1. Solomon’s Bridge
2. Sky Path West
3. Freedom
4. Flight
5. Oberon’s Folly
6. Here & Now
7. Spirit
Rok wydania: 2010
Wydawca: F2 Music Ltd.
http://www.myspace.com/solsticeuk
Grupa Solstice nie rozpieszcza swoich fanów wydając regularnie albumy
studyjne, czyni to wręcz sporadycznie (o czym pisałem w artykule
dotyczącym tej grupy), ale warto na nie czekać. Na swoich płytach nie
odkrywa nowych muzycznych horyzontów. Jest jak drzewo, które korzeniami
wrośnięte jest w neoprogresywny nurt muzyczny, jednak jego liście chłoną
pewne wpływy jazzu, world music oraz folku. Każda ich nowa płyta jest
jak zielona oaza porośnięta takimi właśnie drzewami. Aby dotrzeć do
kolejnej solistce-owej muzycznej oazy musieliśmy czekać aż 14 lat…
„Spirit” – nowa studyjna płyta swoją muzyką próbuje wskrzesić duchy
przeszłości swoich poprzednich wydawnictw: „Silence Dance”(1984), „New
Life”(1993), „Circles”(1996). Chociaż skład nowego Solstice różni się
diametralnie od tego sprzed 14 lat, niezmienny pozostał trzon i mózg
zespołu – gitarzysta Andy Glass, na nowej płycie (podobnie jak na
poprzedniej) śpiewa również Emma Brown. Instrumentarium jednak nie
uległo zmianie: oprócz sekcji rytmicznej (Robin Phillips, Pete Hemsley),
i klawiszy (Steve McDaniel) nie mogło oczywiście zabraknąć skrzypiec
(Jenny Newman). Wydaje mi się, że nowi instrumentaliści brzmią bardziej
przekonująco niż poprzedni, zwłaszcza partie skrzypiec Jennyego Newmana w
sukurs z przepięknymi solówkami Andiego Glassa robią kolosalne
wrażenie.
Płyta rozpoczyna się subtelną kompozycją „Solomon’s Bridge”, mogąca
zachwycić gitarowymi solówkami Glassa. Po niej bardziej zróżnicowana
rytmicznie „Sky Path West” ze świetnymi dialogami gitary i skrzypiec. W
muzyce Solstice nie brak motywów etnicznych w takich klimatach osadzona
jest właśnie kolejna z kompozycji – „Freedom”. Kolejna utwór „Flight”
osadzony jest w bardziej jazzrockowej aurze z wyeksponowanymi skrzypcami
Jenny Newmana, kojarzy mi się nieco z rodzimym Walk Away. W dalszej
części utworu atmosfera gęstnieje stając się jakby nieco crimsonowa.
Chwila oddechu dzięki delikatnym dźwiękom „Oberon’s Folly”. Tutaj znów
mamy do czynienia z etnicznymi motywami jakby zapożyczonymi z
gabrielowskiej „Pasji”. Końcowy fragment utworu to prawdziwy popis
skrzypiec i znowu rodzime skojarzenia (chyba dzięki ostatnim koncertom
grupy Quidam z udziałem Tyldy Ciołkosz). Jeszcze tylko utwór „Here &
Now”, w którym zapachniało nieco irlandzkim folkiem a po nim ostatnia z
kompozycji: urzekająca, ulotna kompozycja tytułowa.
W swoich tekstach podobnie jak na poprzednich płytach grupa Solstice
opiewa piękno przyrody, zastanawia się nad miejscem człowieka we
wszechświecie nawiązując przy tym do indiańskich wierzeń bądź hinduskich
filozofii. Dajmy się ponieść muzyce, poczuć jej mantryczną siłę
głoszącą życiowe prawdy takie jak ta aby „być zawsze światłem dla samego
siebie…”.
8,5/10
Marek Toma











































