1. Red City 4:39
2. Black John 4:03
3. Sadist 5:08
4. Peckinpah 4:11
5. Stalemate 4:48
6. Gravesend 4:41
7. ’82 3:42
8. The Uncanny Valley 4:02
9. Blue Smoke 2:07
10. Do Me A Favor 3:44
11. The Conflagration 4:56
12. The House Of Gold & Bones 4:45
Rok wydania: 2013
Wydawca: Roadrunner Records
http://www.stonesour.com/
Zgodnie z zapowiedziami i początkowymi założeniami, rok od wydania
pierwszej części „The House Of Gold & Bones” ukazała się druga część
układanki. Może niektórzy obawiali się bezwartościowych skrawków,
odpadów z pierwszej sesji. Fakty jednak mówią same za siebie – nowy
album to kolejna porcja rasowego Stone Sour, więc bądźcie spokojni. Nie
ma mowy o popelinie!
Na wstępie zostajemy uderzeni większą dawką mroku, co zwiastuje choćby
sama okładka. Już poprzedni obraz nie cieszył ciepłymi barwami, ale tym
razem jest jeszcze czarniej. Ma to również odzwierciedlenie w warstwie
muzycznej. Poziom smutku, pewnej melancholii został podkręcony. Co
prawda nie oddawał tego promujący „Do Me A Favor” (od razu wpada w ucho)
posiadający skoczny motyw i taką „amerykańsko – licealną” atmosferę.
Jednak nie ma co się dziwić, singiel ma pełnić role wabika, a ten
kawałek posiada naprawdę chwytliwy motyw, więc w 100% spełnia swoją
rolę. Tyle, że niespecjalnie oddaje całościowy klimat reszty albumu, a
temu daleko do przebojowego zacięcia (szczególnie patrząc przez pryzmat
wcześniejszych dokonań). „The House Of Gold & Bones 2” niesie ze
sobą coś z filmowej atmosfery. Można to poczuć przy okazji
spokojniejszych, balladowych akcentów (The Conflagration, Red City, Blue
Smoke). Wolniejszych momentów tym razem jest zdecydowanie więcej, ale
ich prezencja powoduje, że daleko im do typowych ballad.
Oczywiście nie brakuje ciężaru i energicznych ciosów, choć te tym razem
zeszły na dalszy plan. Tym niemniej znajdujemy je choćby przy okazji
„Peckinpah” – podwójna stopa idzie w ruch; tonażowego „Black John” z
„brudnym” dopi….niem na koniec; w/w „Do Me A Fawor”. Również
„Stalemate” z konkretnym refrenem oraz kompozycji tytułowej (momentami
robi się slipknotowo) nie brakuje ognia, a podczas słuchania „Gravesend”
można poczuć ducha Black Sabbath.
Stone Sour to zespół, który z pewnością nie narzeka na brak fanów. Jak
do tego ma się ich nowy krążek? Liczba wyznawców raczej nie zmaleje, a
najprawdopodobniej zostanie powiększona. Tym razem zespół może sobie
zjednać zwolenników metalowego mroku, tego jest więcej niż kiedykolwiek
wcześniej. Corey Taylor i spółka nie zawiedli – poziom został utrzymany a
dodatkowo pojawiło się również coś nowego.
8/10
Marcin Magiera













































