1. Two Worlds
2. Fiends
3. Fallen Empire
4. The End Of Everything
5. I Spit On Your Grave
6. When Sheeps Become Lions
7. You Stand Alone
Rok wydania: 2016
Wydawca: –
https://www.facebook.com/STILLBORN.SLAVE.OFFICIAL/
Dyskografia istniejącego od 2009 roku zespołu Stillborn Slave na chwilę
obecną nie jest imponująca, ale bynajmniej nie próżnuje on w realizacji
swych muzycznych pasji. Kolejnym krokiem na drodze ku sławie zdaje się
być wydana w 2016 roku ep-ka zatytułowana szumnie „7 Ways To Die”.
Okładką przywodzi na myśl „Dying Light” i produkty mu podobne, a
umieszczony na niej znak biologicznego zagrożenia, może być w tym
przypadku mylący, gdyż z Biohazardem czy innymi przedstawicielami
nowojorskiej sceny hard-core francuskiej ekipie muzycznie raczej nie po
drodze. Inspirując się takimi kapelami jak Killswitch Engage, Bring Me
The Horizon czy August Burns Red, swą twórczością Stillborn Slave
idealnie wpasowuje się w gatunek potocznie zwany metalcore, powielając
przy tym skutecznie utarte już schematy, od czasu do czasu z lekka
wychylając się w kierunku bardziej metalowych brzmień, jak na przykład w
„The End Of Everything”. Ciężka jak walec sekcja rytmiczna oparta na
prostych i siermiężnych riffach, wzbogacona ostrymi, żwawymi i w
znacznym stopniu melodyjnymi zagrywkami, a do tego wokal z pogranicza
growlu i wrzasku, od czasu do czasu wspomagany tzw. chórkami. Wszystko
to podane w proporcjach na tyle zbalansowanych, że „7 Ways to Die”, to
materiał dość przystępny w słuchaniu i za razem kipiący energią.
Pozbawiony bezmyślnego łomotu, sztucznego cierpienia czy wydumanej
przesadnie melancholii wokalisty czy aranżacji przeładowanych
niepotrzebnymi riffami i bezsensownie częstymi zmianami tempa.
Swym mini albumem Stillborn Slave dostarcza słuchaczowi 28 minut
dynamicznej i ekspresywnej muzyki, nieskąpej w melodie, ale też nieco
zachowawczej i nie wyłamującej się poza konwencję gatunku. „7 Ways To
Die” jest płytą solidnie przygotowaną i zagraną, o dobrym brzmieniu i
sporej dawce energii, a zespół ma i potencjał i pomysły na aranżacje.
Mimo to, ciężko w tym wszystkim o jednoznaczny hit, o coś co szczególnie
będzie wyróżniało ten materiał na tle innych wydawnictw i natrętnie
siedziało w głowie w pozytywnym w tego słowa znaczeniu.
5,5/10
Robert Cisło















































