1. Raised On Rock (3:58)
2. Sting In The Tail (3:12)
3. Slave Me (2:45)
4. The Good Die Young (5:14)
5. No Limit (3:23)
6. Rock Zone (3:17)
7. Lorelei (4:32)
8. Turn You On (4:23)
9. Sly (5:16)
10. Spirit Of Rock (3:42)
11. The Best Is Yet To Come (4:33)
Wydawca: Universal
Rok wydania: 2010
http://www.myspace.com/officialscorpions
Według zapowiedzi, tym albumem Skorpiony z Hanoweru kończą ponad
czterdziestoletnią karierę i przechodzą na zasłużoną emeryturę.
Prawdziwego faceta poznaje się nie po tym jak zaczyna, a po tym jak
kończy – głosił jeden z bon motów eks-premiera Millera Leszka.
Przykładając tę miarę do duetu Klaus Meine – Rudolf Schenker –
założycieli i od lat głównych kompozytorów Scorpionsów, trzeba przyznać
że panowie mają jaja i kończą działalność w dobrym stylu. Pewnie, że
„Sting In The Tail” nie wywoła takiego trzęsienia ziemi jak swego czasu
„Blackout”, nie znajdziemy tutaj również ballad dorównujących „Holiday”,
czy „Still Loving You”, ale powodów do wstydu też nie ma.
Słowo „rock” odmieniane jest na „Sting In The Tail” na różne sposoby,
jakby chcieli zmazać i odpokutować niektóre grzechy z przeszłości (z
koszmarnym, napakowanym elektroniką albumem „Eye II Eye” na czele). Na
„dzień dobry” dostajemy dynamiczny „Raised On Rock”, kojarzący się z
niezapomnianym „Rock You Like A Hurricane”. Zresztą, chyba Meine
nieprzypadkowo śpiewa w pierwszym wersie „I Was Born In Hurricane”…
Brzmieniowego smaczku temu kawałkowi dodają zabawy z wokoderem.
Skorpiony zabierają także słuchacza do „Rock Zone” i przekonują, że
wiedzą na czym polega „Spirit of Rock”. Wspomniane wyżej trzy utwory
zostały napisane wprost z myślą o koncertach, ze wskazaniem na tych na
wielkich obiektach… To samo można zresztą powiedzieć o „The Good Die
Young” oraz „No Limits”, gdzie grupa umiejętnie łączy to co rockowe z
tym co przebojowe. Ten drugi kawałek od paru dni nijak nie chce wyjść z
mojej głowy… Skorpionowe „Żądło” wciąż potrafi kąsać…
Oczywiście Scorpions nie byliby sobą, gdyby nie wrzucili na płytę paru
obowiązkowych ballad. Coś przecież trzeba dać do radia, nieprawdaż? Z
trzech nastrojowych kompozycji najlepiej broni się „Sly”, chociaż
panowie chyba za bardzo pofolgowali sobie melodramatycznym klimatom.
Może faktycznie symptomy wieku emerytalnego dały o sobie znać? Ale „Sly”
to jeszcze nic przy takim „Lorelei”… Kelly Family mógłby śmiało
włączyć ją do swojego repertuaru i mało kto zorientowałby się, że to nie
ich dziełko… Biesiadny zaśpiew „Heja, hejoo!” psuje z kolei nieco
sympatyczną balladkę „The Best Is Yet To Come”, która wieńczy album.
Swoją drogą, mają panowie poczucie humoru, żeby ostatnią płytę zakończyć
utworem zatytułowanym „Najlepsze dopiero nadejdzie”. No ale ponoć
„wesołe jest życie staruszka”, co już cztery dekady temu odkrył Wiesław
Michnikowski, więc może panowie Meine i Schenker wiedzą co mówią?
7,5/10
Robert Dłucik















































