1. The Fear Of Emptiness 9:02
2. No Turning Back 6:56
3. Reign Of Terror 7:05
4. Faith In Me 6:19
5. Black Water 6:06
6. Burning Shine 6:00
7. Through My Prison Walls 11:56
Rok wydania: 2013
Wydawca: Inner Wound Recordings
https://www.facebook.com/silentvoicesofficial
Jeśli zespół w związku z różnorakimi przeciwnościami losu, brakiem czasu
na próby i regularną działalność przeistacza się w projekt, nie robi
to już na nikim specjalnego wrażenia. Na pęczki jest na rynku taki
tworów, których muzycy nigdy się nie widzieli. Komplikuje to życie
sympatykom muzyki granej „na żywo”, ale za to przyznać trzeba, że coś co
w latach 90-tych było myślą pionierską, czyli kompletowanie składów
typu all-star, obecnie stało się rzeczą powszechną.
Wstęp ten wcale nie ma za zadanie zniechęcić nikogo do formuły projektu.
Wytłumaczyć może raczej brak euforycznej histerii niżej podpisanego na
skład ekipy, która zdecydowała się zmajstrować album: „Reveal The
Change”. SILENT VOICES byli kiedyś zespołem, po odejściu regularnego
wokalisty zaczęli szukać jego zastępcy… a materiał powstawał. Efektem
tego jest, że znaleźli stałego śpiewaka, ale również zaprosili swoich
znanych kolegów z branży do gościnnych występów. Jako że SILENT VOICS
to właściwie zespół członków SONATA ARCTICA, to oczywistą była
propozycja współpracy dla Tony’ego Kakko, który ją przyjął. Kolejne
nazwiska warte wzmianki, to Mats Leven, Mike Vescera i Mike DiMeo. Mimo
wszystko powodują przyspieszone bicie serca.
Muzyka zawarta na krążku, komponuje się znakomicie z okładką. Złowrogie
tło utrzymane w odcieniach szarości, ukazujące grozę żywiołów, ale z
elementem który całości się przeciwstawia. Wyraźne brzmienie sekcji i
klawisze, które nie przytłaczają całości sprawiają, że ten progmetalowy
album posiada ewidentyny sznyt heavy. Pojawia się sporo melodii, które
zapamiętamy, a rytmika powoduje że chętnie machniemy głową… Nad
całością góruje pewien nastrój nostalgii charakterystyczny już dla
gatunku… a sama płyta klimatem przypomina mi nieco SHADRANE – projekt
Viviena Lalu.
Całości fajnie się słucha, a nawet chętnie do płyty wraca. Nie jest to
jednak pozycja wybitna. List przebojów nie zawojuje. A jako że płyta
została wydana kilka miesięcy temu, nie jestem zdziwiony, że nie
znalazła się w podsumowaniach rocznych. Jednak dla sympatyków zarówno
grania progresywnego jak i „zmyślnego” heavy, to powinien być materiał
wartościowy. Sugeruję więc – sięgnijcie po album, a zagości na waszych
playlistach na dłużej. Bez zbędnych zachwytów i niepotrzebnych
pochlebstw. Zasłużona i pewna ocena dobra. Bo to porządna płyta jest i
basta!
7/10
Piotr Spyra














































