1. The Calling
2. Carnival Jazz
3. Six String Waltz
4. Irish Field
5. Back Smash
6. Fifty Six (56)
7. True Emotion
8. Tumbleweeds
9. Primal Surge
10. Blue Rainbow Sky
11. Transonic Funk
12. Song of the Wind II
Rok wydania: 2012
Wydawca: Frontiers Records
http://www.schonmusic.com/
Neal George Joseph Schon. Dla mnie nazwisko to było obce do momentu,
gdy nie odpaliłem neta sprawdzając któż to taki. I wyszło to, jak
człowiek naprawdę mało wie o muzyce. Neal Schon współpracował z takimi
muzykami i zespołami, że aż mi wstyd, że o tym nie wiedziałem. Przytoczę
kilka z nich: Journey, Bad English, Santana, Jan Hammer, Hardline,
Hagar Schon Aaronson Shrieve, Paul Rodgers, Just If I, Abraxas Pool Soul
Sirkus, Joe Cocker, Michael Bolton. Myślę że wystarczy. Neal musi mieć
dużo wolnego czasu bo oprócz współpracy z innymi nagrywa jeszcze swoje
solowe albumy. „The Calling” jest siódmym z kolei.
Przyznam, że kiedyś nie byłem super fanem muzyki instrumentalnej
(zwłaszcza gitarowej) ale pojawienie się zespołów takich jak Tides From
Nebula, Zero Absolu i podobnych, grających właśnie taką muzykę zmieniło
moje podejście. A już na pewno zmieniła je płyta Neal’a Schona. Neal
zaprosił do współpracy rewelacyjnych muzyków takich jak Steve Smith
(perkusja), Igor Len (klawisze) i Jan Hammer (moog). Sekcja rytmiczna po
prostu wymiata (na płycie basem zajął się również Neal). Wirtuozerskich
popisów gry na gitarze jest tyle, że można by obdarować nimi jeszcze
parę innych albumów. I wierzcie mi włos się jeży na głowie że można tak
szybko i jednocześnie perfekcyjnie dokładnie grać na gitarze. Ale żeby
nie było tylko gitarowo i monotematycznie, w utwory wpleciono świetne
wstawki klawiszy które bardzo uprzyjemniają całość. Żeby natomiast nie
było za bardzo hard rockowo, Neal w aranże przemycił trochę orientu i
jazzu. Kapitalnie to wszystko razem brzmi. Tworzy jednolitą całość i
jest bardzo melodyjne i przyjemne w odsłuchu. Co najważniejsze nie nudzi
co często ma miejsce w przypadku płyt innych gitarzystów. To, że Neal
chwilami „ucieka” ze swoją gitarą na tyły i daję popisać się innym
muzykom to kapitalny pomysł. Dla sympatyków gitarowego grania „The
Calling” to pozycja obowiązkowa. Dla sympatyków „męskiego” grania też
8/10
Irek Dudziński















































