1. Flood
2. Dispersion
3. Gates
4. Pyramid Cities
5. Rings
6. Verity in the Legends
7. Giant Signs
8. Beyond Earth
9. In the Serve of Evil
10. The First Natoin, the Last Survivor
11. Everything Reveals
Rok wydania: 2018
Wydawca: Metal Scrap Records
Profil Facebook
Poza drobnymi wyjątkami, węgierska scena muzyczna jest mi praktycznie
nieznana. Z tego też powodu sięgając z ciekawością po
„Historiocriticism” zespołu Symphony Of Symbols, kompletnie nie
wiedziałem czego się spodziewać. Front okładki przywołuje na myśl
doom/gothic metalowe wydawnictwa z lat dziewięćdziesiątych, zdradzając
poniekąd z jakimi tematami przyjdzie się mierzyć. Z tyłu zaś, widnieje
coś na wzór logotypu, równie nieczytelnego i charakterystycznego jak
nazwy wszelkiej maści kapel ze Skandynawii, tłukących ordynarny black
metal. Zatem melancholia i dojmujące melodie czy też łomot surowy jak
padlina na śniegu? Okazuje się, że ani jedno, ani drugie.
Zespół został założony w 1997 roku przez gitarzystę Sándora Szalkai i
perkusistę Istvána Forró, a „Historiocriticism” jest trzecim w dorobku
grupy albumem po „Fall of Enigma” i „Stupefying Beliefs”. Skład
uzupełniają ponadto Kovács Zoltán Frigyes na wokalu i Mezey Tamás na
basie. Zgodnie z powszechnie dostęniymi informacjami, w przypadku
bohatera dzisiejszego odcinka mamy do czynienia z albumem koncepcyjnym.
Odnosi się on do archeologicznych artefaktów, dawnych cywilizacji oraz
legend i podań. Dlatego zapewne na wspomnianej wyżej okładce znajdują
się symbole między innymi piramid Majów, egipskie, megality, a także
gwiazdozbiór Oriona czy rysunek Nazca. Jest też, o ile mnie wzrok nie
myli, symbol jelenia, nawiązujący zapewne do Hunora i Magora,
wspominanych również „The First Natoin, the Last Survivor”. Tak czy
inaczej, okazuje się, że owa graficzna symbolika znajduje swoje
odzwierciedlenie w tekstach utworów, opowiadających dość niebanalną
historię. Jednak sama konstrukcja albumu jest równie ciekawa.
Wśród jedenastu kompozycji wyróżnić można bowiem pięć głównych części.
Pięć około dziesięciominutowych kolosów, stanowiących trzon rozbudowanej
opowieść, utrzymanej w konwencji brutalnego death metalu z technicznym
zacięciem. Dodatkowo każdą z nich podzielono jeszcze na odpowiednie
etapy, z prologiem i epilogiem włącznie. Natomiast krótkie utwory
stanowią poniekąd wstęp do tych gargantuicznych tworów. Ciężkich,
zwartych i skomplikowanych omalże jak język węgierski dla przeciętnego
Polaka. W zamyśle twórców ich struktura przypominać miała strukturę
aranżacji orkiestrowych. Wypełnione po brzegi siarczystymi riffami i
perkusyjną kanonadą, kipią nadmiarem energii, mimo, że dominują średnie
i wolne tempa. Niczym pancerne kolosy prą do przodu w posępnej aurze,
niszcząc wszystko po drodze i wieszcząc jedyną słuszną prawdę
historyczną.
Wśród najeżonych ostrymi dźwiękami utworów, szczególną uwagę zwracają na
siebie cztery z nich – „Gates”, „Giant Signs”, „In the Serve of Evil”
oraz finałowy „Everything Reveals”. Elektroniczne, można nawet rzec, że
około ambientowe. W porównaniu z resztą kompletnie od niej odstają,
będąc tym samym są nie lada zaskoczeniem w tym metalowym zgiełku.
Ostatni z wspomnianych powoli zamyka całość. Najpierw ociężałymi
riffami, by po dwóch minutach przejść na stronę łagodności i przyjemnymi
tonami w całkowicie odmienny sposób niż „Flood” , trochę industrialny,
zamknąć album.
Na pierwszy rzut oka wydaje się, że to kolejny death metalowy album
miażdżący swą siłą i ciężarem. Oczywiście to prawda, ale w
rzeczywistości jest o wiele bardziej złożony aniżeli mogłoby to się
wydawać po pobieżnym zapoznaniu się z tym materiałem.
Dotyczy to zarówno tekstów jak i samej muzyki. Przyznam się szczerze, że
za pierwszym razem „Historiocriticism” mnie zmęczył, zwłaszcza tymi
długimi kompozycjami. Teraz postrzegam go jako całkiem interesujące,
lecz wciąż wymagające wydawnictwo.
7/10
Robert Cisło














































