SYMBOLICAL – 2025 – Hope for Aerist

1. Let There Be No Light
2. Seven Deadly Sins of the Soul
3. Flames of Eden
4. A New Breath of the Universe
5. Flesh or Clay
6. Ruins of the Divine Heart
7. Chapter I: Only Flame
8. Chapter II: Throne of Despair
9. Chapter III: Feed the Beast
10. Chapter IV: The Hammer’s Sorrow
11. The Prophecy of Ahania

Rok wydania: 2025
Wydawca: Sarcophagus Records


Nie od dziś wiadomo, że Polska obfituje w zespoły parające się różnej maści ekstremalnymi formami metalu, a niektóre z nich – co cieszy – coraz częściej zyskują uznanie również poza granicami naszego kraju. Dlaczego o tym piszę? Po pierwsze, SYMBOLICAL to nasz rodzimy „produkt” (i to wysokiej klasy), a po drugie, muzyka jaką tworzy zdecydowanie propaguje agresywne rejony muzyczne, choć w tym aspekcie lepiej zachować pewną ostrożność. Co też istotne, panowie mają wszelkie atuty, by szeroko zaistnieć na metalowej scenie i nie chodzi tu wcale o aspekt łączący ich z Dimmu Borgir (mam tu na myśli postać Dariusza Brzozowskiego), chociaż taki akcent z pewnością podnosi rangę przedsięwzięcia. Chodzi przede wszystkim o muzykę jaką tworzy ów kwartet, który kilka miesięcy temu uraczył słuchaczy premierowym wydawnictwem, wobec którego ciężko przejść obojętnie. I pozwolę sobie jeszcze napomknąć – podświadomie miałem silne przeczucie, że ten album będzie wyjątkowy, zatrzymując mnie przy sobie na dłużej. Nie myliłem się, a ogólne wrażenia poniżej.

„Hope of Aerist” ujrzał światło dzienne w sierpniu ubiegłego roku i jest to już trzeci album studyjny tejże formacji. Co ciekawe, w przerwie między dwoma ostatnimi płytami długogrającymi ukazały się również trzy EPki („wychodziły” rok po roku) i razem tworzą intrygującą muzyczną trylogię. To poniekąd pokazuje, że nasz dzisiejszy bohater jest dość zapracowany i daleka mu jest stagnacja twórcza. Nie jest to też żaden debiutant, nic z tych rzeczy! Szeregi zespołu zasilają osoby aktywnie udzielające się na metalowej scenie, które mniej lub bardziej, mogą być kojarzone m.in. z takimi nazwami jak wspomniany wyżej Dimmu Borgir, Christ Agony, Dragon’s Eye, Hunter czy też Masachist. Dlatego śmiało można stwierdzić, że mamy do czynienia z zespołem jak najbardziej doświadczonym, o czym najdobitniej świadczy ich najnowszy materiał. Jest on mocno rozbudowany, zróżnicowany, niebanalny, a do tego przesiąknięty wyjątkowym klimatem, którego specyficzna aura okala słuchacza już od pierwszych dźwięków. Koncepcyjnie – jak można przeczytać na stronie zespołu – jest częścią większego projektu, a dokładniej zamyka trylogię rozpoczętą wydanym w 2015 „Collapse in Agony” i kontynuowaną na „Allegory of Death” z 2018 roku. Pod względem tematycznym, całość w symbolicznym ujęciu odnosi się do sfery niematerialnej, duchowości, śmierci, boskości, zagadnień związanych z wszechświatem, kreacją, upadkiem. Z uwagi na bogatą symbolikę (jak przecież wskazuje sama nazwa zespołu), tak naprawdę ciężko scharakteryzować propagowane treści, ponieważ metaforyczność ich przekazu uniemożliwia jednoznaczność zrozumienia. Tym razem zespół postanowił poruszyć kwestię zmartwychwstania; kontemplacji zagadnienia tego co przyniesie śmierć i czy jest ona otwarciem nowego początku. Można powiedzieć, że taka tematyka jest oderwana od rzeczywistości, ale z drugiej strony – czyż ten temat pewnego dnia nie będzie aktualny dla każdego z nas? To jednak należy pozostawić do indywidualnych przemyśleń.

Tematyczna symbolika ma również swoje odzwierciedlenie w bogatej szacie graficznej, która kipi od wątków sfery niematerialnej. To daje się wyczuć już za pośrednictwem atmosferycznej okładki. Do tego celu wykorzystano obraz angielskiego artysty, Williama Blake’a, przedstawiający biblijny motyw próby ofiarowania przez Abrahama swojego długo wyczekiwanego syna. Również wnętrze bookletu jest nacechowane specyficzną symboliką, niepokojącymi motywami, które wzbudzają niepokój. To zostało dodatkowo uwydatnione poprzez intensywną kolorystykę, dynamiczne środki wyrazu. W tak wystylizowaną oprawę wizualną wkomponowano czytelne teksty oraz zakamuflowane zdjęcia muzyków. Szata graficzna wyraźnie zwraca na siebie uwagę i zachęca do zgłębienia zwartości muzycznej. Za ciekawostkę można uznać zabieg, gdzie pewien fragment „tekstu” można odczytać przy użyciu lustra – w szerszym zakresie zastosowało to niegdyś Dimmu Borgir na „In Sorte Diaboli”. Za to pewnym minusem jest sposób umiejscowienia samej książeczki – w żaden sposób nie została połączona z resztą opakowania (nie przewidziano nawet „kieszonki”), stąd też przy pierwszym rozłożeniu digipacka, nieuważnego człeka, czeka mała gimnastyka, celem podniesienia książeczki z podłogi (może to specjalny zabieg propagujący ideę „ruch to zdrowie”).

Żarty, żartami, ale „Hope for Aerist”, to poważna sprawa i w dużej mierze potężny ładunek muzycznej dojrzałości, wzniosłości. Tu niespecjalnie jest miejsce na dworowanie, bagatelizowanie. Generalnie już od pierwszych dźwięków samo intro (przywołuje mi na myśl specyfikę „Wildhoney”, pamiętnej płyty Tiamat), daje się wyczuć podniosły nastrój, który potrafi wzbudzić dziwny niepokój. To swego rodzaju cisza przed burzą, bo następujący chwilę później sztorm w postaci „Seven Deadly Sins of the Soul” można uznać za pokaz siły w pełnej krasie. Jest ciężko, gęsto, ale niech nikt nie myśli, że to permanentna gonitwa na złamanie karku, bo tak nie jest. Utwór jest urozmaicony, również pod względem ogólnego ciężaru. Uwagę zwracają chwytliwy, a do tego klimatyczny refren, gdzie zastosowano czyste wokale. Poza tym świetne wrażenie robią partie gitar, zarówno jeżeli chodzi o solówki jak również melodyjne motywy, które wzmacniają klimatyczną stronę wydawnictwa. Podobnie mają się sprawy w przypadku kolejnego „Flames of Eden”, do którego powstało lyric video. Tutaj też świetne wrażenie robią żeńskie ornamentacje wokalne, które nie tylko wzbogacają tło, ale również wpływają na ogólną różnorodność. Podobne zabiegi pojawiają się przy okazji innych kawałków i jest to naprawdę dobry pomysł! Niektóre utwory posiadają swego rodzaju preludia, co słychać m.in. przy okazji teledyskowych „Flesh or Clay” czy też „A New Breath of the Universe”, który poniekąd przywołuje mi na myśl specyfikę Deicide i to nie tylko jeżeli chodzi o tłusto – soczyste growle (te w ogóle robią świetne wrażenie), ale również o motorykę np. zwrotek. To przeplatanie poszczególnych kompozycji atmosferycznymi motywami, może budzić skojarzenia chociażby z Morbid Angel (można tu mówić o podobnej wrażliwości muzycznej, zbliżonym budowaniu specyficznego klimatu, napięcia). To jeszcze dobitniej daje się wyczuć przy okazji „Ruins of the Divine Heart”, w którego zwieńczeniu wykorzystano atmosferyczny motyw instrumentalny, ozdobiony żeńskimi wokalami oraz deklamacją. Po nim zespół prezentuje cztery muzyczne rozdziały, które w sposób spójny harmonizują z całością zamierzenia. Przy tej okazji zespół też zadbał o ogólne zróżnicowanie, rozładowanie atmosfery po dźwiękowych sztormach agresji, za pośrednictwem nastrojowych wstawek, których jest całkiem sporo. Jedna z nich (mowa o zakończeniu „Chapter III: Feed the Beast”) do złudzenia przypomina klimaty spod znaku My Dying Bride i nie jest to oczywiście żaden zarzut. Wydawnictwo zamyka zróżnicowany „The Prophecy of Ahania” z plemienno – etnicznym wstępem oraz blackowym zacięciem instrumentalnym, przy okazji którego nie brakuje również żeńskich partii wokalnych. Tak też upływa (nieco ponad) godzinna uczta, oferująca mnogość dźwiękowych doznań, obfitość nastrojowości połączonej z iście metalowymi stylizacjami. I choć dominują agresywne, nierzadko ekstremalne formy, ciężko tu mówić o jednoznaczności gatunkowej – pod tym względem nowe wydawnictwo SYMBOLICAL nie jest tak oczywiste. Daje się wyczuć chęć odkrywania nowych obszarów, łączenia różnych form stylistycznych, ale to wszystko przy zachowaniu dobrego smaku i odpowiedniej wrażliwości muzycznej. Zespół nie zamyka się w sztywnych normach i ma apetyt na więcej, a co istotne nie gubi przy tym charakteru, własnego oblicza, a też jest sztuka.

W moim odczuciu, „Hope of Aerist” to płyta niezwykle udana, wydawnictwo, którego każda składowa odgrywa istotną rolę, razem tworząc spójną całość. Nie jest to album zrobiony na pół gwizdka, wedle reguły „jakoś to będzie”. Płyta jest przemyślana i to w możliwie najdrobniejszym szczególe – nie ma tu mowy o koincydencji. Osobiście cenię sobie takie podejście do tematu, muzyki. Być może ktoś zarzuci, że całość jest za długa, jednak w moim odczuciu, płyta trwa dokładnie tyle ile trwać powinna (a ta reguła dotyczy wyłącznie pomysłów, które są dobre). Przyswojenie materiału może nastręczać pewnych trudności (zwłaszcza w czasach permanentnych kilkosekundowych „rolek” itp.) – ja jednak jestem w pełni usatysfakcjonowany. Obcowanie z tego typu materiałem, stopniowe odkrywanie (go) przy kolejnym odsłuchach, to czysta frajda. Czy tak będzie w każdym przypadku? Ciężko stwierdzić, bo każdy ma inną wrażliwość, ale jedno jest pewne – kto lubuje się w klimatycznych odmianach death metalu z naleciałościami apokaliptycznego nastroju, ten na pewno nie wzgardzi „Hope of Aerist”. SYMBOLICAL stworzył naprawdę potężny materiał. Ten z pewnością można uznać za jedno z najlepszych i najciekawszych wydawnictw ubiegłego roku na metalowej scenie (i to nie tylko tej rodzimej). Poczynaniom tegoż zespołu, będę się baczenie przyglądać. Mam przeczucie, że panowie zaskoczą nas jeszcze nieraz.

9/10

Marcin Magiera


Teledyski:




Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *