SLAVE KEEPER – 2025 – Podwójna Gra

slave keeper - podwójna gra

1.Exilium
2.Złudzenie
3.Beton i szkło
4.Jak Feniks
5.Przeciw sobie
6.Cichy ból
7.Święty grzesznik
8.Czekam światła dnia
9.Biegnę
10.Ostatni walc

Rok wydania: 2025
Wydawca: Slave Keeper
https://www.slavekeeperband.com


Jedną z płyt, którą z przyjemnością włożyłem do szuflady opisaną jako „Najlepsze albumy roku 2022” był debiutancki krążek zespołu Slave Keeper noszący nazwę „Ślad”. Już wtedy zauważyłem jak duży potencjał i moc tkwi w tej grupie. Podczas recenzowania owego albumu postawiłem tezę, że muzycy są gotowi, by stanąć na jednej scenie u boku największych rockowych zespołów. Jakże prorocze były te słowa, kiedy niespełna pół roku roku od pojawienia się tej myśli, Slave Keeper zagrał jako support przed Deep Purple, Nazareth, Jornem i rodzimym Krukiem podczas „Hard Rock Heroes”, który odbył się w krakowskiej Tauron Arenie w czerwcu 2023. Niewiele zespołów może liczyć na tak udany start, dlatego z niecierpliwością oczekiwałem na następcę „Śladu”. Muzycy stopniowo dawkowali emocje dotyczące nowego krążka, który finalnie został nazwany „Podwójna Gra”. Najpierw udostępniony został dość fajnie zmontowany koncertowy klip do utworu „Czekam światła dnia”, który został zrealizowany podczas krakowskiego występu. Podczas końcowej fazy tworzenia albumu pojawił się klip do kompozycji „Jak Feniks”. „Ślad” bardzo wysoko zawiesił poprzeczkę i miałem ogromne obawy, czy zespół będzie w stanie ją przeskoczyć. Nowy singiel nieco uspokoił, ale mając w pamięci zespoły, które wypuszczały singiel, który był w sumie najlepszą kompozycją z płyty, czekałem na więcej. I oto nadszedł wreszcie ten moment kiedy można zasiąść do stołu, mając u boku związanych łańcuchami Anioła oraz Diabła. W centralnej części okładki (znów fenomenalny Piotr Szataniec) więzy mocno trzyma znana nam z debiutu postać. Skład zespołu nie zmienił się, tak więc tylko dla przypomnienia podam, iż Slave Keeper tworzą: Marta Biernacka (śpiew), Piotr Miećko oraz Piotr Jakubowicz (gitary), a także Jakub Orłowski (gitara basowa) i Piotr Szalak (perkusja). Płytę o partie klawiszowe wzbogacił Łukasz Suszko. Myślę, że po tej krótkiej prezentacji nastał dobry moment, aby przekonać się, czy „Podwójna gra” trzyma się równie mocno jak niniejsze łańcuchy.

Album, podobnie jak „Ślad” rozpoczyna krótkie intro. „Exilium”, bo o nim mowa, to moment, kiedy do głosu dochodzi bezimienna „maskotka” znana z obu okładek płyt. Kompozycja prezentuje również bardzo orkiestralne klawisze, dzięki czemu można odnieść wrażenie, Łukasz staje się pełnoprawnym członkiem zespołu. Z czasem intro się rozkręca, prezentując riff, który przeradza się w „Złudzenie”. Już od pierwszych sekund nie ma tutaj żadnej taryfy ulgowej i Keeper nie bierze jeńców. Jest rytmicznie ze świetnym, ciężkim riffem. Mam wrażenie, że Marta uwierzyła w swoje niesamowite zdolności wokalne i to, co tutaj, jak i w innych kompozycjach będzie robić, sprawia, że pewnym krokiem zmierza po status jednej z najlepszych młodych polskich wokalistek. Warto też zwrócić uwagę na radość płynąca z grania. Słychać tutaj, że gitarzyści cieszą się z wygrywanych solówek, czy riffów. Szczególnie podoba mi się końcówka gitarowej przekładanki, kiedy wokalista zaczyna śpiewać swoją część, zdaje się słychać w jej głosie stwierdzenie „hej chłopaki, ale fajnie wam to wyszło”. Mądrze jest również w sposobie śpiewania, ponieważ w tekście są frazy, które trudno jest dopasować do melodii, tymczasem Marta panuje nad tym i bezbłędnie akcentuje dane wyrazy. Brawo.

Przechodzimy więc do kompozycji trzeciej na krążku, która jest „Beton i szkło”. Riff może kojarzyć się z jakimiś hard-rockowymi klasykami typu Scorpions, jednak to wszystko jest okraszone stylem, jaki wypracowuje Slave Keeper. Warto w tej kompozycji zwrócić szczególną uwagę na fajnie dudniący bas Kuby. Wspominałem już o wokalnych postępach dokonanych przez Martę. W kompozycji tej są momenty, gdzie wydaje się, iż pewnych rad udzielała jej sama Małgorzata Ostrowska, ale z tego lombardowego okresu. Nie jest to żaden zarzut, a wręcz zaleta, że wokalistka świadomie i umiejętnie prowadzi swój głos. Dalsza część utworu to już metalowa jazda bez trzymanki za sprawą sekcji rytmicznej i gitar. Ależ tam się dzieje dobrego i skocznego. Jedno jest pewne, pomysłów nie brakuje i co ważne nie jest to w żaden sposób przekombinowane. Wszystko jest podane tyle, ile trzeba.

Czwarta kompozycja to singlowy „Jak Feniks”, który sprawia, że wielu słuchaczy odkryje zdolności wokalne Marty, jak i umiejętności pozostałych muzyków. A więc zaczynamy znów od mrocznych klawiszy, a następnie wchodzi on – ten riff, który sprawia, że głowa sama kiwa się w takt muzyki. Warto także w słuchać się w tekst, który za sprawą świetnej melodii wchodzi w umysł i nie opuszcza go ani na chwilę. Za sprawą tych niesamowicie długich fraz, samemu można wykrzyczeć wręcz swój bunt do świata i dać mu solidnego kopniaka. Natomiast to, co znów wyprawiają tutaj gitary zdecydowanie potwierdza tezę, że metal żyje i ma się dobrze. I co ważne słucha się tego z wypiekami na twarzy, a na plechach pojawiają się ciarki.

Pierwszą część płyty zamyka kompozycja „Przeciw sobie”. Jest to drugi singiel promujący album. Mam mieszane odczucia co do tej kompozycji. O ile solówka w drugiej części kompozycji jest palce lizać, lecz jakoś jednostajnie szybkie tempo dość szybko mnie męczy. Niestety wiele się tutaj nie dzieje. Nie mamy tutaj tak rozbudowanej kompozycji jak poprzednie numery. A może zespół chciał sprawdzić jak sobie radzi w klimatach około power-metalowych galopad. Według mnie to chyba nie najlepszy kierunek, bo cenię ten zespół za melodię i rozbudowane aranżacje. Dlatego pozwolę sobie przejść do utworu, który otworzy drugą część albumu.

„Cichy ból” to ballada, w której motywem przewodnim zagrywką jest w moim odczuciu hołd dla pewnego „Dziecka”. Ale czyż ta zagrywka w oryginale też nie była zapożyczeniem? Lubię, kiedy utwór tworzy w wyobraźni obrazy. W moim odczuciu tutaj Marta grająca na gitarze w lesie przy ognisku. Lecz ten las to te wszystkie zjawy, koszmary i inne mroczne chwile dnia codziennego, które przytłaczają. Brawa należą się także za niezwykle przeszywającą grę na gitarze elektrycznej. Z tej strony Keepera jeszcze nie znałem i mam wrażenie, że jeszcze nieraz mile zaskoczy w kwestii ballad.

Kolejną kompozycją, którą zespół proponuje to „Święty grzesznik”. Już od pierwszych sekund powstaje ciekawy riff, który będzie motywem przewodnim w refrenie. I w tej kompozycji jest to czego mi brakowało w „Przeciw sobie”. Fajne rytmiczne granie okraszone częstymi zmianami. Fajnie brzmi tutaj wokalistka, która śpiewa ni to natchnionym głosem z rękami złożonymi do modlitwy. Dodatkowego blasku rzucają tutaj „anielskie klawisze”.

Studyjna wersja „Czekam światła dnia” nie różni się zbytnio od tej, która została nagrana podczas koncertu w Krakowie. Dodane jednie zostały klawisze w tle. Całość jednak brzmi bardziej potężnie i jest tutaj więcej mocy. Wersja koncertowa w porównaniu z tym sprawia wrażenie, jakby zespół wciąż nie wierzył, gdzie właśnie występuje. I nadal uwielbiam tę drugą część numeru, kiedy zespół przyspiesza tempo, a panowie na gitarach zabierają się do wspólnych rozmów.

Przedostatni na płycie „Biegnę” jest równie szybki niczym wiatr, lub gonitwa. Lecz tutaj o dziwo jest sporo ciekawych pomysłów, które sprawiają, że tę kompozycję można przetestować podczas jazdy na rowerze lub porannego joggingu. Fajny riff i solówki sprawiają, że te kilka minut przebiega równie szybko.

I oto nadszedł moment, aby pożegnać się „Podwójną grą”. Pozostał już tylko jeden numer. Jest to kompozycja, która znacznie różni od tego co zespół zaprezentował do tej pory na tym albumie. I może dlatego dla mnie jest to perła tej płyty. „Ostatni walc”, bowiem zaprasza do tańca. Czy tak właśnie brzmiał walc podczas Balu Stu Królów, w której to gospodynią była pewna Małgorzata? Niemniej kompozycję rozpoczyna śpiew Marty, jakby z płyty gramofonowej. Czyżby niejaki Behemot maczał tu swe łapy? Co ciekawe, Keeperowi udaje się stworzyć cudownego walca, który trzyma się nawet podczas momentu kulminacyjnego. Ależ tam się dzieje. Odnoszę wrażenie, że ta kompozycja może otworzyć zupełnie nowe drzwi. Wydaje mi się również, że zespół nie będzie się bał pójść tą ścieżką.

Nie ukrywam, miałem spore obawy co do drugiego albumu, czy dadzą radę i cóż, muszę powiedzieć, że powolutku wyrasta jedna z najciekawszych i grup polskiego ciężkiego grania. Chylę czoła przed Martą, ponieważ wielu miejscach jej śpiew jest piekielnie trudny. Album, podobnie jak debiut jest bardzo dobrze nagrany, dzięki czemu słychać każdy najmniejszy szczegół.

Cóż mogę więcej powiedzieć w tym ostatnim akcie? Bardzo polecam, bo to według mnie płyta roku.

8/10

Mariusz Fabin

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *