01.Slow Fuse
02.Putting It On
03.Dark Star
04.Hell Is Other People
05.Wouldn’t Be Me
06.Supermoon
07.Rhino
08.More
Rok wydania: 2025
Wydawca: Flower Records
Pewnie niektórzy wciąż to pamiętają. U progu lat 90-tych XX wieku rock alternatywny miał się dobrze. Był gatunkiem popularnym i szanowanym. W przeróżnych radiostacjach – nawet tych mocno mainstreamowych – można było usłyszeć nagrania grup w rodzaju R.E.M., Smashing Pumpkins, Radiohead czy nawet Jane’s Addiction. Dziś sytuacja niewyobrażalna. Ambitne granie zeszło do podziemia. W eterze rządzi pop i szmira. Muzyczne gusta współczesnych nastolatków lepiej potraktować litościwym milczeniem. Ale na przekór modzie i wbrew zdrowemu rozsądkowi wciąż zawiązują się nowe zespoły pragnące kultywować tradycje tamtej epoki. Jednym z nich jest Space Bats. Formacja debiutuje właśnie albumem „Radjoterapia”.
Lider grupy – gitarzysta i wokalista Graham Crawford – z pewnością wraca do alternatywnych klimatów z nostalgią. Zna je z autopsji. W metryce przy dacie urodzenia wpisuje sobie rok 1965. Wywodzi się z brytyjskiego miasta Crawley ale praktycznie całe swoje dorosłe życie związał z naszym krajem. W Polsce przebywa od chwili upadku PRL. Najpierw związał się z teatrem pantomimy „Blik” w Koszalinie. Później podjął pracę tłumacza. Aktualnie jest wykładowcą w Instytucie Lingwistyki Stosowanej na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu. Do założonego zespołu zaprosił polską sekcję rytmiczną. Na gitarze basowej gra Bartosz Wawrzyniak a na perkusji Piotr Skiba.
„Radjoterapia” ukazuje się nakładem Flower Records, ale niech was nie zwiodą dotychczasowe bluesowe propozycje tej wytwórni. Album nagrany przez Space Bats nie ma z nic wspólnego z dwunastoma taktami z Delty Missisipi. To w prostej linii kontynuacja alternatywnych patentów z listy grup wymienionych w pierwszym akapicie bieżącej recenzji. Najsilniej słyszalne są bez wątpienia inspiracje zespołem R.E.M. – zwłaszcza wczesnymi nagraniami tegoż, zanim stał się międzynarodową gwiazdą rocka. Barwa głosu Crawforda nie przypomina jednak tembru Michaela Stipe. Jeśli już miałbym szukać podobieństw, wskazałbym prędzej na Billy’ego Corgana ze Smashing Pumpkins. Czyli w sumie dalej pozostajemy w tej samej strefie wpływów.
Materiał jest zwarty, bez zbędnych dłużyzn. Nie ma na to czasu. Całość ledwie przekracza 28 minut trwania. Piosenki są dynamiczne, utrzymane najczęściej w średnich i szybkich tempach. Rządzi w nich gitara. Potraktowana jest głównie jako instrument rytmiczny. Nie spodziewajmy się bynajmniej wirtuozerskich solówek. Jeśli już się jakieś przytrafiają – są krótkie i oszczędne. Taka konwencja. W partiach basu i perkusji też nie uświadczymy połamanych rytmów i zmian tempa. Jest punkowo-nowofalowa prostota. I do takiego klimatu pasuje idealnie.
Do promocji materiału przeznaczono piosenkę „Supermoon” i faktycznie jest ona dobrym wprowadzeniem w muzyczny świat zespołu Space Bats. Aczkolwiek na płycie znajdziemy jeszcze kilka potencjalnych hitów i tu wskazałbym chociażby całkiem chwytliwy numer „Wouldn’t Be Me” a także świetny „More” stanowiący jednocześnie zwieńczenie zestawu.
Jakkolwiek nie są to już brzmienia bliskie mym aktualnym preferencjom muzycznym – w pełni doceniam starania Grahama Crawforda i spółki. „Radjoterapia” to szczery i bezkompromisowy materiał. Wierny obranej stylistyce bez oglądania się na współczesne trendy. Słychać, że panowie robią to z potrzeby serca. Nie dla zysku. I tak być powinno. Artystyczna samorealizacja to jedyny słuszny powód uprawiania sztuki.
8/10
Michał Kass

















































