SNOWMAN – 2011 – The Best Is Yet To Come

1. Don’t Stop Me
2. Holy Fekin Shirt
3. The Wrong Song
4. Bzdurrra
5. The Best Is Yet To Come
6. Arrivederci Everyone
7. Cold Love
8. It’s My Life
9. Antiframe
10. Niezmiennie

Rok wydania: 2011
Wydawca: Kayax Production
http://www.myspace.com/snowmanpoland


7 listopada, to data jednej z ostatnich, bardzo ciekawych, krajowych, muzycznych premier minionego roku. Dziwi mnie jednak pewna sprawa! Przeglądnąłem listopadowe i grudniowe wydania najważniejszych, rockowych magazynów muzycznych, dostępnych na naszym prasowym rynku, i nic! Żadnej wzmianki, żadnej recenzji? Moim zdaniem o takiej płycie powinno być głośno! Tak naprawdę, gdyby nie radiowa „Trójka”, w której zespół Snowman gościł przed premierą swojego albumu, chyba również nie poznałbym tej płyty. Nie wiem czy jakieś promocyjne fatum wisi nad Poznaniakami? Będąc przypadkiem w w jednym z szczodrze zaopatrzonych w nowości płytowe sklepów muzycznych (podobno tym nie dla idiotów), przeglądałem regały płytowe w przedziale na literkę S, jak i te z nowościami, i znowu nic! A płyta powinna być widoczna gołym okiem, bowiem wielkość pudełka, gabarytowo znacznie różni się od standardowego CD. Gdybym nie zadał sobie trudu, pytając obsługę sklepu o tą muzyczną pozycję (okazało się, że płytki leżakują sobie jeszcze na zapleczu), również wyszedłbym z gołymi rękami. No ale najważniejsze, że jest i cieszy uszy.

Kilka słów o zespole. Jak wcześniej nadmieniłem, pochodzą z Poznania. Uczestniczyli w wielu prestiżowych imprezach: Gdynia Summer Jazz Days, Malta Festival, Opener 2011, Nowe Nurty, Globalbeat, Festiwal Rockowy Węgorzewo, Festiwal filmowy Dwa Brzegi 2010, Niewinni Czarodzieje 2010, Festiwal w Jarocinie … Supportowali Archive, amerykańskie Karate oraz francuski skład Yanna Tiersena (twórca muzyki do „Amelii’ i „Goodbye Lenin’). „The Best Is Yet To Come”, nie jest ich muzycznym debiutem. Okazuje się, że to druga pełnowymiarowa płyta w ich karierze. Zadebiutowali na polskim rynku fonograficznym w 2009 roku krążkiem „Lazy”. Znakiem tego, okazuje się, że ten debiut po prostu przespałem! A przecież zespół był mi znany wcześniej, za sprawą bardzo intrygującego materiału demo dostępnego niegdyś w internecie na stronie grupy! Dobrze jednak, że nie przespałem wydania drugiego krążka!

Album składa się z 10-ciu kompozycji, w większości anglojęzycznych, oprócz dwóch rodzynków w języku polskim, ale o nich nieco później. Na samym początku uderza nas swoją ekspresją, kompozycja „Don’t Stop Me!” (chyba najbardziej Crimsonowska w całym zestawie), ze świetnymi, wgniatającymi w fotel partiami saksofonu, to jednak nie Mel Collins tak pięknie gra, lecz Paweł Postaremczak. Kolejny, „Holy Fekin Shirt”, bardziej ambientowy, bardziej stonowany na samym początku, z pozornym, kontrolowanym chaosem w końcówce, tutaj muzyczny prym tworzy dźwięk klawiszy Adama Brzozowskiego, znalazły się jednak tu również intrygujące, solowe partie gitar Michała Kowalonka. Kolejny, „The Wrong Song”, bardzo delikatny, oniryczny (chyba najspokojniejszy na płycie) w lekko psychodelicznych oparach. Pora na pierwszy wspomniany, polskojęzyczny kawałek, pierwsze skojarzenia jeżeli chodzi o jego klimat? (osobiście kojarzy mi się nieco z Grzegorzem Ciechowskim). Duża rolę w tej ekspresyjnej kompozycji odgrywa znowu saksofon. Atmosfera robi się na powrót mglista i ulotna, dzięki tytułowemu „The best Is Yet To Come…”. Umieszczenie kompozycji o tym tytule w środku płyty dobrze wróży w kontekście drugiej jego części. I w rzeczy samej, to co najlepsze dopiero nadejdzie, bo potem następuje świetny „Arrivederci Everyone”, a zwłaszcza mój ulubiony fragment, „Cold Love”. Mogę go porównać jedynie z takim cudeńkiem, jak „Again” grupy Archive. Kolejny fragment, „It’s My Life”, jest to jedyna „cudza’ kompozycja zamieszczona na płycie – cover chyba dobrze znanego przeboju Talk Talk, „It’s My Life’. Jest to jednak wersja tego utworu, przedstawiona w zupełnie innym wymiarze!. Michał Kowalonek wręcz hipnotyzuje tutaj swoim śpiewem, dodatkowego klimatu kompozycji dodają świetne sample, no i ten klimatyczny, ciarkogenny saksofon w tle! Kompozycja bardzo naturalnie przechodzi w podobny klimatem fragment „Antiframe”, będący jakby muzyczną wariacją, autorską kontynuacją „It’s My Life”. Na zakończenie dostajemy chyba najbardziej odmienny kawałek płyty, zdecydowanie najbardziej komercyjny (co oczywiście nie znaczy, że zły, wprost przeciwnie!) „Niezmiennie”, jest drugim wspomnianym, polskojęzyczny utworem. Idealny fragment do promocji w radiu! Zdecydowanie bardziej przebojowy i wpadający w pamięć. Najtrudniejsze jest to, że jak wpadnie, to wręcz nie chce wyjść! Grozi tym, że „Niezmiennie” zaczyna się go nucić!

„The Best Is Yet To Come”, szczerze życzę zespołowi, aby tytuł tego albumu okazał się proroczy!

9/10

Marek Toma

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *