SEASONS OF TIME – 2018 – Welcome To The Unknown

1. Toward the Horizon
2. Plans to Make Plans
3. Dreams of a Madman
4. Joana
5. Driven to Drive
6. The Last Ship


Rok wydania: 2018
Wydawca: Record Jet
http://www.seasons-of-time.com/


Cztery lata temu, miałem przyjemność recenzować, muzyczny powrót tej niemieckiej, neo-progresywnej formacji, płytę „Closed Doors To Open Plains” (recenzja: TUTAJ), która po 17 latach od debiutanckiego, „Behind The Mirror”, ukazała się pod skrzydłami Progressive Promotion Records. Minęły cztery lata i jest płyta nr 3 – „WelcomeTo The Unknown”. Co się zmieniło, od tamtej pory?

Tym razem zespół swój najnowszy materiał wydał bez wsparcia wytwórni. Zmienił się również skład, z kwartetu zrobiło się trio. Pozostał grający na gitarze Florian Wenzel i Dirk Berger – bas, gitary, klawisze, który chwycił również za mikrofon , w miejsce nieobecnego wokalisty i klawiszowca Malte Twarloha. Zmiana nastąpiła również za perkusją. Pałeczki dzierży w zespole teraz Julian Hielscher, który zastąpił Marco Grühna.

Jeżeli chodzi o samą muzykę, to wielkiej rewolucji nie ma. To nadal progresywny rock, zakorzeniony w neo progresywnej estetyce (Genesis, Marillion, Twefth Night…). Miałbym jednak pewne zastrzeżenie do kwestii wokalnej. O ile Dirk Berger, z pewnością dobrym instrumentalistą jest, jednak może nie powinien sięgać po mikrofon. Można tutaj wyobrazić sobie Ozzy Osbourna, po silnych lekach antydepresyjnych. Z tą różnicą, że Ozzy, nawet po końskiej dawce takich medykamentów, zaśpiewałby pewnie z większym żywiołem. Jeżeli chodzi o śpiew Dirka, to mam lekkie skojarzenie z wokalna manierą Franka Bornemanna z Eloy. Trochę szkoda, że zespół do realizacji swojego nowego materiału nie pokusił się o znalezienie wokalisty z ciekawą barwą głosu. Muzyczna zawartość „WelcomeTo The Unknown”, bardzo by na tym zyskała.

Seasons Of Time przyzwyczaił nas do płyt koncepcyjnych. Tak jest i tym razem. Album koncentruje sie wokół takich spraw jak: zadowolenie z życia, zdrowie, szacunek, przyjaźń, aby umieć się cieszyć, z tego co mamy.

Płytę muszę ocenić niestety, przynajmniej o punkcik słabiej, od poprzedniczki, w głównej mierze za sprawą wspomnianego wokalu.

6/10

Marek Toma

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *