STRATOVARIUS – 2012 – Under Flaming Winter Skies

CD1
1. Under Flaming Skies
2. I Walk to My Own Song
3. Speed of Light
4. Kiss of Judas
5. Deep Unknown
6. Guitar Solo
7. Eagleheart
8. Paradise
9. Visions
10. Bass Solo
11. Coming Home

CD2
1. Legions of the Twilight
2. Darkest Hours
3. Burn
4. Behind Blue Eyes
5. Winter Skies
6. Keyboard Solo
7. Black Diamond
8. Father Time
9. Hunting High and Low

Rok wydania: 2012
Wydawca: Ear Music
http://www.stratovarius.com


O Stratovarius można powiedzieć wszystko, ale na pewno nie to, że wzorem np. U2 trwają w jednym składzie od początku. Wiedzieliście, że ze składu, który debiutował w roku 1989 krążkiem „Fright Night” nie ma już nikogo?

„Under Flaming Skies” to (kontynuując wątek roszad) zapis koncertu, który zespół zagrał w fińskim Tampere w związku z rozstaniem z wieloletnim perkusistą zespołu Jorgem Michaelem (w zespole od 1995). Niestety jego odejście ze Stratovarius, w prasie opisane jako „z powodów osobistych” miało najprawdopodobniej związek z poważnymi problemami muzyka z tarczycą (trzymamy kciuki)!!

Muzycznie, to dwupłytowe wydawnictwo, wypełniają niemal same hity. Pominięto jednak albumy z okresu gdy Michaela w Stratovariusnie było, krążek „Destiny” (nie wiem dlaczego) oraz z nieco kontrowersyjnego czasu gdy Timno Tolkki miał (delikatnie mówiąc) problemy z sobą.

Płyta aż skrzy się heavy/power metalowym graniem ze złotego okresu zespołu czyli z czasów „Episode” – „Elements”. „Speed of Light”, „Kiss of Judas” czy „Paradise” to już niemal klasyki, do tego dochodzi ultraprzebojowy „Hunting High and Low” z „Infinity” czy równie udane utwory powstałe po „reaktywacji” zespołu (już bez Tolkkiego) – „Polaris”, „Elysium”).

Jak na rasowy koncert przystało, nie zabrakło niespodzianek i tak obok utworów „własnej produkcji” możemy usłyszeć covery Deep Purple „Burn” oraz The Who „Behind Blue Eyes” (młodsi słuchacze mogą ten utwór kojarzyć z Limp Bizkit, którzy również wzięli go na warsztat). Pojawiają się też fragmenty solowe, w których możemy posłuchać połamańców na klawisze, gitarę i… oczywiście perkusję.

Jedynym mankamentem wydawnictwa jest brzmienie. Chwilami odnoszę wrażenie, że specjalnie uwypuklono perkusję, do tego zbyt „zdecydowane” są klawisze a schowany za tym wszystkim wokal Timo Kotipelto.

Nie ma już Jorga Michaela w Stratovarius, kolejna era dobiegła końca – szkoda, ale „The Show Must Go On”, tak więc nie pozostaje nic innego jak czekać na kolejne krążki fińskiej maszyny.

Piotr Michalski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *