SYLVAN – 2002 – Artificial Paradise

01. Deep Inside
02. That’s why it hurts
03. Strange Emotions
04. Human Apologies
05. Timeless Traces
06. Still Believe
07. Around the World
08. Souviners
09. Artificial Paradise

Rok Wydania: 2002
Wydawca: Point Music


Jeśli tak jak w moim przypadku, „Artificial paradise” nie było waszym pierwszym kontaktem z Sylvan, niemal niemożliwym wydaje się nie porównywać tego materiału z wcześniej zasłyszanymi. Sylvan gra na tyle charakterystycznie, że już na płycie sprzed 6 lat styl zespołu jest wyraźnie zaakcentowany, jednocześnie wiemy że przez kolejne lata nieustannie delikatnie ewoluował.
Jeśli jesteście nowymi fanami zespołu, nie ma obawy. Zespół nie zafunduje wam rewolucji, raczej miłą odmianę w ramach własnego rozpoznawalnego już stylu.
Kiedy porównujemy album… zazwyczaj konfrontujemy go z nagraniami poprzednimi. Ja jako punkt odniesienia potraktuję kolejne albumy z dwóch powodów. Po pierwsze – opisywana płyta pochodzi z 2002 roku, po drugie łatwiej będzie się do niej odnieść młodszym fanom zespołu.
Sylvan nigdy nie żałował pracy włożonej zarówno w oprawę graficzną albumu (osobne grafiki do utworów), nie zwykł również fundować nam prostych tematów. Raczej prezentuje nam tematykę skłaniającą do refleksji, a sama muzyka również nie może być zaliczona do nieskomplikowanych.
Wielowątkowe utwory, to nie tylko domena Niemców z Sylvan, to już w zasadzie norma w gatunku. Na „Artificial paradise” Sylvan buduje klimat i raczy nas przyjemnymi melodiami.
To na co należy zwrócić uwagę w przypadku tego albumu to większa ilość elektronicznych motywów klawiszowych… takich w stylu muzyki popowej lat 80-tych.
W trzecim utworze „Strange emotion” mamy do czynienia również z melodyką i chórami gospel… a sama linia melodyczna refrenu – wybaczcie – brzmi nieco grungowo… Specjalnie zwracam uwagę na ten utwór, bowiem należy go zaliczyć do najsłabszych elementów płyty, mimo, że jest to ambitne rozwiązanie – do mnie kompletnie nie trafia.
„Human apologies” to z kolei utwór na który trzeba zwrócić uwagę, pojawiają się w nim wspomniane elektroniczne klawisze, podszyte ciężkimi gitarowymi riffami… Wrażenie psuje nieco przesterowany wokal we zwrotkach… Nie jestem zwolennikiem przesterowanych wokaliz… zwłaszcza jeśli zespół posiada tak dobrego wokalistę.
Do obecnych fanów trafi na pewno „Timeles traces” utwór, który z powodzeniem mógłby znaleźć się na każdym albumie Sylvan i nie wyróżniałby się stylistycznie od reszty – kolejny jasny punkt albumu.
Gdzieś po drodze długość i zmienność utworów obligująca słuchacza do większego skupienia może nieco zwieść. Złapałem się kilka razy podczas słuchania tego albumu, że straciłem wątek… ale w zasadzie „na własne życzenie”.
To co niemal nie zmieniło się przez lata, to charakterystyczny wokal Marco Gluhmanna, oraz jego umiejętność operowania melodią ale również emocjami.
Oczywiście ciepły wyraźny bas i zróżnicowane gitary to niekwestionowane atuty Sylvan, nie tylko tego albumu.
Być może znając kolejne albumy Sylvan można nieco skrzywdzić oceną „Artificial paradise”. Być może odbiór tego materiału sprawiałby jeszcze większą frajdę kilka lat temu. Muszę jednak powiedzieć, że nie jestem zawiedziony. Powiem więcej… kiedy po nabyciu „Posthuman silence” zabierałem się do zgłębienia historii zespołu, nie śmiałem nawet sądzić, że wcześniej Sylvan tak dobrze sobie poczynał.
„Artificial paradise” jest nieco inną płytą, ale zawiera charakterystyczne elementy i nie sposób pomylić Sylvan z innym wykonawcą.

8/10

Piotr „Piospy” Spyra

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *