1. Wings Of Eternity
2. Miracle
3. The Flight Of Icarus
4. The Taste Of Sin
5. My Inner Demon
6. Tears Of Pain
7. In The Desert
8. Kingdom Of Sand
9. Full Moon
10. Serenade Of Wind
11. The Dark Storm
12. Slowly
Rok wydania: 2009
Wydawca: Drakkar Records
Silverlane to niemiecka grupa z gatunku symfonicznego powermetalu, który
ma na swoim koncie już jeden album – ”Legends of Safar” z 2005 roku.
W lutym bieżącego roku zespół powraca ze swoją nową propozycją – My
Inner Demon. W skład zespołu wchodzą: Ecki Singer – wokal, Chris
Alexander i Uli Holzelmer – obaj gitary, Daniel Saffer – bass, Simon
Michael – perkusja, oraz Dorothee Schmitt – instrumenty klawiszowe.
Album zawiera dwanaście ciekawych utworów, zgrabnie ze sobą spasowanych.
Zaczyna się mocno od ”Wings of Eternity” z energicznym rytmem i
melodyjnym refrenem śpiewanym przez pozostałych członków zespołu. Dalej
zespół nie odbiega znacząco od tego co można usłyszeć w pierwszym
utworze. Uwagę zwracają ciekawe gitarowe solówki (co dwie gitary to nie
jedna), oraz mocne nasycenie muzyki zespołu poprzez dźwięki klawiszy w
wykonaniu Dorothee.
Niezwykle emocjonalny wokal też nie pozostawia złudzeń co do tego, że
zespół dość energicznie podchodzi do tworzonej przez siebie muzyki.
Powtarzające się często w refrenach chórki dodają tylko smaczku całemu
albumowi, jednak mam wrażenie że nad wszystkim panuje i niepodzielnie
rządzi perkusja, której jest mnóstwo na całej płycie.
W tytułowym utworze płyty pięknie przewijają się w tle instrumenty
smyczkowe, które także w innych kompozycjach zaakcentowały swoją
obecność.
Natomiast w ”Tears of Pain” urzeka nastrojowy klawiszowo skrzypcowy
wstęp. W numerze tym zespół odkrywa swoje nieco łagodniejsze balladowe
oblicze i trzeba przyznać, że poprzez budowanie nastroju jest to oblicze
niezwykle przyjemne dla ucha, a dodając do tego solo gitarowe robi się
naprawdę emocjonująco i ciekawie.
A skoro o gitarach mowa, to nie sposób wspomnieć o kolejnych solówkach
serwowanych przez duet Chris-Uli w pozostałych kompozycjach albumu.
Myślę, że jest to niezła propozycja dla zwolenników nieco cięższego
grania i choć na początku wspomniałem że jest to symfoniczny powermetal,
to nie tylko zwolennicy takiego grania powinni zwrócić uwagę na tę
płytę.
Masa gitar powinna przemówić także do miłośników tego instrumentu.
Być może album ten nie reprezentuje swoją zawartością nic nowego w
muzyce, to jednak jako całość prezentuje się całkiem ciekawie i jest to
na pewno pozycja godna uwagi, zwłaszcza jak na początek roku.
Na koniec jeszcze słówko o ostatniej pozycji płyty. ”Slowly” to
kolejna piękna urzekająca ballada, którą zespół sprytnie zostawił na
zakończenie krążka. Nasycenie tej kompozycji smyczkami oraz
instrumentami dętymi nie pozostawia złudzeń co do zaangażowania zespołu
w nagranie tego albumu. Bardzo miłe zakończenie…
8,6/10
Michał Walczak















































