http://rockarea.eu/images/articles/sinbreed-master_creator.jpg
1. Creation Of Reality
2. Across The Great Divides
3. Behind A Mask
4. Moonlit Night
5. Master Creator
6. Last Survivor
7. At The Gate
8. The Riddle
9. The Voice
10. On The Run
Rok wydania: 2016
Wydawca: AFM Records
http://sinbreed.com/
Kiedy w 2010 roku ukazał się „When Worlds Collide” nie dawałem wiary,
że Sinbreed przetrwa aż do teraz i to nie dlatego, że ich debiut był
nieudany – wręcz przeciwnie. Z zasady jednak kapele skupiające w swoich
szeregach m.in. znanych muzyków nie wytrzymują próby czasu. Na całe
szczęście w tym przypadku nic takiego nie miało miejsca i kilka tygodni
temu niemiecki przedstawiciel speed power metalu wypuścił swój nowy, już
trzeci album. Ten emanuje jasnym blaskiem i to nie tylko, jeżeli chodzi
o muzykę, ale również przesłanie.
Podczas kosztowania „Master Creator” słuchacz zostaje wystawiony na
intensywne działanie powermetalowego żywiołu, gdzie ogień energii ani na
moment (z małym wyjątkiem, o czym za chwilę) nie traci na sile.
Najlepszym tego przykładem są; utwór tytułowy czy też wpadający w ucho
„Creation Of Reality”. Zespół co rusz atakuje szybkimi podziałami
rytmicznymi, gęstą podwójną stopą, ciętymi, ostrymi gitarami. Nie
brakuje również ekspresywnych solówek gitarowych – Flo Lauri odpowiednio
zadbał, by na ich deficyt nie można było narzekać. To wszystko nie
przeszkadza Sinbreed w stosowaniu wielu nośnych melodii. Występują one
praktycznie w każdym utworze, począwszy od otwierającego „Creation Of
Reality” – jego chwytliwy refren momentalnie wrzyna się pamięć. Pod tym
względem premierowy materiał znacząco przebija wcześniejsze dokonania.
Nie ma kompozycji, która byłaby pozbawiona charakterystycznej melodii,
rozpoznawalnego motywu, a to duży plus, szczególnie, jeżeli chodzi o
przyswajalność. Ponadto, w odróżnieniu do wcześniejszych płyt,
premierowy materiał jest znaczniej urozmaicony. Utwory są bardziej
różnorodne, posiadają różne tempa i mimo ogólnej spójności nie stanowią
zbitej masy, ściany dźwięków. Dobrym tego przykładem może być zmienny
nastrojowo „Moonlit Night”, do którego nakręcono teledysk (wg mnie nieco
komiczny). Nad wszystkim rozpościera się mocny, wyrazisty głos Herbie
Langhansa – w zdecydowanej przewadze porusza się on w niższych
rejestrach i tylko sporadycznie pozwala sobie na wyższe wykończenia.
Jego głos, barwa stanowią nieodłączny element charakteryzujący muzykę
Sinbreed nadający muzyce oryginalności.
Pomimo zamiłowania zespołu do szybkości i energii, tym razem znalazło
się miejsce (po raz pierwszy!) dla ballady. Klimatyczny „At The Gate”
rozpoczyna się fortepianowym akompaniamentem, a zwrotka (częściowo)
przypomina „Mama Said” grupy Metallica – na całe szczęście bez
naleciałości country. Nastrojowy eksperyment wyszedł Sinbreed idealnie,
utwór nie jest nudny, a sukcesywne potęgowanie napięcia, dawkowanie
emocji sprawiają, że kompozycja prezentuje się jak należy. Wśród innych
niespodzianek można wymienić „On The Run”, w ramach którego zastosowano
szkockie akcenty instrumentalne, a tego typu zabiegi (w muzyce
metalowej) są zawsze mile widziane.
Nie tylko w kwestii muzycznej, ale również graficznej „Master Creator”
prezentuje się wybornie. Jak poprzednio tak i tym razem, okładkę
stworzył nadworny grafik zespołu, Felipe Machado Franco. To, co
przygotował, cieszy oko równie przyjemnie, co obraz zdobiący „Shadows”
sprzed dwóch lat. Na froncie ponownie przedstawiono znajomą,
zakapturzoną postać uchwyconą w akcie kreacji. Okładka jak muzyka, jest
dynamiczna emanuje bogactwem środków i energią. Tej nie brakuje także w
kwestii lirycznej. Chodzi tu jednak o przesłanie, pozytywne
nacechowanie. Teksty mają optymistyczne zabarwienie, poruszając kwestie
wolności, siły, nadziei, nawoływania do pójścia we właściwą stronę, z
dala od wszechobecnego zła. Taka tematyka nie jest codziennością w
metalu, ale jak widać zdarzają się wyjątki.
Myślę, że każdy szanujący się fan szybkiego/melodyjnego power metalu na
„Master Creator” znajdzie coś dla siebie. Sinbreed bez wątpienia nagrał
najlepszą rzecz w swojej dotychczasowej karierze. Jest to album
kompletny, pełen trafionych, dojrzałych pomysłów, posiadający wszystkie
niezbędne elementy, jakie charakteryzują rasowy power metal. Przy tym
posiada przyjazną atmosferę, która jest daleka od mroku i przygnębienia,
jakie nierzadko oferuje metalowa specyfika. Do tego krążka z całą
pewnością będę wracał.
8,5/10
Marcin Magiera
















































