1. Fields Of Stars
2. All Over The World
3. Neverland
4. For Ever And A Day
5. Bright Days Of Glory
6. The Rain
7. Passionate Love
8. The Endless Road (Japanese Bonus)
9. Mountain Haze
10. Follow The Light
11. The Ten Thousand
12. Sirens Roar
Rok wydania: 2008
Wydawca: Locomotive Records
Dystrybucja: Mystic Production
Signum Regis to kolejny przedstawiciel melodyjnego heavy/power metalu
(no, tutaj mamy jeszcze do czynienia z elementami hard rocka). Gdy
przesłuchałem płytę pierwszy raz spokoju nie dawała mi myśl, iż skądś
znam głos wokalisty… jak to jednak często bywa odpowiedź była na końcu
języka i za nic w świecie nie chciała go opuścić. Dzięki
dobrodziejstwom Internetu moje wątpliwości zostały jednak szybko
rozwiane. Okazuje się bowiem, iż na debiutanckim krążku tej Słowackiej
kapeli śpiewa nie kto inny jak sam Goran Edman, znany ze współpracy z
Yngwie Malmsteenem, czy Johnem Norumem.
Signum Regis to bardzo poprawnie zagrany heavy/power metal, z niezłymi
solówkami, melodyjnymi zwrotkami i takowymiż refrenami. Nie ma tu
niczego odkrywczego, ale to w jaki sposób zespół podszedł do
wyeksploatowanego do granic możliwości gatunku budzi szacunek a płyty
słucha się z przyjemnością. Najlepiej wypadły utwory utrzymane w
średnich tempach, z wyraźnymi ukłonami w stronę hard rockowej ekspresji.
Takie są dla przykładu melodyjne i przebojowe: Neverland czy Follow the
Light. W Passionate Love wyraźnie słychać echa tego, co Goran Edman
nagrał wraz z Johnem Norumem. To niezwykle udana półballada, z świetnym
motywem gitarowym i klimatem przywodzącym na myśl lata osiemdziesiąte.
Wpadające w ucho melodie i udane solówki wraz z głosem Edmana tworzą
dość udaną całość i Słowacy mogą być ze swojego debiutu zadowoleni. Jak
na krążek kapeli, jakby nie powiedzieć, metalowej trochę mało tu
metalowej ikry a perkusyjno/gitarowe galopady występują tutaj dość
sporadycznie (Bright Days Of Glory) jednak dla fanów nieco bardziej
ułagodzonego metalu to pozycja, która może się podobać. Dużo tu nieźle
ułożonych patii gitar, wpadających w ucho refrenów a nad wszystkim unosi
się duch rycerskości (w końcu okładka do czegoś zobowiązuje:-) ).
Cóż na koniec? Wydaje mi się, że chociażby z powodu Gorana Edmana (a
jest tu w wyjątkowo dobrej formie) warto sięgnąć po ten krążek. Muzyka
to może i mało odkrywcza oraz niezbyt nowatorska, ale można przy niej
bardzo mile spędzić czas,
8/10
Piotr Michalski













































