1. Meridian
2. Black Eyes
3. Landscape At Speed
4. Hidden Lakes
5. Corridors
6. God Made Me
7. Runners of the Sun
8. Castaways
9. An Insular Life
10. Uniforms
11. Missing Islands
Rok wydania: 2010
Wydawca: Matador
http://www.myspace.com/shearwater
„…są rewelacyjni, na OFF-ie zagrali nieziemsko, to moje odkrycie tego roku… no musisz ich posłuchać – spodoba Ci się…”. Czy po tak entuzjastycznej „indoktrynacji” mogłem nie sięgnąć po album tej amerykańskiej formacji?? 🙂
Na początek tak zwane „słów kilka o…”. Shearwater to formacja
dowodzona przez multiinstrumentalistę i… ornitologa w jednej osobie –
Jonathana Meiburga. To właśnie ta druga pasja dała nazwę formacji –
Shearwater to gatunek ptaka morskiego (burzyk). Na swoim koncie mają już
sześć albumów a „The Golden Archipelago” to tytuł najnowszego,
tegorocznego wydawnictwa.
Krążek rozpoczyna minimalistyczny i delikatny „Meridian”. Tu nie ma
miejsca na kilkadziesiąt ścieżek z partiami kolejnych instrumentów i
głosów. To muzyka i nastrój tworzone przez wokalistę i skromne
instrumentarium wprowadza słuchacza w nastrój swego rodzaju zadumy,
wciąga i nie pozwala się od siebie oderwać. Drugi w kolejności „Black
Eyes” jest już nieco inny, żywszy, z wyraźnie zaznaczonymi partiami
pianina i pewnymi inklinacjami do patetyzmu (to zresztą cecha większości
utworów tu zawartych – okazuje się, że może być patetycznie bez 100-u
osobowej orkiestry). W „Landscape At Speed” rozpoczynającym się nieco
plemienną rytmika powraca nastrój zadumy i melancholii. Głos wokalisty
balansuje pomiędzy delikatnością a bardzo emocjonalnym śpiewem (chwilami
kojarzyć się może z Chrisem Isaakiem) – rytm niczym mantra świdruje
mózg, potęgowany w końcówce nieco psychodelicznymi partiami
instrumentów. „Hidden Lakes” swą budową idealnie wpisuje się w klimat,
który z mozołem budowany jest na tej płycie. Jest niezwykle nastrojowo i
nieco patetycznie (potężne uderzenia kotłów w tle). Z tego nieco
sennego, onirycznego stanu wyrywa słuchacza „Corridors” i musze poznać,
że… niepotrzebnie – ta płyta poradziłaby sobie bez tej dość żywiołowej
kompozycji. Na szczęście następujący po nim „God Made Me” to już
piękno w najczystszej postaci, powolutku sączone się dźwięki i piękne
partie instrumentów smyczkowych pozwalają znów się wyciszyć i nie
zmienia tego nawet fakt, że pojawiają się tu dość mocne i brudne partie
gitary elektrycznej. Podobnie rzecz się ma z „Runners of the Sun” oraz
„Castaway”, które aż proszą się o stacje radiowe. Ten drugi, w refrenie
kojarzyć się może z obecnym obliczem Marillion (wokalista podobnie do
Stever’a Hogartha wyśpiewuje „górki”). „An Insular Life” to perełka tej
płyty – przecudowna melodia do tego genialnie zaaranżowane partie
smyczków, prowadzą słuchacza przez baśniowe krainy dźwięku. Niestety
słuchając „Uniforms” ma się już świadomość, że powoli zbliżamy się do
końca, ale cóż to za zakończenie! Ten utwór to kolejne małe dzieło,
które można słuchać bez przerwy, na „okrągło”. Melodia nie pozwala się
od siebie oderwać a hipnotyczny głos wokalisty obezwładnia słuchacza.
Ostatnie „Missing Islands” godnie zamyka tą płytę wypełniając końcowe
2-ie minuty 20 sekund nieziemskimi dźwiękami…
Muszę przyznać, że „The Golden Archipelago” to płyta wyjątkowej urody.
Minimalistyczna ale przy tym niezwykle bogata. Wiele tu smaczków od
partii skrzypiec po ciekawą rytmikę. Niezwykłym atutem jest głos
wokalisty, którego ciepła, delikatna barwa głosu idealnie pasuje do
muzyki prezentowanej przez ten mało amerykański (pod względem
prezentowanych dźwięków) zespół…
8,5/10
Piotr Michalski













































