1. Chory na wszystko
2. Nieuchwytni buziakowcy
3. Twoje oczy lubią mnie
4. Ostatki – nie widzisz stawki
5. Cafe Sztok
6. Dziewczyna o chłopięcych sutkach
7. Ten wiatrak, ta łąka
8. Spacer do Strefy Zero
9. Żyję w kraju
10. doDekafonia
11. Radio Dalmacja
Rok wydania: 2010
Wydawca: SP Records
http://www.myspace.com/strachynalachy
Po dwóch albumach z rzędu wypełnionych cudzymi kompozycjami („Autor” z
utworami Jacka Kaczmarskiego oraz „Zakazane piosenki, przypominający
rodzimie perełki z punkowego lamusa), przyszedł czas (najwyższy!) na
autorską płytę. I to autorską w stu procentach, bowiem za słowa i muzykę
odpowiedzialny jest jeden człowiek – Krzysztof Grabowski.
„Śpiewam już tylko o Polsce i o złej miłości” – deklaruje
„Grabaż” w otwierającej całość balladzie „Chory na wszystko”. Jeśli ktoś
załapał się na Strachy na Lachy dzięki przebojowi „Dzień dobry, kocham
Cię” – niech sobie spokojnie odpuści „Dodekafonię”. Takich lekkich,
bezpretensjonalnych dźwięków jest tu bowiem jak na lekarstwo. Dominują
za to klimaty w stylu Kultu z okresu „Tata Kazika” Maleńczuka, kiedy
jeszcze nie miał w głowie psychodancingowych ciągot, czy po prostu…
starej, dobrej Pidżamy Porno.
SnL nagrały najbardziej dołującą, najbardziej poważną płytę w swojej
karierze. Zresztą już wybór pierwszego singla dawał do myślenia. „Żyję w
kraju” to najbardziej wyrazisty i zarazem najbardziej krytyczny obraz
Rzeczpospolitej od czasów „Polski”, widzianej oczami Kazika
Staszewskiego. I pewnie za kilka, kilkanaście lat będzie takim samym
hymnem, jakim do dziś pozostaje tamten utwór Kultu… Wbrew wersowi „już nie mieszkam w Punk Rock City” (pochodzącemu z „Chory na wszystko”), ten singlowy kawałek ma jak najbardziej punkowy rodowód.
O Polsce już było, a co ze „złą miłością”? „Twoje oczy lubią mnie i to mnie zgubi”, „Między ustami wyrósł nam berliński mur”, „Dla miłości zaś jestem złudzeniem” . Taaaaa, utwory z „Dodekafonii” raczej nie trafią na składanki typu „Love Songs”…
A przecież są tu jeszcze dwie ostatnie, bardzo osobiste, wręcz rozrachunkowe kompozycje – tytułowa oraz „Radio Dalmacija”.
„Zostawiam pożegnalny list i kopertę z moim DNA/Dalej po cichutku gra
Radio Dalmacija/Zgasiłem światło już/Bardzo chce mi się spać” – jak
mantra powraca ten refren… Czyżby faktycznie miała być to ostatnia
płyta Grabaża, jak zdaje się sugerować w wywiadach? W tej kwestii –
parafrazując Franza Maurera z „Psów”: „Jakoś mu nie ufam i jakoś mu nie wierzę” ,
ale nawet jeśli spełni swoją groźbę to pożegnał się z fanami w
szczytowej formie twórczej, dając im do rąk najlepszy album w dorobku
Strachów na Lachy.
Aha, jeszcze jedno. Kompakt został przepięknie wydany, począwszy od
wspaniałego obrazu Vahana Bego na okładce, po niebanalną książeczkę. Już
dla samej oprawy warto sięgnąć po „Dodekafonię”…
9/10
Robert Dłucik
















































