1. Wiseman 05:42
2. Alley Cat 06:06
3. The Angelmaker 08:29
4. King of Whitewater 07:20
5. Long Way Home 04:26
6. Move on Through 05:04
7. The Great Escape 30:14
Rok wydania: 2010
Wydawca: Lion Music
http://www.myspace.com/officialSW
…no proszę to już czwarty album szwedzkich prog-metalowców. Seventh
Wonder dość pewnie kroczy obraną przez siebie ścieżką, tworząc muzykę
dość zagmatwaną i jednocześnie niezwykle melodyjną.
Wszystko rozpoczęło się wydanym w 2005 roku krążkiem „Become”. Może
jeszcze nieco zachowawczym, z pewnymi brakami i innym wokalistą
(zaśpiewał tu Andi Kravljaca udzielający się obecnie w Silent Call czy
Aeon Zen). Już rok później światło dzienne ujrzał zdecydowanie
dojrzalszy i lepszy pod każdym względem „Waiting In the Wings”. Za
mikrofonem stanął niejaki Tommy Karevik a muzyka zabrzmiał potężniej i
ciekawiej. Na trzeci w kolejności album przyszło czekać dwa lata i tak w
2008 ukazał się koncept album „Mercy Falls”, dość ciekawy ale chyba
nieco zbyt ugładzony i wymuskany. Mijają kolejne dwa lata i pod koniec
tego roku zespół wydaje krążek noszący tytuł „The Great Escape”.
Przesłuchując kilkukrotnie to wydawnictwo doszedłem do wniosku, że o
każdym z utworów można w skrócie coś napisać, choćby po zdaniu i tak:
„Wiseman” to ciekawy otwieracz z nośnym refrenem i fajnym klawiszowym solo,
„Alley Cat” jest jeszcze lepsze a połamany gitarowy riff wiodący
powinien przypaść do gustu każdemu fanowi prog metalowego grania,
„The Angelmaker” – no, tutaj na pochwałę zasługuje basista formacji, a jego partie są wyjątkowo udane,
„King of Whitewater” – wow, ten folkowy fragment zagrany na jakimś instrumencie skrzypcopodobnym jest rewelacyjny,
„Long Way Home” – no czy mogło się obyć bez ballady? Każdy szanując się
zespól metalowy balladę mieć musi i rolę lukru i miodu o przeraźliwej
ilości cukru odgrywa tu właśnie ta kompozycja (skąd inąd całkiem
przyjemna),
„Move on Through” – niby te same patenty – wszystko na swoim miejscu ale
w pewnym momencie zauważyłem, że tracę koncentrację, czegoś brakuje. To
chyba najsłabszy element krążka,
„The Great Escape” – fiu, fiu – 30 minut!! Zaszaleli panowie, i choć
utwór jest całkiem niezły to chyba lepiej by się go odbierało gdyby
podzielić go na kilka niezależnych części. Spokojny akustyczny wstęp
prowadzi nas do podniosłego, filmowego fragmentu – patetycznego i
pełnego orkiestracji (przywodzącego na myśl dokonania ich krajan z
Dragonland). Dalej już mamy wszystko co charakterystyczne dla zespołu.
Masa solówek (gitarowych i klawiszowych), melodyjnych partii wokalnych,
zwolnień i przyspieszeń – jednym słowem Seventh Wonder w pełnej krasie.
„The Great Escape” to kawał porządnej muzyki. Fani wspominanego
Dragonland czy Circus Maximus nie powinni czuć się zawiedzeni. Seventh
Wonder udało się nagrać krążek, który jest lepszy od swojej
poprzedniczki i w kategorii melodyjny power metal prezentuje dość wysoki
poziom. Niestety płyty wydawane przez Lion jest w naszym kraju
niezwykle ciężko dostać, ale jak to mówią dla chcącego nic trudnego…
8/10
Piotr Michalski















































