SOUL FRIENDS – 2025 – See Me Thru

01.See Me Thru
02.Come To Terms
03.Another Bad News Day
04.Angels
05.Scared To Live
06.Tell Yourself The Truth
07.Every Other Story
08.Wrecks
09.Whai I Said
10.Right Of Choice
11.Sail The Oceans
12.Always A Good Choice

Rok wydania: 2025
Wydawca: Music & More

Życie to nieustanny ciąg niespodzianek. Również tych przyjemnych. Czasem los podsuwa nam coś, co rozmija się z oczekiwaniami a ostatecznie okazuje się fajne. Na gruncie muzycznym także się to zdarza. Najlepszym przykładem jest opisywany właśnie album.

Kontakt z płytą „See Me Thru” warszawskiego zespołu Soul Friends rozpoczął się dla mnie od lektury nazwisk zaangażowanych w przygotowanie tegoż dzieła. I całkiem zacne personalia się tam pojawiają. W pierwszej kolejności uwagę mą przykuł człowiek odpowiedzialny za produkcję i realizację nagrań. A jest nim nie kto inny jak sam Mirosław Gil. Wiadomo – jeden z najwybitniejszych gitarzystów rodzimego prog-rocka, współzałożyciel zespołu Collage, lider formacji Believe oraz autorskiego projektu Mr Gil. Tym razem gitarę pozostawił w futerale. Wykonał za to kawał dobrej roboty za konsoletą. Użyczył ponadto członkom Soul Friends własnego studia nagraniowego. Czyli ogromny plus już na starcie.

Następny rzut oka na listę płac przynosi odkrycie, że perkusistą Soul Friends okazuje się być Robert „Qba” Kubajek. Najbardziej kojarzony jest zapewne z formacją Róże Europy, aczkolwiek dla mnie i moich znajomych prog-fanów Robert to przede wszystkim bębniarz, który udzielał się w grupach Believe (album „VII Widows”) i Mr Gil („Love Will Never Come”). To teraz pora na basistę. Michał Kazimierz Zawadzki. Czyżby z „tych” Zawadzkich? Jak najbardziej! Syn Przemysława, basisty znanego z … Collage, Believe i Mr Gil. Już prawie jesteśmy w domu. Jedynie osoba lidera zespołu trochę odstaje od tego prog-rockowego anturażu. Marek „Willie” Gołębiewski ma za sobą kilkunastoletni staż w stołecznej formacji Restless. Regularnie wydaje też płyty sygnowane szyldem M Like Me.

Zmylony mnogością progresywnych nazwisk rozsiadam się zatem wygodnie na kanapie w oczekiwaniu na artrockowe dźwięki. A tu zonk! Niespodzianka. Nic się nie zgadza. Otwierający płytę tytułowy „See Me Thru” napędza gitarowy riff na miarę The Rolling Stones. Jest prosto, chwilami wręcz topornie. Nonszalancka linia wokalu z kolei zdradza inspirację klimatem amerykańskiego południa. Jak to? A gdzie nieregularne rytmy, zmiany tempa i półgodzinne solówki? Gdzie cały ten prog-rockowy schemat? Cóż, tu go nie znajdziemy.

Wraz z „Come To Terms” mija pierwszy szok. Powoli się przyzwyczajam, że Believe tu raczej nie usłyszę. Zamiast tego z głośników płynie kojący numer utrzymany w średnim tempie. Chwilami budzi skojarzenia z Dire Straits – tym najwcześniejszym wcieleniem, gdzieś tak z okolic pierwszych dwóch płyt. Zresztą trochę niedbały sposób śpiewania też mimowolnie odwołuje się do knopflerowskich tradycji. Tu i ówdzie pobrzmiewa też stary dobry Neil Young. Zaczynam łapać klimat. Bujający „Another Bad News Day” zawiera nieco więcej przesterowanych, ostrzejszych partii gitarowych. Całkiem niezły, hard-rockowy numer z miłą dla ucha solówką. Więcej jest tu jednak kompozycji spokojniejszych, zbudowanych na motywach czystej gitary pozbawionej efektu „fuzz”. Dobrym przykładem niech będzie „Angels”. Kłaniają się magiczne lata 70-te z okolic solowych dokonań Petera Greena. Potem balladowe „Scared To Live”, gdzie wracamy w objęcia Marka Knopflera. Tymczasem „Tell Yourself The Truth” otwiera solo inspirowane Claptonem. Ze słyszalnych inspiracji wymieniłbym jeszcze Allman Brothers Band i Lynyrd Skynyrd. Swoiste wymieszanie wpływów brytyjsko-amerykańskich. I takie właśnie nuty towarzyszą nam przez cały czas obcowania z tą płytą – aż do zamykającego całość „Always A Good Choice”.

Niewątpliwie dźwięki wypełniające album „See Me Thru” to pokłosie fascynacji artystycznych lidera – zwłaszcza, że Marek „Willie” Gołębiewski odpowiada tu za autorstwo wszystkich kompozycji i warstwę liryczną. To jego bajka. Jego muzyczny świat. Całe trio świetnie odnajduje się jednak w narzuconej konwencji. Gitarzysta stosuje różne patenty – ze szczególnym upodobaniem techniki „slide”. Koledzy z sekcji rytmicznej zapewniają odpowiednie wibracje. Młody Zawadzki tworzy gęste tło pod gitarowe solówki. Kubajek gra mocno i intensywnie. Liczne przejścia perkusyjne są kolejnym elementem nawiązującym do kanonu brzmień klasycznego rocka w jego złotej epoce.

Reasumując – dostajemy przyjemny w brzmieniu, dobrze wyprodukowany album (mastering wykonano w Nashville). Zgrabny zestaw dwunastu utworów bez pretensji do podbijania rynków światowych – raczej nagranych dla własnej przyjemności i frajdy garstki słuchaczy, którzy będą mieli szansę je usłyszeć. Płytę wypełnia surowa, prosta i oszczędna w środkach muzyka, której podstawą jest szczerość przekazu i satysfakcja z muzykowania. A przy tym także hołd dla idoli z przeszłości. Czasem to wystarczy, aby oczarować odbiorcę. Krążek zyskuje z każdym kolejnym odsłuchem. Na koniec muszę jeszcze zaznaczyć, że „See Me Thru” to już drugie fonograficzne świadectwo działalności Soul Friends. Pierwszego – „Travellin’ High And Low” nie miałem jeszcze okazji poznać. Teraz już wiem, że przy nadarzającej się okazji chętnie naprawię ten stan rzeczy. 

8/10

Michał Kass

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *