1. Two Hearted 8:36
2. False Guardian 6:16
3. The Aged Word 8:21
4. Loneliness 5:50
5. Erased 3:43
6. Dream 17:03
Part I Dainty Regards,
Part II Edge…
Part III …And Misgiving
Rok Wydania: 2009
Wydawca: Lynx Music
Konsternacja, to chyba słowo, które najbardziej pasowało do mojego
pierwszego kontaktu z albumem SINUS. Muszę przyznać że kilka przesłuchań
spędziłem zanim poukładałem sobie szarpiące mną wrażenia. Wniosek jest
taki, że reklama wytwórni wywołała u mnie pewne oczekiwania.
Oczekiwania, którym album nie sprostał. Najśmieszniejsze jest to, że w
innych kryteriach, które zacząłem stosować przy kolejnych
przesłuchaniach, płyta wiele zyskała. Przede wszystkim nie zgodzę się,
że jest to album adresowany do sympatyków prog metalu… absolutnie.
Chyba, że chcemy sprawdzić wrażliwość rzeczonych fanów na dźwięki, które
przyporządkować łatwiej w konwencję prog rocka… i wielka w tym rola
produkcji.
Otóż same kompozycje, może i mogą być traktowane jako odłam metalu,
brzmienie jednak jest zdecydowanie prog rockowe, a przodują w tym
względzie klawisze… Tyle słowem wstępu.
Skoro już na początku wyjaśniliśmy sobie czego oczekiwać po płycie,
obcowanie z nią jest wiele łatwiejsze. Zacznę od elementu, który
najbardziej mi się na płycie podoba. Gitarowe solówki, są ozdobą
kompozycji. Zarówno sposób ich budowania, ekspresja, jak i melodyka,
składają się na motywy, które potrafią zachwycić. Solówki, które są
samodzielnymi motywami, podobają mi się na równi z tymi, które stanowią
tła… kiedy wsłuchamy się w gitary, często pod ścianą klawiszy czy
fragmentu wokalu prowadzącego, umieszczanie gitar mocno z tyłu wydaje
się marnotrawstwem… tym bardziej fakt ten zasługuje na pochwałę…
Gitary rytmiczne z kolei często przesterowane są w typowo rockowy
sposób. Niejednokrotnie jednak pojawiają się też riffy wykończone
flażoletami…
Wydaje mi się jednak, że w produkcji nacisk położono na klawisze.
Owszem, mamy ich mnogość, wiele kapitalnych motywów i cała paleta
brzmień, od pianin, przez hammondy czy organy po brzmienia bardziej
charakterystyczne dla progmetalu. Jeśli przyjmujemy konwencję prog
rockową – miks mieści się w ramach przyzwoitości… Odnoszę jednak
wrażenie, że akcent na klawisze odwraca uwagę od gitar.
Jeśli już rozbieram zespół na części trudno nie wspomnieć o kolejnym
charakterystycznym elemencie – wokalizach. Wokalista SINUS operuje dość
niskim głosem z charakterystyczną chrypą, ale wyśmienicie, bez żadnych
kompleksów (a w zasadzie w sposób podporządkowany swoim możliwościom)
radzi sobie w partiach wyższych. Nie mamy to czynienia z forsowaniem
górek. Bardzo mądrze.
Jeśli chodzi o sekcję z kolei – tu też nie mam zastrzeżeń. Brzmi
klarownie (wyraźny bas) i soczyście (blachy). I o ile jeszcze basista
grupy ma na płycie kilka fragmentów gdzie może się zaprezentować
wyraźniej, zabrakło mi mini akcentu solowego jeśli chodzi o perkusję –
ale cóż… zapewne nie każdy oczekuje po albumach progresywnych solówek
każdego z instrumentów…
Pochwalić wypada kompozycje jako całość. Na „T.A.F.U.” znalazły się
utwory raczej rozbudowane, wielowątkowe, naszpikowane ciekawymi
motywami, przy których nie sposób się nudzić. Wiele jest patentów bardzo
dobrych, ja jednak wspomnę o dwóch, które wybijają się w sposób
negatywny ponad inne i zapadają w pamięć dlatego, że pasują do utworów
jak pięść do oka.
Jest to motyw w stylu raege w pierwszym kawału – i zaśpiew
„tarararatata” w drugim… może zamysłem było rozluźnienie czy dowcip,
jednak uważam, ze szczególnie na początku albumu, takie akcenty nie są
wskazane. Z kolei długo mógłbym rozpływać się nad trzyczęściowym utworem
ostatnim, jego motywy są sprytnie skomponowane i przechodzą w kolejne
ze sprawnością, o którą nie podejrzewałbym debiutantów… jedyna wada
utworu jest taka, że kończy dość niespodziewanie, wówczas kiedy
chciałoby się więcej.
Debiut SINUS może się spodobać… szczególnie, jeśli ktoś nie oczekuje
po płycie czegoś, czego na niej nie znajdzie. To naprawdę dobra rockowa
pozycja. Dzięki niebanalnym wokalom i wybitnym gitarom, zaryzykuję nawet
stwierdzenie że dość charakterystyczna. Zatem można uważać, że na tej
płycie zespół zaprezentował się w konwencji, która okazać może się jego
stylem…
Jest to płyta więcej niż dobra. Wolałbym jednak by brzmiała bardziej gitarowo i potężnie.
7/10
Piotr Spyra















































