1. Possible Delayed (0:39)
2. PORN! (8:50)
3. Still Searching (9:55)
4. Inferior (7:03)
5. Imprisoned (9:08)
6. Bound in Chains (8:53)
7. Last Lullaby (9:01)
8. Set in Motion (8:39)
9. Ordinary Maniac (16:10)
Rok wydania: 2015
Wydawca: Progressive Promotion Records
https://www.facebook.com/ssttgd
Po niezwykle intrygującym i nieco kontrowersyjnym „The?Book”, po
czterech latach ciszy, formacja Seven Steps to the Green Door powróciła z
krążkiem, który wzbudzi nie mniejsze dyskusje. „Fetish”, bo o nim mowa,
to płyta o ludzkich słabościach, zniewoleniach, massmediach i polityce.
Już okładka (że o plakacie i grafikach wewnątrz opakowania nie wspomnę)
wzbudza pewnego rodzaju konsternację…. Jak jednak na tym tle broni się
sama muzyka?
„Fetish” to płyta zdecydowanie trudniejsza w odbiorze od swojej
poprzedniczki. W zasadzie kilka pierwszych utworów wymaga wielokrotnego
przesłuchania aby móc o nich cokolwiek powiedzieć. Panuje w nich
kontrolowany chaos i absolutnie niczym nieskrępowana zabawa formą i
dźwiękiem. Bazę stanowi tu progresywny rock, ale są elementy jazzu,
funky czy metalu. Melodie są niejednoznaczne i nie ma mowy aby je nucić
podczas golenia. Perkusyjne połamańce, karkołomne partie gitary, zmiany
nastroju i cała masa smaczków od dźwięków saksofonu Marka Arnolda po
wielogłosowe chórki śpiewne w kanonie powodują, że przebrnięcie przez
pierwszą połowę krążka nie jest łatwe. Dopiero mniej więcej w drugiej
połowie czasu trwania płyty melodia zdecydowanie przejmuje pałeczkę a
ukoronowaniem tego jest chyba najlepszy w tym zestawieniu, trwający
ponad szesnaście minut „Ordinary Maniac”.
Seven Steps to the Green Door nigdy nie dali się zaszufladkować. Każda
płyta żyła swoim życiem i prezentowała nieco odmienne oblicze grupy.
Podobnie jest i tym razem. „Fetish” choć niełatwy w odbiorze to kolejny
przykład kompozytorskiego talentu członków formacji i jedno z
ciekawszych tegorocznych wydawnictw. Przy całym jednak szacunku dla
ogromu pracy włożonej w nagranie tego materiału, wyżej satwiam jednak
„The?Book”, które może i było prostsze, ale miało w sobie więcej „tego
czegoś”, czego tu mi nieco brakuje…
8/10
Piotr Michalski














































