także w bardzo niskich rejestrach. Co ważne wokalistka doskonale operuje językiem angielskim i ani trochę nie słychać wschodniego akcentu. Wspomniałem wcześniej, że liderka grupy używa mikrofonów. Co ciekawe, i niespotykane zdarza się, że w jednej piosence używa „zwykłego” mikrofonu, by za chwilę chwycić w dłoń mikrofon zbliżony do tego, którego używa James Hetfield, lecz w tym przypadku jest on przesterowany niczym megafon. Kolejną rzeczą, na którą warto zwrócić na albumie live jest niesamowita energia, jaką zespół tworzy. Chcąc się o tym przekonać w wersji z obrazkiem, polecam obejrzeć sobie profesjonalnie nagrany koncert z roku 2021. W chwili obecnej zespół prezentuje się jeszcze lepiej niż na wspomnianym video.

Show rozpoczynamy od znanej wszystkim cyrkowej melodii, która z czasem wykręca się niczym świat literackiej Alicji. W mgnieniu oka zespół podejmuje ową melodię i rozpoczyna się istne szaleństwo. Dużą robotę w tym, jak i w pozostałych utworach robią klawisze. Niestety puszczane są one z taśmy, a szkoda, bo na żywo brzmią jeszcze ciekawiej. Z miejsca robi się ciężko, ale i też ukazuje to czego mniej więcej się będzie można spodziewać w dalszych minutach koncertu. Krótkie przywitanie i w ten sposób rozpędza się rosyjska maszyna. Wszystko brzmi tutaj tak, jak powinno. Właściwie już na samym początku koncertu możemy docenić zdolności wokalne Daryi. „Hypnosis” brzmi tutaj znacznie ciężej i bardziej wgniatająco w podłogę niż wcześniejsze wykonania na żywo, czy nawet wersja studyjna (która jest bardzo przesłodzona). Myślę, że to ogromna zasługa przede wszystkim doskonałej pracy sekcji rytmicznej, którą tu bardzo dobrze słychać. Aby nie psuć zabawy ze słuchaniem niniejszego koncertu skupię się może na kilku kompozycjach, które idealnie pokazują jak wielki ogień drzemie w muzykach. Pierwszym z nich jest „9 out of 10”. Numer ten posiada całkiem fajną melodię, która jest jeszcze fajniejsza w refrenie. Polecam także zajrzeć w warstwę tekstową. Jak wiele ironii i różnego wbijania szpilek tam jest sprytnie poukrywane. Numer ten posiada też fajne zagrywki Alexandra. Iście rammsteinowo brzmi kompozycja „Church Asylum”. Jest bardzo topornie. Riff oraz gra perkusji bardzo mocno wgniata w ziemię, a na dokładkę mamy tutaj kapitalny śpiew liderki zespołu. „Mastermind” z kolei prezentuje wariację na temat walczyka w odcieniach czerni. I tutaj jest bardzo ciężko, ale i zarazem rytmicznie. Chwilę odpoczynku daje nam „Little princess”. Nie ma tu w żadnym wypadku mowy o balladzie, mimo że pojawia się w tle gitara akustyczna. Jest w tej kompozycji za to niesamowity klimat grozy. Niewątpliwie jest to perła tego wydawnictwa, która wynagradza brak w postaci mojego ulubionego „A grain of sand”. Na tym koncertowym wydawnictwie jest jeszcze wiele dobrego, jak, chociażby „Clockwork god”. Kompozycja osadzona w rytmach trybików zegara lub innej maszyny. Jest to jeden z tych utworów, na których bardzo brakuje klawiszy na żywo, a te jedynie są puszczane z puszki.

Bardzo polecam zapoznanie się z tym zespołem i przede wszystkim z tym wydawnictwem, ponieważ zawiera on sporo metalowej i przede wszystkim melodyjnej muzyki. A może, kto wie zespół ruszy w trasę poza Rosję u boku, chociażby Avatara. Czego im bardzo mu życzę.

8,5/10

Mariusz Fabin

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *