1. Double Standarts
2. Chaos Within a Construct
3. Forever the Optimist
4. Flowing Upstream
5. Preoccupations
6. Abandonment Is Expected
7. My, Memories Reatin Nothing
8. End’s Tether
9. A Moment Never Returned
Rok Wydania: 2025
Wydawca: Bird’s Robe
Zdarza się czasami, że muzyka instrumentalna ma pewną przewagę na „klasyczną” formą piosenki. Wynika to z tego, iż w często w tekście szukamy „swojego ja”, próbujemy się dopasować do tego co artysta chce przekazać. W muzyce instrumentalnej zaś to artysta dostosowuje się do nas, do naszych emocji, przeżyć. Każdy odbiera ją po swojemu, ponieważ każdemu z nas może kojarzyć się z inną chwilą, emocją. Doskonałym przykładem takiej uniwersalności może być najnowsza płyta australijskiego zespołu Seims pt. „V”. Seims to połączenie muzyki z rejonów rocka progresywnego, math-rocka, gdzie głównym dowodzącym zespołu jest gitarzysta oraz między innymi klawiszowiec Simeon Bartholomew. Towarzyszą mu na gitarach Mark Owen oraz Sam Sheumack. Za perkusją zasiada Chris Allison. Do współpracy zaproszono także kwartet smyczkowy, a także muzyków wykorzystujących tubę, trąbki czy suzafon.
Wyjątkowo tym razem nie omówię utwór po utworze całego albumu, jak to mam w zwyczaju, ponieważ muzykę zawartą na krążku należy interpretować po swojemu. Doskonałą wskazówką do tych rozważań jest jest okładka albumu „V”, która przedstawia obraz namalowany przez Simeona. Jedni zobaczą w nim trzy trójkąty, inni to co znajduje się pod obrazem, a jeszcze inni zinterpretują ów obraz jako walkę człowieka przygniecionego jakimś kryzysem, który walczy by ponownie ruszyć znów do góry. Jak więc opisać zawartą na „piątce” muzykę? Jest to przede wszystkim płyta, która wymaga od słuchacza skupienia i mimowolnie wyciąga z niego swoiste obrazy z przeżytych do tej pory chwil. Zarówno tych dobrych jak i tych złych. Co ciekawe album ten również idealnie pasuje podczas spacerów, gdzie możemy niejako powolnie obserwować zgiełk pędzącego świata i co ważne samego siebie oczyścić z tego miejskiego „brudu”. „V” to album w którym wokalnie dzieje się bardzo niewiele, lecz jej siłą są tu instrumenty i emocje w nich zawarte. Doskonałym przykładem może być wideoklip do kompozycji „Flowing Upstream”, gdzie widz otrzymuje tylko zespół grający w sali, którą można skojarzyć z jakimś domem kultury. Jednak największą siłą ów obrazka jest fenomenalna choreografia tańca nowoczesnego, którą tworzy tutaj Olivia Hadley. Ona niejako stanowi wzór do tego jak należy odbierać ten album. Pozwala poczuć się wolnym od wszystkiego, pozwala się wewnętrznie wykrzyczeć i oczyścić. Nie zdziwię jeśli niektórym słuchaczom dźwięki zawarte na „V” będą się kojarzyć z jakimś przedstawieniem teatru ulicznego. Niewątpliwie jest to muzyka, która brawurowo dopełniła by to co dzieje się w fabule danego przedstawienia. I tutaj słuchacz w swej wyobraźni ma pełne pole do popisu.
7/10
Mariusz Fabin

















































