CD 1:
1. The Gnomon (2:05)
2. Astoria (9:59)
3. Sleepwalker (26:59)
4. The Prayer of the Broken Heart (6:14)
5. Adrift (2:51)
CD 2:
6. Love Will shine Like Gold (5:27)
7. Sunchild (16:06)
8. Midnight Train (5:39)
9. Wonderworld (20:46)
Rok Wydania: 2008
Wydawca: Caerllysi Music
Sunchild – co kryje się pod tą niezwykle przyjemną nazwą? Tym
„słonecznym dzieckiem” jest ukraiński artysta – Antony Kalugin, postać
niezwykle kreatywna, w której drzemie ogromny potencjał muzyczny. Bez
wątpienia zasługuje na to, aby przyjrzeć się bliżej jego osobie.
Urodził się w 1981 roku Charkowie, chociaż zawodu jest architektem,
jego pasję zawsze stanowiła muzyka. Już w 1994 roku zebrał grupę
znajomych zakładając zespół Karfagen. W 1991 roku, mając zaledwie 17
lat, wydał z zespołem swój pierwszy album. Przełomową datą jego
muzycznej kariery należy uznać rok 2005, kiedy to nawiązał współpracę z
Caerllysi Music – internetowym sklepem muzycznym specjalizującym się w
muzyce progresywnej (www.caerllysimusic.co.uk). Tego samego roku, przez
kanadyjską wytwornię Unicorn Digital zostaje wznowiony pierwszy album
Karfagen, noszący tytuł „Continium”. Rok później wychodzi druga płyta
tego zespołu – „The Space Between Us”. Na mnie ogromne wrażenie zrobił
kolejny projekt Kalugina: Hoggwash. Pod tym właśnie szyldem w
październiku 2007 roku dzięki Caerllysi Music wydane zostało,
rewelacyjne „The Last Horizon” (recenzja ukazała się na łamach RA).
Kolejny punkt zwrotny w jego karierze, to marzec 2008 rok. Kalugin
zaprasza do współpracy 18- to osobową grupę zdolnych ukraińskich
muzyków, tworząc projekt o nazwie Sunchild. Tak powstaje właśnie płyta
„The Gnomon”, będąca przebogatym albumem koncepcyjnym.
Sunchild jest autorskim projektem Kalugina, do którego sam skomponował
muzykę, jest również autorem wszystkich tekstów. Pierwszy utwór, to
przepiękne dwuminutowe „The Gnomon” będące jednocześnie tytułowym
wstępem, zabarwionym pewną nutą orientu.
Po niej następuje instrumentalna „Astoria”, kompozycja pełna muzycznej
przestrzeni, którą penetrują przepyszne gitarowe motywy. Jest i flet,
więc skojarzenia mimochodem lgną do grupy Camel, ale brzmienie jest
tutaj bardziej nowoczesne, i jakby nieco ostrzejsze od „garbatego”
muzycznego weterana. Przemierzamy w tym utworze przepiękne muzyczne
pejzaże, a to dopiero początek.
Trzon płyty stanowią bowiem trzy długie kompozycje oscylujące swoim
czasem w okolicach dwudziestu minut. Są to: Sleepwalker (26:59),
Sunchild (16:06), i zamykający ta płytę -Wonderworld.(20:46). Osobiście
najbardziej urzekła mnie pierwsza z wymienionych kompozycji. To
fascynująca muzyczna podróż, podróż wierzcie mi, niezwykle bogata.
Warto wybrać się w to muzyczną wyprawę którą serwuje nam Kalugin.
Prawdziwa progresywna uczta: czegóż w tym utworze nie ma? Są przepiękne
klawiszowe pasaże podparte niesamowitymi partiami różnych instrumentów,
szczególnie zachwycają saksofonowe motywy, oraz partie smyczkowe.
Natchnionemu wokalowi towarzyszy subtelne żeńskie tło. W pewnym momencie
utwór wkracza w bardziej jazz rockowe rejony, by niebawem wybrnąć z
nich przepiękną, pełną pasji solówką. Następnie wkraczamy w ta strefę
utworu, której nie powstydzili by się prawdziwi „neoprogresywni herosi”
chociażby Pendragon. I nagle wyskakuje oszałamiająca wokaliza żeńska, w
stylu podobnym do tej, jaką możemy usłyszeć na płycie „The Dark Side Of
The Moon” Floydów. To, co dzieje się natomiast w końcówce tego utworu,
to po prostu „muzyczny orgazm”.
Długi to utwór, ale nie sposób się na nim nudzić, jego bogactwo
oszałamia. Podobnie jest zresztą z kolejnymi, wcześniej wymienionymi
długimi kompozycjami.
Pozostałe, krótsze utwory, są jakby przerywnikami pozwalającymi nieco
ochłonąć. Jednym z takich muzycznych przerywników jest utwór „The Prayer
of The Broken Heart” zahaczający swym klimatem znowu w bardziej
jazz-rockowe rejony, okraszone dźwiękiem saksofonu i gitara w stylu Pata
Methenyego. Potem króciutki „Adrift”, muzyczna miniaturka zrobiona z
symfonicznym rozmachem, kończy ją szalejący w słuchawkach szum wiatru.
Wiatr wieje dalej, a mamy już kolejna kompozycję: „Love Will shine Like
Gold”, słychać akustyczną gitarę, a w tle odgłosy ludzkich rozmów, i
przejmujący dźwięk wiolonczeli i fortepianu, do tego dochodzi jeszcze
flet, klarnet, i delikatny dźwięk saksofonu. Tak bogate instrumentarium
potrafi wykreować niezwykły klimat.
Jest jeszcze utwór „Midnight Train”, to bardzo klimatyczna kompozycja z
żeńskim wokalem. Jeżeli nocnym, pociągowym wojażom miała by towarzyszyć
taka muzyka, można by jeździć bez końca.
To co ma do zaoferowania ten niezwykle utalentowany ukraiński artysta,
może wzbudzić wielkie uznanie. Przypuszczam że jego muzyczna wrażliwość
zaowocuje w przyszłości jeszcze nie jedną udaną muzyczną produkcją, nie
ważne pod jakim szyldem zechce ją wydać.
Jestem przekonany że o Kaluginie, będzie jeszcze głośno w muzycznym, progresywnym świecie.
9/10
Marek Toma













































