1. New Rising
2. Stay Beside
3. Step Into My World
4. Melissa
5. My Lovely Mr. Singing Club
6. Attract Me
7. Paid For Glance
8. Moon Talks To Me
9. Rising Shore
10. Closer
11. Out Of The Clouds
12. The Making Of
Rok wydania: 2008
wydawca: Progrock
Przypuszczam że mało kto słyszał o tym mającym przydługawą nazwę
zespole. Progrock Records wydał właśnie drugą płytę tej ciekawej i
wartej poznania niemieckiej grupy. Jest to pozycja, która swą oryginalna
mieszanką stylów niesie odświeżający oddech muzycznego miętowego
naparu.
Otworzywszy rozkładaną książeczkę płyty, możemy podziwiać szereg
dowcipnie zmontowanych fotografii na których widzimy członków zespołu
pomniejszonych do rozmiarów krasnoludków (jak w „King Size” –
Machulskiego), uwikłanych w różne sytuację spowodowane przerastającej
ich swym ogromem przyrody. Widzimy m.in. Heiko Rehma (gitara basowa), z
przerażoną miną spadającego z ogromnych rozmiarów krawężnika, Ulfa
Reinhardta (perkusja) płynącego w kałuży, w łupinie po orzechu;
gitarzysta – Andreas Gemeinhardt stoi natomiast pod grzybem niczym pod
ogrodowym parasolem, śpiewający Lars Kohler wlazł do muszli od ślimaka,
na kolejnej fotografii widzimy cały zespół ujeżdżający ogromnych
rozmiarów dżdżownicę, Ta forma wyrazu świadczy o dużym poczuciu humoru
artystów, i właśnie taką radość grania słychać w ich muzyce.
Płyta składa się z 10-ciu kompozycji właściwych, plus dwóch utworów
wyodrębnionych jako bonusy. Kompozycje nie są długie, lecz dzieję się
nich naprawdę dużo, i w rzeczy samej warto zaopatrzyć się w lupę (co
sugeruje okładka płyty), i przyjrzeć się w jakim muzycznym kierunku
prowadzą widniejące na okładce ślady ? Bez wątpienia muzykę jaka
proponuje nam zespół Seven Steps to The Green Door zaliczyć można do
progresywnego nurtu, lecz w nurt ten wplecione są liczne muzyczne
akcenty na pozór do siebie nie pasujące, takie jak: folk, jazz, funk,
czy nawet rap i pop, bywa też ostrzej wręcz hardrockowo. Wygląda to na
pozór bardzo niestrawnie, ale wierzcie mi, zespół potrafił sporządzić z
tych pozornie niepasujących do siebie składników przepyszne muzyczne
danie.
Na płycie możemy usłyszeć aż trzech wokalistów: Larsa Kohlera, Ronny
Grubera oraz żeński głos Anne Trautmann, co nad wyraz urozmaica ich
muzykę, dodatkowych smaczków dodają liczne motywy instrumentów dętych w
postaci saksofonu i klarnetu Marka Arnolda.
Utwory w których wokalnie udziela się Anne Trautman kojarzą mi się
nieco, z zapewne znaną progresywnym maniakom grupą Solstice. Możemy
spodziewać się również pewnego Gentle Giant -owego szaleństwa. Zespół
bardzo sprawnie potrafi zagęścić strukturalnie swoje utwory, by po
chwili zabrzmieć spokojniej, wręcz popowo, by nagle zaś liryczna forma
niepostrzeżenie przekształciła się w jazz-rockowe wariacje. Na płycie
jest też jedna, piękna, można śmiało powiedzieć piosenka, bez udziwnień –
„Mellisa”, i nie jest to broń boże żaden cover grupy Mercyful Fate.
Płyta oryginalna, ciekawa, słucha się jej z niekłamaną przyjemnością, a
poza tym uwielbiam płyty(w odróżnieniu od obrazów filmowych), na których
naprawdę dużo się dzieje, potrafi słuchacza zadziwić ale i zachwycić.
8/10 (bardzo dobre, bez przecinków)
Marek Toma
















































