SEE YOU AT MIDNIGHT- 2010 – Icebreaker

1. Steps Ahead
2. Anytime Anyplace
3. Icebreaker
4. Day of Independence
5. Lovelab
6. Too Bad
7. The Wedding Song
8. Human Touch
9. Welcome to my Store
10. Call it Freedom
11. Burning Robe
12. Coming Home

Rok wydania: 2010
Wydawca: –


W notatce dotyczącej zespołu, dołączonej do materiału promującego album „Icebreaker” grupy See You At Midnight czytamy:

See You At Midnight to grupa muzyczna, którą tworzą Sylwester Adam i T.S. Potocki. Debiutancki krążek, zatytułowany Icebreaker, muzyczne inspiracje czerpie z lat 80-tych. Łączy dużą dynamikę z klimatem „new romantic”. Najsilniejszą stroną płyty są przebojowe kompozycje, które charakteryzują się dobrą melodią, silnym rytmem, rozbudowanymi partiami klawiszowymi oraz licznymi tematami gitarowymi. Barwa głosu wokalisty oscyluje pomiędzy Mortenem Harketem (A-Ha), Simonem Le Bonem (Duran Duran) i Davidem Gahanem (Depeche Mode). Cały materiał jest dynamiczny, a to za sprawą rockowej perkusji i rockowo-funkowym partiom basu. Teksty traktujące głównie o tematyce „damsko-męskiej” są zarazem refleksyjne i wymagające dla słuchacza. Pisane z męskiego punktu widzenia zostają zawieszone pomiędzy sumieniem i pożądaniem, przy okazji próbując zgłębić kobiecą naturę.

…i coś w tym jest – nad muzyką SYAM unosi się duch lat osiemdziesiątych. „Icebreaker” wypełnia ciepła, wpadająca w ucho muzyka, muzyka, która powinna przypaść do gustu zarówno zwolennikom A-Ha, Duran Duran czy klimatów neoprogresywnego rocka. Nie brakuje tu przebojowych refrenów i ładnych melodii. Klimat płyty tworzą instrumenty klawiszowe, ciekawie zaaranżowane gitary, bas (bardzo dobre partie – brawo) oraz przyjemny głos wokalisty. Muzykom udało się nagrać album, który balansując na pograniczu pop i rocka nie spowoduje zniechęcenia zwolenników pierwszego jak i drugiego z wymienionych gatunków muzycznych. Nie ma przesadnej cukierkowatości ale i mocnego rockowego uderzenia też nie – całość jest bardzo wyważona, idealna do wieczornego słuchania i odpoczynku. Nie sposób nie nucić „Lovelab” z świetnym, wgryzającym się w pamięć refrenem, czy otwierającego płytę „Steps Ahead” (pierwszy singiel z płyty). „Icebreaker” to kopalnia melodii („Icebreaker”, „Day of Independence”, „The Wedding Song”), niesamowita podróż przez lata osiemdziesiąte, gdy muzyka w tym stylu święciła największe triumfy. Aż się łezka w oku kręci, że komuś chce się jeszcze tak grać i robi to z takim smakiem i na tak wysokim poziomie.

Bywa tak, że przesłuchawszy nadesłany materiał, po zapoznaniu się z nim i zrecenzowaniu odkładam go na półkę i nigdy do niego nie wracam. „Icebreaker” zdecydowanie nie należy do tego rodzaju płyt. Krążek pomimo kilku słabszych momentów (pod koniec płyty jest kilka mniej ciekawych fragentów) ma w sobie to coś co powoduje, że chce się do niego wracać. Czekam z niecierpliwością na oficjalne, sklepowe wydanie i mam nadzieję, że ta ciekawa płyta ujrzy światło dzienne już wkrótce.

8/10 (a gdyby tak krążek skrócić do około 45 minut to nawet i 8,5)

Piotr Michalski

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *