1. Moja Ziemio Wyśniona
2. Trójkąt Radości
3. Strategia Pulsu
4. Memento Z Banalnym Tryptykiem
5. Z Których Krwi Krew Moja (bonus)
Rok Wydania: 1980 / 2005
Wydawca: Muza / Metal Mind
SBB – trzy litery, które zrewolucjonizowały pojęcie rocka progresywnego
na świecie. W swoim złotym okresie (1974-1980) nagrywali albumy, które
do dzisiaj bez cienia wstydu możemy zestawić z dokonaniami Yes, Pink
Floyd czy Mahavishnu Orchestra.
Każda płyta tria była wówczas inna – ukazywała często zaskakujące
oblicza zespołu, penetrowała coraz to nowe odsłony rockowej psychodelii.
Kwintesencją stylu był zrealizowany w 1980 roku longplay „Memento z banalnym tryptykiem”, który mam przyjemność zrecenzować.
Zaczyna się symfonicznie – intro „Pochwały Kobiet” Straussa pojawia się
jako rodzaj klamry, spinającej cały album w jedną, logiczną całość.
Wprowadzony klimat powagi i stonowania, zostaje przerwany przez dźwięki
motorycznej perkusji Jerzego Piotrowskiego i klawiszy Skrzeka,
otwierające pierwszy utwór. „Moja ziemio wyśniona”, to kompozycja, którą
śmiało można nazwać „SBB w pigułce”. Po żywiołowym otwarciu i
przebojowo brzmiąco motywie przewodnim, muzycy zabierają słuchacza w
krainę rozmytych i onirycznych dźwięków, pełnych spokoju i ukojenia, aby
gwałtownym przełamaniem, wprowadzić iście rockowy drive na dwie gitary,
które raczą nas fenomenalnymi solami. Co jak co, ale wirtuozeria,
zawsze była głównym atutem i znakiem rozpoznawczym panów z SBB.
Sławomir Piwowar, dołączył do zespołu w 1979 roku, wzmacniając swoją
gitarą partie Apostolisa Anthimosa. Na albumie zaprezentował się jako
kompozytor drugiego utworu – „Trójkąt radości”. Instrumentalna ballada,
wzbogacona brzmieniem gitary akustycznej, stanowi jeden z jaśniejszych
momentów płyty. Idealnie wyważona, zróżnicowana klimatycznie, zagrana w
sposób bardzo finezyjny, pokazuje jak bardzo Piwowar pasował do
brzmienia SBB.
Apostolis Anthimos wraz z Jerzym Piotrowskim jakby wyłamali się z
konwencji kompozycji zespołowych (tudzież wymyślanych tylko przez
nominalnego lidera zespołu, Józefa Skrzeka), tworząc wspólnie bardzo
zwartą „Strategie pulsu”. Pełna rockowej energii kompozycja, była jakby
dopełnieniem dwóch poprzednich, zdecydowanie spokojniejszych utworów. Do
gitarowych popisów „Lakisa”, w pewnym momencie dołącza Skrzek z
harmonijką ustną, dzięki czemu w „Strategii pulsu” uwidocznia się blues,
płynnie przechodzący w boogie.
Już od pierwszych sekund „Mementa z banalnym tryptykiem” wiemy, że
obcujemy z utworem wyjątkowym. Orientalne intro wraz z potężnym pasażem
klawiszy Józefa Skrzeka, budzą niesamowite emocje. „Memento” zachwyca
swoją wielowątkowością i absolutnie pionierską strukturą. Mamy części
stricte rockowe, mamy progresywne odjazdy, jest przejmujący śpiew
lidera, który operuje najwyższymi rejestrami swojego charakterystycznego
vocalu, jest w końcu wstawka rodem z brodwayowskiego musicalu – z
aplauzem i chórkami. To jednak nic w porównaniu do tego, co czeka na nas
na końcu. Absolutnym gwoździem utworu jest blisko 4 minutowa solówka
gitarowa Apostolisa Anthimosa. Bardzo charakterystyczna, pełna emocji,
wyczucia i pasji. Nie ma najmniejszych wątpliwości, że „Lakis” jest
czołowym polskim gitarzystą, natomiast to jak gra na tym albumie
wielokrotnie powoduje ciarki na plecach.
Warto nadmienić, że do reedycji płyty z 2005 roku, dorzucono nową wersję
„Z których krwi, krew moja”. Zagrana dość lżej od oryginału, z
dodatkiem instrumentów akustycznych, stanowi bardzo ciekawie dobrany
suplement do podstawowej wersji albumu.
„Memento z banalnym tryptykiem” to jakby płytowa esencja całej
twórczości SBB. Mamy symfoniczne struktury i odniesienia, które
przywołują skojarzenia z albumem „Ze słowem biegnę do Ciebie”,
otrzymujemy idealnie dopracowaną suitę, budowaną, według najlepszych
wzorców rodem z „Follow My Dream”, jest rockowa moc prosto z „Welcome”
oraz instrumentalne przerywniki i dopowiedzenia, w których pobrzmiewają
echa „Nowego horyzontu”.
Cieszę się, że na firmamencie polskiego rocka mieliśmy taki zespół jak
SBB, który wydając płytę „Memento z banalnym tryptykiem” jeszcze
dobitniej podkreślił, swoje zasłużone miejsce w loży progresywnych
legend.
10/10
Michał Sterlażnikow


















































