1. Enigma (BRAND NEW STUDIO SONG – recorded 2018)
2. Hunter†
3. Hallowed††
4. Burn Me Down (BRAND NEW STUDIO SONG – recorded 2018)
5. Last Shore††
6. Kill It With Fire*
7. Oblivion (BRAND NEW STUDIO SONG – recorded 2018)
8. Second Sight*
9. Fireborn†
10. Giants*
11. Castaway*
12. Old Man And The Sea††
BRAND NEW ORCHESTRAL VERSIONS (all recorded 2018)
13. Fantasy
14. Shine in the Dark
15. Unbreakable
16. Winter Skies
*previously unreleased in Europe
†rare bonus track
†† rare bonus track – for the first time on CD
Rok wydania: 2018
Wydawca: Ear Music
http://www.stratovarius.com
Nazbierało się przez te parę lat działalności… w przypadku
STRATOVARIUS, to już drugi raz. To solidny ukłon dla wszystkich fanów.
Bo… zagorzały sympatyk pewnie wiele z tych utworów ma na singlach, czy
wersjach importowanych (bonusy z japońców, b-sidy). Dlatego też miłe
jest to że jako dodatkowy materiał pojawiają się i tym razem utwory w
wersjach orkiestralnych. Zawarte tutaj kawałki dotyczą oczywiście
nowożytnego okresu twórczości grupy. Są to zatem bonusy z edycji
kolekcjonerskich i wersji japońskich płyt „Polaris”, „Nemesis”,
„Elysium” i „Eternal”. Ale to co podoba mi się w „Enigma” to fakt że
oprócz okazji do uzupełnienia dyskografii o wcześniej nagrane perełki,
pojawiają się też trzy nowe kompozycje. Nie jest to jednak największa
zaleta nowej składanki. Mnie najbardziej podoba się fakt, że do 12-tego
utworu (zanim na deser dostajemy 4 utwory w wersjach orkiestralnych),
wszystko brzmi spójnie jak regularny album studyjny.
Okazuje się zatem że ten krążek to nie tylko powód do uzupełnienia
płytoteki, ale też reprezentatywny materiał. W przypadku neofitów, może
stanowić solidną bazę do rozpoczęcia przygody z zespołem. Nie należy
bowiem deprecjonować jakości zawartego tutaj materiału. W żadnym wypadku
nie należy traktować tego jako coś niepełnowartościowego. Wiadomo, że
gdzieś podświadomie będzie to krążek traktowany jak składak, ale
przyznam szczerze, że słucha się go wyśmienicie. Nie zabrakło tu
elementów którymi grupa zachwyca fanów od lat. Mamy więc podszyty
klawiszową symfoniką powemetal z progresywnym szlifem. Jest trochę
ciężaru, szczypta klimatu, melodii co nie miara, a do tego wszystko
zaserwowane w taki sposób że nie przesyci słuchacza.
Kilka słów o wersjach orkiestralnych? Trochę się zdziwiłem, bo
spodziewałem się pompy i patosu. Tymczasem mamy do czynienia raczej z
około-folkowym podejściem bliskim choćby dokonaniom lidera Nightwish.
Całość jest raczej zwiewna w akustyczny sposób, nie uświadczymy tu
ciężkich orkiestracji. A kompozycje są lekko spowolnione w stronę
balladowej konwencji. Najbardziej przypadła mi do gustu wersja
„Unbreakable”. W fajny sposób zaaranżowano tu smyki i gitary akustyczne,
których akordy brzmią wręcz kozacko.
Powiem wam, że za parę lat jeśli będzie miał pojawić się „Intermission
III”, będę na niego oczekiwał z wypiekami na twarzy. Do tego czasu
jednak mam nadzieję na kilka solidnych płyt studyjnych Stratka.
Piotr Spyra















































